Tomy
przeczytane 2003
skala:
od
do 
Z
analizy porównawczej za rok 2003 wychodzi na to, że widziałam
dwa razy więcej filmów w kinie niż przeczytałam książek. Wstyd
mi za te słabe wyniki czytelnicze. Pocieszam się jednak, że w
jednej i drugiej dziedzinie i tak przekroczyłam wielokrotnie normę
przeciętnego Polaka ;) Nie przez przypadek prawie połowa z przeczytanych
tomów związana była z fantastyką w różnych wydaniach. Nie stała
się jeszcze mą ulubioną - ale zapoznaję się z jej różnymi nurtami.
Co mi wpadnie w ręce w kolejnych latach?
Zapraszam
również do tomów przeczytanych w innych latach - archiwum w bocznej
kolumnie.
Przerobione w 2003:
|
|
| |
"Poniedziałek zaczyna się w sobotę"
Arkadij i Borys Strugaccy |
|
Informatyk Priwałow trafia do Instytutu Badań
Czarów i Magii, ściągnięty przez tajemniczych osobników
niemal prosto z ulicy. Dzieją się tam przeróżniaste rzeczy,
a sam tytuł książki nawiązuje do rozwijanej w drugiej części
teorii ruchu wstecznego w historii wydarzeń (nie tak to
się nazywało, ale o to chodziło :). Klimatem przypomina
mi to skrzyżowanie opowiadań Bułyczowa z nieprawdopodobieństwami
Świata Dysku, acz lekka zabawa to nie była. Dla mnie odrobinę
niespójne i przeintelektualizowane, więc przysypiałam, gdy
czytałam na dobranoc, ale może gdyby się bardziej skupić
i jednym ciągiem przeczytać, to i odbiór byłby bardziej
pozytywny :)
|
|
|
| |
"Apokalipsa według
Pana Jana"
Robert J. Szmidt |
|
Alternatywna propozycja rozwoju wypadków
we współczesnej Polsce, gdy nasz kochany kraj początków
XXI wieku przyczynia się do wybuchu wojny nuklearnej, która
znacznie zmienia obraz świata. Po paru latach przedstawiciele
zakamuflowanych w masywie Ślęży sił zbrojnych wychodzą na
powierzchnię i docierają do Wrocławia, gdzie rządzi Pan
Burmistrz Jan. On to zaczyna tworzyć na gruzach nowy świat
według własnych zasad i według własnych planów odbudowy
potęgi kraju pod swoim przywództwem. Akcja zaskakuje licznymi
niespodziankami i zwrotami do samego końca. Można się trochę
pogubić wśród nazwisk i wojskowych funkcji kolejnych przewijających
się postaci, ale miłośnicy militariów, fantastyki lub historii
wpadną w tę alternatywę na dobrą chwilę i nie będą żałować.
|
|
|
| |
| "Achaja"
(tom I) Andrzej Ziemiański |
|
Ta książka to czarna dziura. Duża (ponad
600 stron) i pochłania bez reszty. I do tego będzie ciąg
dalszy, bo wyraźnie stoi, że to pierwszy tom. Rzecz dzieje
się gdzieś dawno i gdzieś w innych krajach, gdzie są wielke
księstwa i Zakon walczące o sfery wpływów, istnieją Ziemcy,
wielcy czarownicy rozmawiający z bogami, Chorzy Ludzie,
szermierze natchnieni i demony.
Achaja jest córką księcia Archentara. Gdy ją poznajemy to
piękna nastolatka, sprytna i mądra, ale dająca się poniżać
swej macosze - rówieśnicy. Przez jej intrygi wiele będzie
musiała przejść, wycierpieć i się nauczyć, by móc zacząć
walczyć o to, co jej się należy. Równolegle poznajemy losy
Zaana i Siriusa, świątynnego skryby i młodego, porywczego
"błędnego rycerza", którzy marzą o zdobyciu władzy.
