Tomy
przeczytane 2011
skala:
od
do 
Czytam
zwykle po kilka rzeczy równolegle, a jak mi się coś przestaje
podobać, to po prostu nie kończę. Niektóre lektury ciągną mi się
tak równolegle miesiącami. Ale zapewne średnia ocen będzie stosunkowo
wysoka, skoro dotyczyć będzie kawałków, które zainteresowały mnie
na tyle, aby dobrnąć do końca ;)
Książki
'na tapecie' zamieniają się często w książki dyżurne, po które
sięgam gdy nic mi innego w międzyczasie w ręce nie wpadnie, a
do 'przerobionych' niespodzianie trafiają pozycje, które radośnie
przeskoczyły pozostałe grupy. Skasowałam grupę "przerwane,
odłożone", bo budziła wyrzuty sumienia ;)
Zwykle
każdej z książek towarzyszy krótka notka i ocena, uprzedam że
mogą być spojlery, bo zapisuję głównie ku pamięci. Nie zawsze
będą to nawet pełne recenzje, czasem tylko zachowane wrażenia
lub skojarzenia. Najnowsze dokładam od góry. I nieustannie nie
mam kiedy tych notek uzupełniać, a zapominam dość szybko...
Zapraszam
również do tomów przeczytanych w roku
2003, roku 2004,
2005, 2006,
2007,
2008, 2009
i 2010.
Obecnie na tapecie:
- "Navidades trágicas" Agatha Christie (en espanol)
- "Autobiografia" Agatha Christie
- "Kapuściński non-fiction" Artur Domosławski
- "La quinta montana" Paolo Coelho (en espanol)
- "Kreatywna fotografia bez tajemnic" Bryan Peterson
W kolejce do tapetowania czekają:
- Krótka historia prawie wszystkiego
- Piąta kobieta
- ... parę kolejnych ostatnio zakupionych..:)
Przerobione:
-
- Fałszywy krok Henning Mankell
- Nie dla mięczaków Monika Szwaja
- Gra na cudzym boisku Aleksandra Marinina
- Piramida Henning Mankell
- Mężczyzna na plaży. Śmierć fotografa Henning Mankell
- Cios. Szczelina Henning Mankell
- Uwikłanie Zygmunt Miłoszewski
- Lato nagich dziewcząt Stanisława Fleszarowa-Muskat
- Samsara. Na drogach, których nie
ma
- Podróżnik WC
- Ukradziony sen
|
|
| |
"Ani
tu, ani tam: Europa dla początkujących i średnio zaawansowanych"
Bill Bryson |
|
Trafiłam kiedyś na entuzjastyczną
recenzję innej książki tego autora - "Krótkiej
historii prawie wszystkiego". Była na tyle zachęcająca,
że kiedy przeglądałam półki z książkami podróżniczymi, nazwisko
wydało mi się znajome i po przejrzeniu zdecydowałam się
nabyć jedną, dorzucając "Krótką historię.." na
wszelki wypadek.
Autor, Amerykanin mieszkający przez pewien czas w Wielkiej
Brytanii, takowe książki "podróżnicze" popełnił
trzy: jedna to "Zapiski z małej wyspy" (UK), druga
to właśnie niniejsze "Ani tu, ani tam", czyli
zapiski z podróży po Europie i trzecia "Zapiski z wielkiego
kraju" - jego spostrzeżenia po powrocie do Stanów.
"Ani tu, ani tam" na okładce obiecuje wiele -
"Najlepsza książka podróżnicza roku!". Początek
lat 1990. musiał być w takim razie bardzo ubogi, jeśli chodzi
o ten gatunek.. Na początku nawet parę razy się uśmiechnęłam,
zaskoczyło mnie, że coś, co przyjmujemy jako oczywistość
może być dla kogoś równie "cywilizowanego" tak
zupełnie obce (jak np. przejście dla pieszych w formie zebry
czy sprzedaż niepokrojonego w kromki chleba). I że Amerykanie
już 20 lat temu byli tak innym społeczeństwem. Im dalej
jednak, tym gorzej. Z tym uśmiechaniem i zaskoczeniem.
