|
Filmy
obejrzane (w kinie)
2008
skala:
od
do 
Z kinowych filmów 2008 dominował przegląd filmów
ojca i syna Svěráków. Wygląda na to, że na kino zostawiam już
tylko filmy, które wymagają dużego ekranu, albo są inaczej nieosiągalne...
Tych, którzy mają ochotę zobaczyć moje opinie na
temat filmów obejrzanych w innych latach zapraszam do archiwum
- linki w bocznej kolumnie.
|
|
| |
| Tatinek (Tatínek)
reż. Jan Svěrák, Martin Dostál |
 |
| Dokumentalny film jaki o swoim ojcu nakręcił
Jan Svěrák. Piękny. Ale do obejrzenia dopiero jak się obejrzy
co najmniej wszystkie ich wspólne filmy, a najlepiej zna
również to, co Zdeněk Svěrák kręcił wcześniej (przy cytatach
nieznanych mi filmów tempo opowieści spadało i robiło się
nudniej). Zadziwiło mnie to, że on jest zupełnie taki, jak
jego bohaterowie - pogodny, z cudownym poczuciem humoru,
bardzo męski, trochę figlarny, w świetnej formie mimo wieku,
mający wspaniały kontakt z dziećmi. Opowiada, które elementy
scenariuszy miały odzwierciedlenie w jego własnej biografii
(te fragmenty są przytaczane odpowiednimi scenami). Mówi
o tym, jak trudnym i długotrwałym w jego wypadku procesem
jest pisanie scenariusza, znajdowanie odpowiednich słów,
tworzenie dialogów. Opowiada o dzieciństwie i swoim życiu,
budowaniu domu, kabarecie, teatrze, filmach i pisaniu piosenek
(tak, współpracował i z Ivanem Mládkiem..). O tym jak kocha
życie i jak nie chce myśleć o tym, że kiedyś się skończy.
Staje się kimś bardzo bliskim, takim ukochanym tatusiem
i dziadkiem właśnie.
Tatínek (Tatuś) powstał trzy lata przed ukończeniem Butelek
zwrotnych, kończy się w momencie, gdy po kolejnych
sporach ojciec z synem przerywają pracę, a scenarzysta żałuje,
że wymyślone przez niego postacie nie ujrzą światła dziennego
i że nie dokończą swojej trylogii symbolizującej całe życie
(Szkoła podstawowa
- młodość, Kola - dojrzałość,
Butelki zwrotne
- starość). Ale przyjmuje rezygnację syna, ściąga z tablicy
karteczki odwzorowujące powiązania między bohaterami i wyrzuca
kolejną wersję scenariusza do kosza. Syn chciał, żeby film
miał większą głębię, nie był tylko zabawny, ale i opowiadał
o starości, o przemijaniu, tego mu brakowało w scenariuszu.
Mimo że prace nad Butelkami
trwały w sumie osiem lat, cieszę się, że do nich wrócili
i je ukończyli. Z sugestiami syna. I bardzo bym chciała,
żeby to nie był ich ostatni film, bo bardzo dobrze się uzupełniają.
PS Rozczulił i rozbawił mnie zupełnie swoim podejściem
do mrówek, to kwintesencja Zdeňka Svěráka. Nie opowiem,
to trzeba samemu zobaczyć :D
|
|
|
| |
| Ropojady (Ropáci)
reż. Jan Svěrák |
 |
| Krótkometrażowy film, udający dokument,
za którego Jan Svěrák dostał studenckiego Oscara! W północnych
Czechach odkryto dziwne stworzenia, ropojady. Ekipa filmowa
podąża ich tropem, udaje im się trafić na ślad tych nietypowych
zwierząt, przypominających wielkie żaby, które rozwijają
się w zanieczyszczonym środowisku, taplają się w ściekach,
żywią ropą naftową, oddychają spalinami, a od nadmiaru tlenu...
giną. Na szczęście w naszym otoczeniu mogą liczyć na to,
że pożywienia im nie zabraknie. Do zobaczenia! Przeszkadzał
mi jedynie dubbing w kinie studyjnym, w którym miałam okazję
ten film oglądać - nie było słychać dobrze ani lektorki,
ani oryginalnych dialogów.
|
|
|
| |
| Kola (Kolja) reż. Jan
Svěrák |
 |
| Oscarowy film ze Zdeňkem Svěrákiem w roli
głównej. Czasy aksamitnej rewolucji w Pradze, muzyk Franta,
który zamiast grać w filharmonii dorabia na pogrzebach,
zaaranżowane małżeństwo z Rosjanką, która ucieka na Zachód
i pozostawiony przez nią pięcioletni syn Kola, którym Franta
musi się zaopiekować.