Jest też czarodziej Meredith, który usiłuje poznać tajemnice
Dobra i Zła i płaci za to wysoką cenę. Losy każdego z nich
śledzimy z zapartym tchem.
Ziemiański ma niezwykłą lekkość pisania, nadawania postaciom
charakterystycznego dla nich stylu, a jednocześnie potrafi
zainteresować np. szczegółami dotyczącymi technik walki.
Jedyne co mi nie do końca pasowało to zbyt współczesne przekleństwa
i grubiaństwa - niby autor się z nich tłumaczy i niby jest
to język bliższy współczesnym, młodym czytelnikom, ale jakoś
nie mogłam się do niego przekonać.
Zawsze lubiłam bajki o biednym, "głupim Jasiu",
poniżanym i wykorzystywanym, który w końcu wszystkim
pokazuje na co go stać. Tym bardziej mi się więc podoba
jak dodatkowo dla odmiany tytułową bohaterką jest potrafiąca
walczyć inteligentna dziewczyna, wyglądająca prawie jak
rycerska wersja Lary Croft. Tyle że z krwi i kości. Jedna
z ciekawszych "bajek", jakie zdarzyło mi się przeczytać,
będę z niecierpliwością wyglądała kolejnej części :)
|
|
|
| |
| "Pod niebem Toskanii"
Frances Mayes |
|
Jankeskie małżeństwo kupuje stary, na pół
zrujnowany dom we Włoszech i zajmuje się jego remontem i
urządzaniem, poznając przy okazji włoską mentalność, kuchnię
i przyrodę.
Nieformalny przewodnik po Toskanii i słowniczek języka włoskiego
(popularne słowa, zwłaszcza na oznaczenie jedzenia). Idealne
dla tych, którzy uwielbiają sobie wyobrażać miejsca, w które
chcieliby pojechać i którzy lubią je poznawać przez doświadczenia
innych, 'od środka'. I dla tych, co lubują się w regionalnych
przepisach kulinarnych. Spodoba się pewnie też tym, którzy
śledzili zmagania Whartona przy remoncie domu we Francji
(choć tam bywało bardziej dramatycznie i zabawniej). To
pierwsza książka z przynajmniej dwóch tej autorki. Wielkich
emocji nie budzi, ma charakter bardziej poznawczy, ale czyta
się przyjemnie. No i polscy robotnicy są w niej przedstawieni
o wiele korzystniej niż włoscy ;)
|
|
|
| |
| "Namiętność"
Jeanette Winterson |
|
Zaskoczyła mnie ta niewielka książeczka.
Rzecz dzieje przez ponad 20 lat czasów napoleońskich i opowiedziana
jest przez dwie osoby: on (Henri), zafascynowany Napoleonem
służy w armii podając mu pieczone kurczaki i gotów jest
iść za nim na śmierć; ona (Villanelle) jest córką wenecjańskiego
gondoliera (z błonami między palcami stóp), pracującą w
męskim przebraniu w kasynie, która swe serce oddaje pewnej
kobiecie, ale za mąż wychodzi za bogacza o tłustych paluchach.
Tych dwoje spotyka się w końcu pewnej mroźnej zimy... Czy
nie za późno?
Nie jest to bynajmniej jakieś banalne romansidło i nie skończy
się jak takie - ta książka ma w sobie coś z tajemniczości
i magii, ale i okrucieństwa jakie kojarzą się z prozą Marqueza.
Do tego szczypta realiów ery Bonapartego z Francji, Włoch
i Rosji. Ciekawy przerywnik na wieczór (nawet jeśli tylko
na jeden starczy).
PS. Mają to podobno ekranizować i zatrudnić do głównych
ról G.Paltrow i J.Binoche (a gdzie rola dla Henriego??).