Bryson przemierza Europę roku 1990/91 szlakiem swojej wcześniejszej
włóczęgi z amerykańskim kolegą. Skojarzenia z tej relacji
miałam trzy - amerykański zarozumialec, bez chęci zrozumienia
czy poznania obcej kultury, uważający się za niewiadomo
co, nawet nie próbujący porozumiewać się gdziekolwiek inaczej
niż po angielsku.. zupełnie jak bohater Avatara trafiający
na Pandorę. Drugie skojarzenie, równie amerykańskie, to
"dowcip" rodem z American Pie - mało wysublimowany,
bardzo monotematyczny i zupełnie nieśmieszny. Trzecie, które
też mi się ze Stanami kojarzy, to różnego typu rankingi,
w które autor usiłuje wszystko wrzucić, wszystko musi być
"naj" w jakiejś, choćby najwęższej lub najbardziej
absurdalnej kategorii, która niczemu nie służy, typu "najbrzydszy
budynek jaki zobaczyłem w ciągu paru dni" (przykład
zmyślony, ale niedaleko odbiegający).
Bryson wybiera się na daleką północ oglądać zorzę polarną,
odwiedza też m.in. Belgię, Francję, Niemcy, Szwajcarię,
Włochy, Jugosławię. Właściwie nigdzie mu się nie podoba
(może z wyjątkiem Brugii i któregoś z włoskich miast), a
to narzeka na brud, a to na tłumy turystów, a to na jedzenie,
złośliwych tambylców, transport, wyśmiewa niewielkie rozmiary
miast i państw... Uważa, że przyciąga kłopoty i psy gryzące
po nogach - jakoś się nie dziwię przy takim podejściu.
Odwiedza muzea i inne zalecane przez przewodniki miejsca
(choć np. w Mediolanie rozczarowany jest ponurą katedrą,
a nawet mu nie przyjdzie do głowy, że nie widzi tego, co
w niej najpiękniejsze i niezwykłe - czyli nie wchodzi na
dach i nie ogląda paru tysięcy przepięknych figur, wieżyczek
i gotyckich zdobień... Może nie było tam odpowiedniej tabliczki
z instruktażem po angielsku? :>).
Czy można się czegoś z tej książki dowiedzieć? raczej nie,
bo nie poznajemy ani ludzi, ani historii danego miejsca,
ani lokalnych zwyczajów, potraw (chyba, że w celu wyszydzenia
jak można coś tak obrzydliwego jeść), opowieści... Pośmiać?
tylko jeśli się lubi rynsztokowy dowcip. Jedyne, co się
autorowi udało, to tytuł. Bo zamiast być i tu, i tam i coś
nam o tym opowiedzieć, to rzeczywiście nie jest ani tu,
ani tam, a jego oglądanie Europy jest patrzeniem przez szybkę.
Brudną i podrapaną.
Parafrazując autora w jego umiłowaniu do rankingów - największe
rozczarowanie czytelnicze tego roku (co najmniej). I najgorsza
książka "podróżnicza" na jaką kiedykolwiek trafiłam.
Mam nadzieję, że ta o historii wszystkiego będzie lepsza..
|
|
|
| |
"Samsara.
Na drogach, których nie ma" Tomek Michniewicz |
|
Taka mnie naszła myśl, czytając "Samsarę"
po młodzieńczych, bufoniastych trochę "Podróżnikach
WC". Jeśli Tomek Michniewicz tak dobrze pisze, tyle
zobaczył świata i tyle o nim wie w tak młodym wieku, to
jakim pisarzem i podróżnikiem będzie w wieku pana Wojtka?
:)
Malownicza opowieść o podróży backpackerskiej (= z plecakiem
i jedynie ogólnym zarysem trasy na początku) po południowo-wschodniej
Azji, podróży wielotygodniowej, ze zmieniającymi się towarzyszami.