Warto zobaczyć :) Przypomniałam sobie ten film po paru
latach i nic nie stracił ze swego uroku.
PS przy oglądaniu serii filmów obu panów łatwiej się dostrzega,
że lubią również pracować przy kolejnych filmach z tymi
samymi ludźmi. Taki Ondřej Vetchý - główny bohater Ciemnoniebieskiego
świata (Franta) był również synem Rezaca z
Butelek zwrotnych
(tym co załatwił balon), jak i grabarzem, ojcem sporej gromadki
dzieci w Koli oraz
motorniczym, którego tak chętnie zdradzała żona w Szkole
podstawowej...
|
|
|
| |
Ciemnoniebieski
świat (Tmavomodrý svět)
reż. Jan Svěrák |
 |
| Po Oscarze za Kolę
Svěrákowie otrzymali ofertę - zrobienia dowolnego filmu
za dowolną kasę. Więc zrobili taki, na który nigdy by sobie
nie mogli pozwolić - wysokobudżetowy, ze scenami walk lotniczych.
Postanowili opowiedzieć historię czeskich lotników walczących
w czasie wojny w RAFie. Chcieli pokazać, że Czesi też potrafili
się bić, gdy widzieli tego sens, a koalicjanci czasami ich
lekceważyli. Film był bardzo popularny w Czechach (zebrał
parę Złotych Lwów), ale z mniejszym uznaniem spotkał się
na Zachodzie.
Jak dla mnie to trochę taka słabsza wersja tradycyjnego
wojennego filmu o męskiej przyjaźni ("Ślicznotka z
Memhis"?), której nie potrafiła zniszczyć nawet kobieta
i zdrada jednego z nich. Opowiadana z perspektywy głównego
bohatera, po wojnie zamkniętego w czeskim klasztorze, w
którym przebywali ci "wrogowie systemu", którzy
zaznali za dużo wolności w czasie wojny na Zachodzie. W
tym filmie znów pojawia się temat odwagi, waleczności czy
choćby powodów bezkrwawego oddania całego lotniska gdy Niemcy
wkroczyli do Czech. Dla Niemców i chyba również dla nas
chyba trochę trudne to było do zrozumienia i zaakceptowania.
Niższa nota za mniejszą wiarygodność i prawdziwość postaci.
Angielka, szybko zakochująca się we Francie i Karelu, a
potem dość łatwo wracająca na swoje miejsce przy odnalezionym
mężu... Drugoplanowe role (koledzy piloci) w ogóle były
mało wyraziste. Ale to może i dlatego, że z pilotami i walkami
powietrznymi zawsze mam kłopoty - zupełnie jak z japońskimi
filmami - słabo rozróżniam kto jest kto :). Tym razem Zdeněk
Svěrák był jedynie scenarzystą, nie występował (no dobrze,
obaj z synem pojawili się w epizodach, ale to się nie liczy),
może i dlatego film był mniej prawdziwy, a bardziej "hollywoodzki"
mimo jego europejskich korzeni. Wolę jednak te ich "zwyczajne"
opowieści.
|
|
|
| |
Szkoła
podstawowa (Obecná škola)
reż. Jan Svěrák |
 |
| "Szkołę podstawową" kiedyś już
widziałam w telewizji, ale jak to zwykle u mnie bywa - szczegółów
po latach nie pamiętałam, więc z tą większą frajdą obejrzałam
ją ponownie. Przenosimy się w świat dzieciństwa Zdeňka Svěráka,
tuż po drugiej wojnie światowej, w niewielkiej wiosce nieopodal
Pragi. Świat chłopięcych zabaw, robionych kawałów i poszukiwania
wzorów do naśladowania. Banda rozwydrzonych 10-latków doprowadza
do szaleństwa nauczycielkę. Aby wprowadzić porządek, do
szkoły przychodzi nowy nauczyciel, miłośnik musztry, zaprawiony
podobno w walce, Igor Hnizdo. Fascynuje chłopaków pistoletem
i opowieściami o bohaterach, sam za takiego uchodzi. Ma
tylko jedną słabość - płeć piękną...
