Tędy do głównych drzwi :)
Joanna Lewandowska - Prywatne Strony
Znak autorki :)
     

 


Filmy obejrzane (w kinie) 2008

skala: od 1/10 - Katastrofa do 10/10 Rewelacja!

Z kinowych filmów 2008 dominował przegląd filmów ojca i syna Svěráków. Wygląda na to, że na kino zostawiam już tylko filmy, które wymagają dużego ekranu, albo są inaczej nieosiągalne...

Tych, którzy mają ochotę zobaczyć moje opinie na temat filmów obejrzanych w innych latach zapraszam do archiwum - linki w bocznej kolumnie.

 


 
Tatinek (Tatínek) reż. Jan Svěrák, Martin Dostál 8/10

Dokumentalny film jaki o swoim ojcu nakręcił Jan Svěrák. Piękny. Ale do obejrzenia dopiero jak się obejrzy co najmniej wszystkie ich wspólne filmy, a najlepiej zna również to, co Zdeněk Svěrák kręcił wcześniej (przy cytatach nieznanych mi filmów tempo opowieści spadało i robiło się nudniej). Zadziwiło mnie to, że on jest zupełnie taki, jak jego bohaterowie - pogodny, z cudownym poczuciem humoru, bardzo męski, trochę figlarny, w świetnej formie mimo wieku, mający wspaniały kontakt z dziećmi. Opowiada, które elementy scenariuszy miały odzwierciedlenie w jego własnej biografii (te fragmenty są przytaczane odpowiednimi scenami). Mówi o tym, jak trudnym i długotrwałym w jego wypadku procesem jest pisanie scenariusza, znajdowanie odpowiednich słów, tworzenie dialogów. Opowiada o dzieciństwie i swoim życiu, budowaniu domu, kabarecie, teatrze, filmach i pisaniu piosenek (tak, współpracował i z Ivanem Mládkiem..). O tym jak kocha życie i jak nie chce myśleć o tym, że kiedyś się skończy. Staje się kimś bardzo bliskim, takim ukochanym tatusiem i dziadkiem właśnie.

Tatínek (Tatuś) powstał trzy lata przed ukończeniem Butelek zwrotnych, kończy się w momencie, gdy po kolejnych sporach ojciec z synem przerywają pracę, a scenarzysta żałuje, że wymyślone przez niego postacie nie ujrzą światła dziennego i że nie dokończą swojej trylogii symbolizującej całe życie (Szkoła podstawowa - młodość, Kola - dojrzałość, Butelki zwrotne - starość). Ale przyjmuje rezygnację syna, ściąga z tablicy karteczki odwzorowujące powiązania między bohaterami i wyrzuca kolejną wersję scenariusza do kosza. Syn chciał, żeby film miał większą głębię, nie był tylko zabawny, ale i opowiadał o starości, o przemijaniu, tego mu brakowało w scenariuszu. Mimo że prace nad Butelkami trwały w sumie osiem lat, cieszę się, że do nich wrócili i je ukończyli. Z sugestiami syna. I bardzo bym chciała, żeby to nie był ich ostatni film, bo bardzo dobrze się uzupełniają.

PS Rozczulił i rozbawił mnie zupełnie swoim podejściem do mrówek, to kwintesencja Zdeňka Svěráka. Nie opowiem, to trzeba samemu zobaczyć :D


 
Ropojady (Ropáci) reż. Jan Svěrák 8/10

Krótkometrażowy film, udający dokument, za którego Jan Svěrák dostał studenckiego Oscara! W północnych Czechach odkryto dziwne stworzenia, ropojady. Ekipa filmowa podąża ich tropem, udaje im się trafić na ślad tych nietypowych zwierząt, przypominających wielkie żaby, które rozwijają się w zanieczyszczonym środowisku, taplają się w ściekach, żywią ropą naftową, oddychają spalinami, a od nadmiaru tlenu... giną. Na szczęście w naszym otoczeniu mogą liczyć na to, że pożywienia im nie zabraknie. Do zobaczenia! Przeszkadzał mi jedynie dubbing w kinie studyjnym, w którym miałam okazję ten film oglądać - nie było słychać dobrze ani lektorki, ani oryginalnych dialogów.


