Tędy do głównych drzwi :)
Joanna Lewandowska - Prywatne Strony
Znak autorki :)
     


Tomy przeczytane 2011

skala: od 1/10 - Katastrofa do 10/10 Rewelacja!

Czytam zwykle po kilka rzeczy równolegle, a jak mi się coś przestaje podobać, to po prostu nie kończę. Niektóre lektury ciągną mi się tak równolegle miesiącami. Ale zapewne średnia ocen będzie stosunkowo wysoka, skoro dotyczyć będzie kawałków, które zainteresowały mnie na tyle, aby dobrnąć do końca ;)

Książki 'na tapecie' zamieniają się często w książki dyżurne, po które sięgam gdy nic mi innego w międzyczasie w ręce nie wpadnie, a do 'przerobionych' niespodzianie trafiają pozycje, które radośnie przeskoczyły pozostałe grupy. Skasowałam grupę "przerwane, odłożone", bo budziła wyrzuty sumienia ;)

Zwykle każdej z książek towarzyszy krótka notka i ocena, uprzedam że mogą być spojlery, bo zapisuję głównie ku pamięci. Nie zawsze będą to nawet pełne recenzje, czasem tylko zachowane wrażenia lub skojarzenia. Najnowsze dokładam od góry. I nieustannie nie mam kiedy tych notek uzupełniać, a zapominam dość szybko...

Zapraszam również do tomów przeczytanych w roku 2003, roku 2004, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009 i 2010.

Obecnie na tapecie:

  • "Navidades trágicas" Agatha Christie (en espanol)
  • "Autobiografia" Agatha Christie
  • "Kapuściński non-fiction" Artur Domosławski
  • "La quinta montana" Paolo Coelho (en espanol)
  • "Kreatywna fotografia bez tajemnic" Bryan Peterson

W kolejce do tapetowania czekają:

  • Krótka historia prawie wszystkiego
  • Piąta kobieta
  • ... parę kolejnych ostatnio zakupionych..:)

Przerobione:

 

 
"Ani tu, ani tam: Europa dla początkujących i średnio zaawansowanych" Bill Bryson
3/10

Trafiłam kiedyś na entuzjastyczną recenzję innej książki tego autora - "Krótkiej historii prawie wszystkiego". Była na tyle zachęcająca, że kiedy przeglądałam półki z książkami podróżniczymi, nazwisko wydało mi się znajome i po przejrzeniu zdecydowałam się nabyć jedną, dorzucając "Krótką historię.." na wszelki wypadek.

Autor, Amerykanin mieszkający przez pewien czas w Wielkiej Brytanii, takowe książki "podróżnicze" popełnił trzy: jedna to "Zapiski z małej wyspy" (UK), druga to właśnie niniejsze "Ani tu, ani tam", czyli zapiski z podróży po Europie i trzecia "Zapiski z wielkiego kraju" - jego spostrzeżenia po powrocie do Stanów.

"Ani tu, ani tam" na okładce obiecuje wiele - "Najlepsza książka podróżnicza roku!". Początek lat 1990. musiał być w takim razie bardzo ubogi, jeśli chodzi o ten gatunek.. Na początku nawet parę razy się uśmiechnęłam, zaskoczyło mnie, że coś, co przyjmujemy jako oczywistość może być dla kogoś równie "cywilizowanego" tak zupełnie obce (jak np. przejście dla pieszych w formie zebry czy sprzedaż niepokrojonego w kromki chleba). I że Amerykanie już 20 lat temu byli tak innym społeczeństwem. Im dalej jednak, tym gorzej. Z tym uśmiechaniem i zaskoczeniem.

Bryson przemierza Europę roku 1990/91 szlakiem swojej wcześniejszej włóczęgi z amerykańskim kolegą. Skojarzenia z tej relacji miałam trzy - amerykański zarozumialec, bez chęci zrozumienia czy poznania obcej kultury, uważający się za niewiadomo co, nawet nie próbujący porozumiewać się gdziekolwiek inaczej niż po angielsku.. zupełnie jak bohater Avatara trafiający na Pandorę. Drugie skojarzenie, równie amerykańskie, to "dowcip" rodem z American Pie - mało wysublimowany, bardzo monotematyczny i zupełnie nieśmieszny. Trzecie, które też mi się ze Stanami kojarzy, to różnego typu rankingi, w które autor usiłuje wszystko wrzucić, wszystko musi być "naj" w jakiejś, choćby najwęższej lub najbardziej absurdalnej kategorii, która niczemu nie służy, typu "najbrzydszy budynek jaki zobaczyłem w ciągu paru dni" (przykład zmyślony, ale niedaleko odbiegający).

Bryson wybiera się na daleką północ oglądać zorzę polarną, odwiedza też m.in. Belgię, Francję, Niemcy, Szwajcarię, Włochy, Jugosławię. Właściwie nigdzie mu się nie podoba (może z wyjątkiem Brugii i któregoś z włoskich miast), a to narzeka na brud, a to na tłumy turystów, a to na jedzenie, złośliwych tambylców, transport, wyśmiewa niewielkie rozmiary miast i państw... Uważa, że przyciąga kłopoty i psy gryzące po nogach - jakoś się nie dziwię przy takim podejściu.

Odwiedza muzea i inne zalecane przez przewodniki miejsca (choć np. w Mediolanie rozczarowany jest ponurą katedrą, a nawet mu nie przyjdzie do głowy, że nie widzi tego, co w niej najpiękniejsze i niezwykłe - czyli nie wchodzi na dach i nie ogląda paru tysięcy przepięknych figur, wieżyczek i gotyckich zdobień... Może nie było tam odpowiedniej tabliczki z instruktażem po angielsku? :>).