To pierwszy wspólny film ojca - scenarzysty i aktora oraz
syna - reżysera. Zdeněk Svěrák gra tu ojca Edy - głównego
bohatera - z pozoru nieciekawego, strachliwego, który z
Niemcami nie chciał walczyć... ale jak będzie okazja pokazać
prawdziwą odwagę, zrobi to bez chwili wahania, tak że kolegom
syna szczęki z wrażenia opadną. Mam takie wrażenie, że Czesi
czują potrzebę tłumaczenia się ze swego braku waleczności,
z tego dlaczego wybierali życie i święty spokój. Jednocześnie
potrafią śmiać się z samych siebie i nie traktują się tak
strasznie poważnie. Serdecznie polecam :)
|
|
|
| |
| Butelki zwrotne
(Vratné lahve) reż. Jan Svěrák |
 |
| Po Koli
dużym sentymentem darzę panów Svěráków. Nad tym filmem pracowali
parę lat, mocno się zresztą kłócąc (Zdeněk Svěrák - ojciec
był jak zwykle scenarzystą), ale efekt wart jest zobaczenia.
Historia starszego nauczyciela Jozefa Tkalouna (Zdeněk Svěrák),
który pewnego dnia stwierdza, że nie chce już uczyć. Ale
usiedzieć w domu też nie potrafi, praca rowerowego kuriera
źle się kończy, w końcu znajduje miejsce w skupie butelek,
gdzie cieszy się kontaktami z ludźmi i mimowolnie trochę
im pomaga... Czy pomoże i sobie?
To film bez fajerwerków, po prostu piękna, miejscami zabawna,
miejscami wzruszająca opowieść o przemijaniu, swoim miejscu
w życiu, starości, przeznaczeniu - tematach nie zawsze łatwych.
Ale Czesi potrafią sobie z nimi radzić. Wzorowo. Już się
cieszę na przegląd filmów tego duetu :)
PS A mój ulubieniec z Samotnych - aktor Jiří Macháček -
bardzo wyprzystojniał...;)
PS rzadko oglądam wielokrotnie filmy, a ten obejrzałam
wkrótce po pierwszym pokazie i sprawił mi taką samą radość,
choć już bez zaskoczenia..
|
|
|
| |
| Karmel (Sukkar
banat) reż. Nadine Labaki |
 |
| Kino libańskie rzadko u nas gości, a szkoda.
Dodatkowego aspektu poznawczego dostarcza fakt, że jest
to kino kobiece (bo i o kobietach, i reżyserowane przez
piękną Nadine, grającą zresztą jedną z głównych ról), poświęcone
Bejrutowi. Trwamy w przekonaniu że kobiety arabskie są zupełnie
oderwane od 'normalnego' życia, zniewolone, zakryte czadorami
i podporządkowane mężczyznom. Jak widać nie wszystkie. Niektóre
są nawet zaskakująco nowoczesne...;)
Ten film w przecudny sposób łączy w sobie zalety kina francuskiego,
opowiadającego zwyczajne historie o życiu z kolorowym i
zabawnym kinem hinduskim. Mający coś z "Czekolady"
i "Monsunowego wesela", jest opowieścią o grupce
kobiet prowadzących zakład fryzjersko--kosmetyczny oraz
ich najbliższym otoczeniu. Każda z nich jest inna, choć
każda szuka swego szczęścia. A ich losy są tak uniwersalne,
że mogłyby się wydarzyć pod każdą szerokością geograficzną.
Nie brakuje lokalnego kolorytu, podkreślającego to pełne
kontrastów miasto. Wszystko zaś okraszone niewymuszonym
humorem i wprawiające w pogodny nastrój. Miła propozycja
na wieczór - i wcale nie musi być babski ;)
PS tytułowy karmel w kulturze wschodniej ma inne zastosowanie...;)
PS doczytałam, że Liban nawet zgłaszał ten film do tegorocznych
Oskarów - gdyby to miała być dla kogoś zachęta :)
|
|
|
|