 
Kola (Kolja) reż. Jan Svěrák 10/10

Oscarowy film ze Zdeňkem Svěrákiem w roli głównej. Czasy aksamitnej rewolucji w Pradze, muzyk Franta, który zamiast grać w filharmonii dorabia na pogrzebach, zaaranżowane małżeństwo z Rosjanką, która ucieka na Zachód i pozostawiony przez nią pięcioletni syn Kola, którym Franta musi się zaopiekować.

Warto zobaczyć :) Przypomniałam sobie ten film po paru latach i nic nie stracił ze swego uroku.

PS przy oglądaniu serii filmów obu panów łatwiej się dostrzega, że lubią również pracować przy kolejnych filmach z tymi samymi ludźmi. Taki Ondřej Vetchý - główny bohater Ciemnoniebieskiego świata (Franta) był również synem Rezaca z Butelek zwrotnych (tym co załatwił balon), jak i grabarzem, ojcem sporej gromadki dzieci w Koli oraz motorniczym, którego tak chętnie zdradzała żona w Szkole podstawowej...


 
Ciemnoniebieski świat (Tmavomodrý svět)
reż. Jan Svěrák
6/10

Po Oscarze za Kolę Svěrákowie otrzymali ofertę - zrobienia dowolnego filmu za dowolną kasę. Więc zrobili taki, na który nigdy by sobie nie mogli pozwolić - wysokobudżetowy, ze scenami walk lotniczych. Postanowili opowiedzieć historię czeskich lotników walczących w czasie wojny w RAFie. Chcieli pokazać, że Czesi też potrafili się bić, gdy widzieli tego sens, a koalicjanci czasami ich lekceważyli. Film był bardzo popularny w Czechach (zebrał parę Złotych Lwów), ale z mniejszym uznaniem spotkał się na Zachodzie.

Jak dla mnie to trochę taka słabsza wersja tradycyjnego wojennego filmu o męskiej przyjaźni ("Ślicznotka z Memhis"?), której nie potrafiła zniszczyć nawet kobieta i zdrada jednego z nich. Opowiadana z perspektywy głównego bohatera, po wojnie zamkniętego w czeskim klasztorze, w którym przebywali ci "wrogowie systemu", którzy zaznali za dużo wolności w czasie wojny na Zachodzie. W tym filmie znów pojawia się temat odwagi, waleczności czy choćby powodów bezkrwawego oddania całego lotniska gdy Niemcy wkroczyli do Czech. Dla Niemców i chyba również dla nas chyba trochę trudne to było do zrozumienia i zaakceptowania.

Niższa nota za mniejszą wiarygodność i prawdziwość postaci. Angielka, szybko zakochująca się we Francie i Karelu, a potem dość łatwo wracająca na swoje miejsce przy odnalezionym mężu... Drugoplanowe role (koledzy piloci) w ogóle były mało wyraziste. Ale to może i dlatego, że z pilotami i walkami powietrznymi zawsze mam kłopoty - zupełnie jak z japońskimi filmami - słabo rozróżniam kto jest kto :). Tym razem Zdeněk Svěrák był jedynie scenarzystą, nie występował (no dobrze, obaj z synem pojawili się w epizodach, ale to się nie liczy), może i dlatego film był mniej prawdziwy, a bardziej "hollywoodzki" mimo jego europejskich korzeni. Wolę jednak te ich "zwyczajne" opowieści.

 

 
Szkoła podstawowa (Obecná škola)
reż. Jan Svěrák
10/10

"Szkołę podstawową" kiedyś już widziałam w telewizji, ale jak to zwykle u mnie bywa - szczegółów po latach nie pamiętałam, więc z tą większą frajdą obejrzałam ją ponownie. Przenosimy się w świat dzieciństwa Zdeňka Svěráka, tuż po drugiej wojnie światowej, w niewielkiej wiosce nieopodal Pragi. Świat chłopięcych zabaw, robionych kawałów i poszukiwania wzorów do naśladowania. Banda rozwydrzonych 10-latków doprowadza do szaleństwa nauczycielkę. Aby wprowadzić porządek, do szkoły przychodzi nowy nauczyciel, miłośnik musztry, zaprawiony podobno w walce, Igor Hnizdo. Fascynuje chłopaków pistoletem i opowieściami o bohaterach, sam za takiego uchodzi. Ma tylko jedną słabość - płeć piękną...