Cały czas się zastanawiam która z nich będzie tym chłopakiem
w kasynie... i tak mi wychodzi, że Paltrow chce powtórzyć
swoje oscarowe, męskie przebranie z wąsikiem, brrr...
|
|
|
| |
| "Muzyka duszy" Terry
Pratchett |
|
Książki Pratchetta mają to do siebie, że
podobają mi się do połowy. Gdy przedstawia jakiś nowy kawałek
Świata Dysku, nowe postacie lub starych znajomych. Potem
się akcja wśród wielu bohaterów równolegle nakręca dążąc
zawsze do wielkiej kulminacji, która na ogół jest tak nieprawdopodobna,
że dla mnie całkiem niezrozumiała. Tym razem jest o muzyce
wykrokowej, która zaczyna żyć własnym życiem, o nietypowym
zespole, którego porywa i o Śmierci (mój zdecydowany ulubieniec
w ŚD), który usiłuje zapomnieć. Aha, no i o jego wnuczce
Susan, która próbuje go zastępować.
Typowy dla Pratchetta humor, jak zwykle świetne tłumaczenie
PWC, ale mi i tak bardziej podobały się historie gdzie było
więcej Śmierci lub dzielnej straży (z Marchewą na czele).
Nie wiem czy sięgnę po kolejnego Pratchetta, którego już
kupiłam. Jeśli tak - to jedynie ze względu na pierwszą połowę
;)
|
|
|
| |
| "Zwariowana
łódka" Farley Mowat |
|
Nieprawdopodobna historia pewnego pana w
łódce, pod koniec nawet z psem. Farley Mowat marzący o dalekich
jachtowych podróżach kupuje u północnych, kanadyjskich wybrzeży
starą łódkę (wszystko przez ten akohol i brak asertywności).
Potem próbuje z niej bezskutecznie zrobić łódkę pływającą
i niecieknącą. Czasami mu się to udaje. Na krótko.
Trudno wyczuć czy rzeczywiście jest to w całości historia
autobiograficzna, bo autor niewątpliwie zna dobrze miasteczka,
wioski i wybrzeże Nowej Funlandii. Ale jego kilkuletnie
zmagania z łódką, która reaguje na to, co jej się opowiada
albo nie chce przez parę lat płynąć w jedną ze stron świata
i do tego ciągle próbuje zatonąć - wydają się ździebko naciągane.
OK, nie pływałam, mogę nie znać się na łódkach i ich kaprysach
;) Mowat lubi gawędzić i robi to lekko i z humorem, szkoda
że im dalej, tym mniej to zaskakuje i w końcu wszystko zaczyna
się wydawać mało prawdopodobne.
|
|
|
| |
| "Cała kupa wielkich
braci" Rafał A. Ziemkiewicz |
|
Zbiór opowiadań zdobywcy prestiżowej nagrody
im. Zajdla. Fantastyka przez pryzmat polskiej, absurdalnej
czasem rzeczywistości przełomu XX/XXI w. Najbardziej spodobała
mi się działalność pieniędzy i aniołów, a rozbawiły nazwy
typu ojciec Grzyb vel Muchomorek, gazeta "Wiwat!"
czy "Srebrnopolscy". Im kto uważniej śledzi co
się w naszej gospodarce, polityce i społeczeństwie dzieje,
a do tego pamięta rzeczy typu prywatyzacja Banku Śląskiego,
tłumne zebrania religijne lub popiwek - tym więcej dla siebie
znajdzie w tej książce. Nie znajdujący odniesień też będą
mogli się uśmiechnąć.. lub zamyślić. Nie wszystkie opowiadania
mi się spodobały, ale generalnie średnia wypada nieźle :)
PS Srebrny Robaczek pozdrawia Srebrnego Szerszenia ;)
|
|
|
| |
| "S@motność
w sieci" Janusz L. Wiśniewski |
|
W necie jest się anonimowym, przy wirtualnych
spotkaniach czasem długo nie poznaje się osoby po drugiej
stronie, co ułatwia zwierzenia i szybkie przechodzenie do
dość osobistych wyznań. Ale czy tego typu wirtualne życie
nie jest tylko przykrywką dla odczuwanej samotności?
