Tędy do głównych drzwi :)
Joanna Lewandowska - Prywatne Strony
Znak autorki :)
     

 


Filmy obejrzane (w kinie) 2011

skala: od 1/10 - Katastrofa do 10/10 Rewelacja!

Kino zaniedbałam trochę ostatnimi czasy, a notki filmowe już zupełnie. Co nie znaczy, że filmów nie oglądam, bo oglądam ich nawet więcej niż w ubiegłych latach, ino ekran mniejszy a ja wygodniejsza ;) Ale gdyby ktoś miał wątpliwości - i tak uważam, że do kina zawsze warto iść.

Tych, którzy mają ochotę zobaczyć moje opinie na temat filmów obejrzanych w innych latach zapraszam do archiwum - linki w bocznej kolumnie.


Para na życie (Away We Go) reż. Sam Mendes
8/10

Gdy pierwszy raz usłyszałam polski tytuł tego filmu, pomyślałam o napędzie, który pcha do przodu niczym lokomotywa parowa. Takie skojarzeniowe wyobrażenie między mglistym obłoczkiem parującej wody a apetytem na życie. Nie wiem nawet skąd się wzięło, a może to był zamierzony efekt tłumacza? Dopiero podczas seansu uświadomiłam sobie, że to przecież o parę dwojga ludzi chodziło, takich co to na dobre i na złe. Mimo że tacy zwyczajni. Ale i ta para, która ich napędza i daje im siłę do życia, jest w nich i niemal namacalnie można ją dostrzec pomiędzy nimi.

Trzydziestoparolatkowie Verona (Maya Rudolph) i Burt (John Krasinski mający polskie korzenie) spodziewają się dziecka. Żyją w niezbyt pięknym otoczeniu, w którym utknęli właściwie tylko ze względu na bliskość rodziców Burta. Oboje pracują jako freelancerzy, więc wiele ich tam nie trzyma, gdy przed narodzinami dziecka postanawiają odnaleźć w końcu swoje miejsce na świecie, trochę się ustatkować przy zakładaniu rodziny, co nie znaczy formalizowania związku - Verona zdecydowane się temu sprzeciwia. Odwiedzają więc po kolei swoich najbliższych krewnych i przyjaciół, szukając miasta, w którym chcieliby mieć swój nowy dom.

Podróż daje okazję do uświadomienia sobie tego, co w życiu najważniejsze, czego chcą doświadczać, jaką rodzinę chcą stworzyć, a czego nawet nie będą próbować. Sam Mendes (znany nam m.in. z reżyserowania "American Beauty") w kolejnych napotykanych osobach karykaturalnie wręcz podkreśla wady i zachowania (a)społeczne, charakterystyczne nie tylko dla Stanów. A nasi bohaterowie, jak te Koziołki Matołki, szukają po całym świecie czegoś, co jest bardzo blisko..

Miła, ciepła komedia, z trafnymi obserwacjami, momentami wzruszająca, zdecydowanie warta polecenia.


Jak zostać królem (The King's Speech) reż. Tom Hooper
8/10

Zwycięzca tegorocznych Oscarów w czterech najważniejszych kategoriach - czy zasłużenie? Nie widziałam wszystkich pozostałych nominowanych, więc na razie nie ocenię czy to byłby mój faworyt. Ze względu na słabość do Colina Firtha - niewykluczone ;)

Oparta na faktach historia brytyjskiego nieoczekiwanego wstąpienia na tron króla Jerzego VI. Niespodziewanego o tyle, że w kolejce do korony był za swoim bratem Edwardem VIII, więc nawet się do królewskiej roli nie przygotowywał i nie ma ku temu predyspozycji. Edward jednak dość szybko rezygnuje z pełnienia tego zaszczytnego stanowiska na rzecz związku z kobietą, którą kocha, a której nie akceptuje ani parlament ani społeczeństwo (dwukrotna, amerykańska rozwódka).

Bertie (zdrobnienie od Alberta, imię Jerzy przyjął po koronacji) nie wierzy w siebie, jest zakompleksiony, a życie utrudnia mu znacznie, wyśmiewana powszechnie, przypadłość - jąkanie. Od dłuższego czasu bezskutecznie próbuje się z niej wyleczyć, aż w końcu za namową żony trafia na nieszablonowego ortofonistę Lionela (Geoffrey Rush). Ćwiczenia w końcu przynoszą widoczne rezultaty. Co staje się o tyle ważne, że musi wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności i publicznych wystąpień. Coraz popularniejsze staje się radio, wybucha druga wojna światowa i naród oczekuje by król skierował do nich dające otuchy słowa...

Na pewno przyzwoity kawałek kina, z paroma niezłymi scenami i świetnymi aktorami, choć czy wstrząsnął, poraził, wzruszył do łez i zapadł w pamięci na zawsze? hm, chyba jednak nie.

Z ciekawostek okołofilmowych Colin Firth spotkał na planie "The King's Speech" swoją partnerkę z serialowej ekranizacji "Dumy i uprzedzenia" (oraz przez jakiś czas ze wspólnego życia) - Jennifer Ehle. Tu zagrała żonę Lionela.

 

Archiwum:
Joanna Lewandowska © 2003-2011