Opowieść, którą się wchłania przez osmozę i nawet nie wiadomo
kiedy już się kończy. Historie i przygody, które "lepiej
się opowiada niż je przeżywa", miejsca niezwykłe, magiczne
i tacy ludzie.. Multimedialne odnośniki dla spragnionych
dodatkowych informacji (muszę je w końcu przejrzeć), a sama
książka bogato ilustrowana i ładnie wydana. Również w wersji
audiobooka dla "czytających uszami".
Mimo tych wszystkich zalet najbardziej spodobała mi się
postać autora - jego niewymuszony humor, głęboki humanitaryzm,
szacunek dla innych, wiedza, pasje, "poukładanie w
głowie" i umiejętność zachowania (a przynajmniej świadomość
takiej potrzeby) właściwych proporcji i równowagi w życiu.
Dołączyłam do grona fanów :)
Dopiero po przeczytaniu notki o autorze skojarzyłam jego
nazwisko ze słuchanymi wcześniej w Trójce reportażami ze
świata. Chętnie bym nadrobiła te nieusłyszane, ale na stronach
Trójki większość jest tylko w formie skróconej. Ulubione
Tomek zamieścił na swojej stronie. Warto zajrzeć.
|
|
|
| |
"Podróżnik
WC" Wojciech Cejrowski |
|
|
|
|
| |
"Ukradziony
sen" Aleksandra Marinina |
|
Druga z książek o major Kamieńskiej jaka
wpadła mi w ręce, a trzecia z serii. Przypuszczałam, że
kolejność nie gra roli, ale jednak gra. I lepiej nie sięgać
do późniejszych przed wcześniejszymi, jeśli nie chcemy sobie
psuć przyjemności z późniejszej lektury - streszczają kulminacyjne
rozstrzygnięcia przy okazji omawiania jak Nastia nabierała
doświadczenia i dzielnie dawała sobie radę.
O ile Anastazja ze "Śmierci i trochę miłości"
(jakby nie było 7 tom z kolei) nawet mi się spodobała, to
ta wcześniejsza z "Ukradzionego snu" podoba się
mniej - jest bardziej zahukana, niepewna, dopiero wprawia
się w roli samodzielnej milicjantki prowadzącej śledztwo
w sprawie śmierci pięknej, młodej hostessy.
Dziewczyny, która przed śmiercią twierdziła, że.. skradziono
jej sen, usłyszała go w radiu. Początkowo wydaje się to
mało wiarygodne, do czasu aż Nastia przez przypadek odkryje
w Rzymie wydaną zagranicą książkę, na której okładce widnieć
będzie motyw z koszmarnego snu dziewczyny, dręczącego ją
od dzieciństwa. Wkrótce okazuje się, że zbrodni jest więcej
i to nie tylko współcześnie, ale i w przeszłości. Do tego
komendę główną otacza siatka skorumpowanych milicjantów
na usługach kryminalistów i nie wiadomo komu można ufać,
więc trzeba postępować bardzo ostrożnie, rozwikłując sprawę,
ale i rozpoznając kto po której stronie jest.
Zmęczyła mnie ta książka bardziej niż poprzednia ("Śmierć
i trochę miłości"). Przede wszystkim autorka przesadziła
z liczbą bohaterów. Zdążyłam się już oswoić z rosyjskimi
zdrobnieniami nijak kojarzącymi się z imionami, ale mimo
wszystko można mieć problemy. Po lekturze doliczyłam ponad
25 różnej ważności bohaterów, każdy prócz nazwiska ma dwoje
imion (plus czasem wiele zdrobnień), niemal każdego historię,
motywy i udział w jednej ze zbrodni poznajemy, usiłując
połapać się w zawikłanej siatce powiązań i zależności. Bo
przecież nie każdą postać poznajemy od razu z imienia i
nazwiska. A, no i nie wszyscy są zbrodniarzami, postacie
osób bliskich Asi też są prezentowane.
Dam jeszcze szansę trzeciemu tomowi, który i tak już leży
i czeka, ale czy sięgnę po kolejne to nie wiem, zwłaszcza
że zagadki udaje się rozwikłać przed finałem..
|
|
|
|