Wiśniewski opowiada historię dwojga ludzi, którzy minęli
się gdzieś w realu, ale tak naprawdę spotkali, poczuli bliskość
i pokochali dopiero w internecie. Czy to uczucie może spełnić
się też w prawdziwym życiu? Ich losy poprzeplatane są historiami
innych osób, których ta dwójka spotykała lub z którymi była
w jakiś sposób powiązana. Jak dla uzasadnienia tytułu są
to same historie w gruncie rzeczy samotnych lub naznaczonych
innym nieszczęściem ludzi. Książka wciąga, da się ją przeczytać
w jeden wieczór, ale raczej nie polecam na chandrę - pozostawia
po sobie smutek, a nawet łzy - jeśli się ktoś bardziej wzruszy.
PS przy okazji można się dowiedzieć ciekawych rzeczy o
osobach posiadających inicjały JL ;)
PPS jak na autora takiej książki przystało - podaje swoje
elektroniczne namiary i adres własnej strony internetowej.
|
|
|
| |
| "Absolwenci"
Erich Segal |
|
Jeśli ktoś czytał "Doktorów" Segala
i mu się podobało, to niech sięgnie po "Absolwentów".
Albo niech nie sięga jeśli nie lubi powtórek z rozrywki.
Tym razem mamy do czynienia z grupką studentów Harvardu
o różnych zainteresowaniach - muzycznych, sportowych, starogreckich
czy politycznych. Połowa opowieści przypada na lata studenckie,
druga - na dalsze losy absolwentów do czasu spotkania rocznika
1958 po 25 latach. Reszta podobna do "Doktorów"
- problemy z ojcami (bardzo częsty motyw u Segala), załamania
nerwowe, samobójstwa, dążenie do kariery, szukanie miłości,
kompromisy, zdrady i rozwody. Zamiast rozgrywek w środowisku
lekarskim mamy mocniej zaznaczony rys historyczno-polityczny
lat 1954-83 z odrobiną kulis świata show-biznesu, sztuki
i życia naukowego.
Niewątpliwą zaletą książek Segala jest ich "filmowość"
- idealnie nadają się na obyczajowe ekranizacje i mimo pokaźnych
rozmiarów ("Absolwenci" mają 574 stron) łatwo
się czytają. Dla mnie niestety wtórność zmniejsza siłę oddziaływania.
|
|
|
| |
| "Zaułek łgarza" Robert
McLiam Wilson |
|
Debiutancka powieść przystojnego Irlandczyka,
który gościł niedawno w Polsce. Sięgnęłam po nią, bo spodobała
mi się jego kolejna książka - "Ulica marzycieli".
21-letni Irlandczyk Ripley Bogle opowiada w ciągu kilku
dni swe życie londyńskiego kloszarda, opisując jednocześnie
jak żył nim znalazł się na ulicy i co go do tego doprowadziło.
Styl R.M. Wilsona jest charakterystyczny - błyskotliwy,
zaskakujący, czasem bardzo mocny, nawet wulgarny. Poezja
miesza się z tragedią. Bohaterowie jego książek (zarówno
tej jak i "Ulicy marzycieli") pokazują bezsens
nacjonalizmów na przykładzie konfliktu irlandzko-brytyjskiego.
Zwykle potrafią się bić, niejeden dramat widzieli, do niektórych
się przyczynili, są inteligentni, dalecy od świętości, a
przy tym rozmyślają nad absurdami otaczającego ich świata.
Tematy poważne, ale książki Wilsona wciągają. Na początek
polecam jednak "Ulicę marzycieli".
|
|
|
| |
| "Halo, Wikta!" Katarzyna
Pisarzewska |
|
Książeczkę widziałam wcześniej w księgarniach,
ale się nie skusiłam. Znalazłam ją dołączoną do jakiegoś
czasopisma, które mama kupiła i zajrzałam wolnym wieczorem.