To pierwszy wspólny film ojca - scenarzysty i aktora oraz syna - reżysera. Zdeněk Svěrák gra tu ojca Edy - głównego bohatera - z pozoru nieciekawego, strachliwego, który z Niemcami nie chciał walczyć... ale jak będzie okazja pokazać prawdziwą odwagę, zrobi to bez chwili wahania, tak że kolegom syna szczęki z wrażenia opadną. Mam takie wrażenie, że Czesi czują potrzebę tłumaczenia się ze swego braku waleczności, z tego dlaczego wybierali życie i święty spokój. Jednocześnie potrafią śmiać się z samych siebie i nie traktują się tak strasznie poważnie. Serdecznie polecam :)


 
Butelki zwrotne (Vratné lahve) reż. Jan Svěrák 10/10

Po Koli dużym sentymentem darzę panów Svěráków. Nad tym filmem pracowali parę lat, mocno się zresztą kłócąc (Zdeněk Svěrák - ojciec był jak zwykle scenarzystą), ale efekt wart jest zobaczenia. Historia starszego nauczyciela Jozefa Tkalouna (Zdeněk Svěrák), który pewnego dnia stwierdza, że nie chce już uczyć. Ale usiedzieć w domu też nie potrafi, praca rowerowego kuriera źle się kończy, w końcu znajduje miejsce w skupie butelek, gdzie cieszy się kontaktami z ludźmi i mimowolnie trochę im pomaga... Czy pomoże i sobie?

To film bez fajerwerków, po prostu piękna, miejscami zabawna, miejscami wzruszająca opowieść o przemijaniu, swoim miejscu w życiu, starości, przeznaczeniu - tematach nie zawsze łatwych. Ale Czesi potrafią sobie z nimi radzić. Wzorowo. Już się cieszę na przegląd filmów tego duetu :)

PS A mój ulubieniec z Samotnych - aktor Jiří Macháček - bardzo wyprzystojniał...;)

PS rzadko oglądam wielokrotnie filmy, a ten obejrzałam wkrótce po pierwszym pokazie i sprawił mi taką samą radość, choć już bez zaskoczenia..


 
Karmel (Sukkar banat) reż. Nadine Labaki 9/10

Kino libańskie rzadko u nas gości, a szkoda. Dodatkowego aspektu poznawczego dostarcza fakt, że jest to kino kobiece (bo i o kobietach, i reżyserowane przez piękną Nadine, grającą zresztą jedną z głównych ról), poświęcone Bejrutowi. Trwamy w przekonaniu że kobiety arabskie są zupełnie oderwane od 'normalnego' życia, zniewolone, zakryte czadorami i podporządkowane mężczyznom. Jak widać nie wszystkie. Niektóre są nawet zaskakująco nowoczesne...;)

Ten film w przecudny sposób łączy w sobie zalety kina francuskiego, opowiadającego zwyczajne historie o życiu z kolorowym i zabawnym kinem hinduskim. Mający coś z "Czekolady" i "Monsunowego wesela", jest opowieścią o grupce kobiet prowadzących zakład fryzjersko--kosmetyczny oraz ich najbliższym otoczeniu. Każda z nich jest inna, choć każda szuka swego szczęścia. A ich losy są tak uniwersalne, że mogłyby się wydarzyć pod każdą szerokością geograficzną. Nie brakuje lokalnego kolorytu, podkreślającego to pełne kontrastów miasto. Wszystko zaś okraszone niewymuszonym humorem i wprawiające w pogodny nastrój. Miła propozycja na wieczór - i wcale nie musi być babski ;)

PS tytułowy karmel w kulturze wschodniej ma inne zastosowanie...;)
PS doczytałam, że Liban nawet zgłaszał ten film do tegorocznych Oskarów - gdyby to miała być dla kogoś zachęta :)


 

Archiwum:
Joanna Lewandowska © 2003-2011