Czy można się czegoś z tej książki dowiedzieć? raczej nie, bo nie poznajemy ani ludzi, ani historii danego miejsca, ani lokalnych zwyczajów, potraw (chyba, że w celu wyszydzenia jak można coś tak obrzydliwego jeść), opowieści... Pośmiać? tylko jeśli się lubi rynsztokowy dowcip. Jedyne, co się autorowi udało, to tytuł. Bo zamiast być i tu, i tam i coś nam o tym opowiedzieć, to rzeczywiście nie jest ani tu, ani tam, a jego oglądanie Europy jest patrzeniem przez szybkę. Brudną i podrapaną.

Parafrazując autora w jego umiłowaniu do rankingów - największe rozczarowanie czytelnicze tego roku (co najmniej). I najgorsza książka "podróżnicza" na jaką kiedykolwiek trafiłam. Mam nadzieję, że ta o historii wszystkiego będzie lepsza..

 

 

 
"Samsara. Na drogach, których nie ma" Tomek Michniewicz
9/10

Taka mnie naszła myśl, czytając "Samsarę" po młodzieńczych, bufoniastych trochę "Podróżnikach WC". Jeśli Tomek Michniewicz tak dobrze pisze, tyle zobaczył świata i tyle o nim wie w tak młodym wieku, to jakim pisarzem i podróżnikiem będzie w wieku pana Wojtka? :)

Malownicza opowieść o podróży backpackerskiej (= z plecakiem i jedynie ogólnym zarysem trasy na początku) po południowo-wschodniej Azji, podróży wielotygodniowej, ze zmieniającymi się towarzyszami. Opowieść, którą się wchłania przez osmozę i nawet nie wiadomo kiedy już się kończy. Historie i przygody, które "lepiej się opowiada niż je przeżywa", miejsca niezwykłe, magiczne i tacy ludzie.. Multimedialne odnośniki dla spragnionych dodatkowych informacji (muszę je w końcu przejrzeć), a sama książka bogato ilustrowana i ładnie wydana. Również w wersji audiobooka dla "czytających uszami".

Mimo tych wszystkich zalet najbardziej spodobała mi się postać autora - jego niewymuszony humor, głęboki humanitaryzm, szacunek dla innych, wiedza, pasje, "poukładanie w głowie" i umiejętność zachowania (a przynajmniej świadomość takiej potrzeby) właściwych proporcji i równowagi w życiu. Dołączyłam do grona fanów :)

Dopiero po przeczytaniu notki o autorze skojarzyłam jego nazwisko ze słuchanymi wcześniej w Trójce reportażami ze świata. Chętnie bym nadrobiła te nieusłyszane, ale na stronach Trójki większość jest tylko w formie skróconej. Ulubione Tomek zamieścił na swojej stronie. Warto zajrzeć.

 

 
"Podróżnik WC" Wojciech Cejrowski
6/10

 

 

 
"Ukradziony sen" Aleksandra Marinina
6/10

Druga z książek o major Kamieńskiej jaka wpadła mi w ręce, a trzecia z serii. Przypuszczałam, że kolejność nie gra roli, ale jednak gra. I lepiej nie sięgać do późniejszych przed wcześniejszymi, jeśli nie chcemy sobie psuć przyjemności z późniejszej lektury - streszczają kulminacyjne rozstrzygnięcia przy okazji omawiania jak Nastia nabierała doświadczenia i dzielnie dawała sobie radę.

O ile Anastazja ze "Śmierci i trochę miłości" (jakby nie było 7 tom z kolei) nawet mi się spodobała, to ta wcześniejsza z "Ukradzionego snu" podoba się mniej - jest bardziej zahukana, niepewna, dopiero wprawia się w roli samodzielnej milicjantki prowadzącej śledztwo w sprawie śmierci pięknej, młodej hostessy.

Dziewczyny, która przed śmiercią twierdziła, że.. skradziono jej sen, usłyszała go w radiu. Początkowo wydaje się to mało wiarygodne, do czasu aż Nastia przez przypadek odkryje w Rzymie wydaną zagranicą książkę, na której okładce widnieć będzie motyw z koszmarnego snu dziewczyny, dręczącego ją od dzieciństwa. Wkrótce okazuje się, że zbrodni jest więcej i to nie tylko współcześnie, ale i w przeszłości. Do tego komendę główną otacza siatka skorumpowanych milicjantów na usługach kryminalistów i nie wiadomo komu można ufać, więc trzeba postępować bardzo ostrożnie, rozwikłując sprawę, ale i rozpoznając kto po której stronie jest.

Zmęczyła mnie ta książka bardziej niż poprzednia ("Śmierć i trochę miłości"). Przede wszystkim autorka przesadziła z liczbą bohaterów. Zdążyłam się już oswoić z rosyjskimi zdrobnieniami nijak kojarzącymi się z imionami, ale mimo wszystko można mieć problemy. Po lekturze doliczyłam ponad 25 różnej ważności bohaterów, każdy prócz nazwiska ma dwoje imion (plus czasem wiele zdrobnień), niemal każdego historię, motywy i udział w jednej ze zbrodni poznajemy, usiłując połapać się w zawikłanej siatce powiązań i zależności. Bo przecież nie każdą postać poznajemy od razu z imienia i nazwiska. A, no i nie wszyscy są zbrodniarzami, postacie osób bliskich Asi też są prezentowane.

Dam jeszcze szansę trzeciemu tomowi, który i tak już leży i czeka, ale czy sięgnę po kolejne to nie wiem, zwłaszcza że zagadki udaje się rozwikłać przed finałem..

 

 

 

Archiwum:
Joanna Lewandowska © 2003-2011