Od razu mnie wciągnęła - lekka, zabawna, coś w stylu niezobowiązujących
historii kryminalnych. Opowiedziana przez Lenę, która pewnego
dnia budzi się w nieznanym sobie otoczeniu i odkrywa że
straciła pamięć, że anorektycznie się głodziła i robiła
wszystko żeby podtrzymać stygnące uczucie męża, znosząc
upokorzenia i być może rękoczyny. Jeszcze bardziej się zdumiewa
gdy odkrywa, że jej mąż jest... mafiozem, a koleżanka wspomina
iż Lena planowała spotkać się z niejakim Piotrem poznanym
przez Internet...
|
|
|
| |
| "Blade Runner" Philip
K. Dick |
|
Książka będąca bazą kultowego filmu Scotta.
Kiedyś go widziałam, pamiętam, że bardzo mi się spodobał,
ale... niewiele więcej. Więc odkrywałam na nowo androidy,
ich łowców, elektroniczne owce i sowy. Uśmiechnęłam się
trochę na to, że świat w tej przyszłości nadal podzielony
jest między Stany i Bratni Naród. Zdziwiło mnie że główny
bohater miał żonę, nie pamiętałam z filmu motywu jednoczenia
się z Mercerem, szkoda mi było pajączka. Głównym sposobem
na rozpoznawanie androidów było badanie poziomu empatii
- jej brak był wyrokiem śmierci. Ciekawe jak obecna ludzkość
z czasów sprzed kolonizacji wszechświata przeszłaby takie
testy. Nie macie czasem wrażenia, że nieczułe, wyrachowane,
choć całkiem sprawnie działające androidy są już wśród nas?
|
|
|
| |
"Różowe
tabletki na uspokojenie" Krystyna Janda |
|
Zbiór felietonów Krystyny Jandy, jakie ukazywały
się w "Urodzie" i "Pani". Bardzo lubię
felietony, a felietony pani Krystyny są po prostu świetne
- opowiadają ciekawe historie, skrzą się dowcipem, skłaniają
do zadumy, miewają zaskakujące puenty. Czyta się to jednym
tchem, podobały mi się bardziej niż jej autobiograficzna
książka "Tylko się nie pchaj". Cenię talent aktorski
Krystyny Jandy (na żywo widziałam ją w 'Shirley Valentine'
i pobiła o kilka długości pewną Angielkę którą w tej samej
sztuce widziałam dzień wcześniej), ale pisanie jest tym
co zdecydowanie potrafi robić najlepiej.
|
|
|
| |
| "Śniadanie
u Tiffany'ego" Truman Capote |
|
Mam pewien sentyment do tego filmu i do 'Moonrivera'
w wykonaniu Audrey Hepburn. Samą Hepburn uważam za jeden
z ideałów kobiecego piękna. Jeśli poznało się książkę,
tym bardziej może zaskakiwać wybór Audrey do roli Holly
Golightly. Książka jest smutna, bardziej życiowa i daleka
od optymistycznego romantyzmu, jakiego pełen jest film.
Audrey dodała swej bohaterce rys szlachetności i wielkiej
klasy. Książkowa Holly jest bardziej nieszczęśliwa, bardziej
wulgarna, bardziej podkreślone jest to jej błąkanie się
po świecie w poszukiwaniu miejsca, w którym czułaby się
bezpiecznie jak u Tiffanny'ego. Jest takim wiecznym Dreammakerem,
który szuka, ale nie znajduje swej drugiej połówki. Nie
ma filmowego happy endu, nie ma romantycznego pocałunku
w deszczu nad odszukanym kotem. Holly po poronieniu wyjeżdża
do Brazylii z listą najbogatszych facetów w kieszeni.
Jej bezimienny wielbiciel - sąsiad odnajduje jakiś czas
potem wyrzuconego kota w jednym z okien ciepłych domów
- przynajmniej ten znalazł swe miejsce. Ostatni ślad po
Holly pochodzi z dalekiej Afryki - po wielu latach widziano
ją tam podróżującą z dwoma mężczyznami...
|
|
|
|