Tomy
przeczytane 2004
skala:
od
do 
Jak
tak patrzę na moje lektury w roku 2004 to wychodzi na to, że coraz
bardziej interesują mnie inne narody i kultury oraz to dlaczego
coś się dzieje tak, a nie inaczej. Tak sobie nawet myślę, że ta
moja nauka kolejnych języków czy kolejnych tańców też ma temu
służyć - spróbowania choć trochę tego jak żyją inne narody, poznania
i zrozumienia w ten sposób jacy są. Hmm.. zaczynam żałować że
ominęła mnie nauka oberka i mazura..;)
Z
drugiej strony wygląda na to, że coraz częściej od lektury oczekuję
po prostu relaksu.. chwili odetchnięcia i radosnego pośmiania..
bo po całych dniach pracy i nauki nie mam już siły na wiele więcej,
a tym bardziej na ponure rozmyślania o sensie życia..
Zapraszam
również do tomów przeczytanych w innych latach - archiwum w bocznej
kolumnie.
Przerobione w 2004:
|
|
| |
"Wytropić
milion" Janet Evanovich |
|
"Hot Six" w oryginale - ten milion
dolców to chyba tylko po to, żeby było uzasadnienie dla
"szóstki" w szóstej książce z serii. Babcia Mazurowa
robi kurs prawa jazdy i chodzi na randki, Stephanie wpakowuje
się w kolejne zagmatwane historie, rozwala kolejne samochody,
nadal nie może się zdecydować między Morellim a Komandosem.
Niestety przy podobnych przygodach powtarzalność zaczyna
już nużyć i mniej bawi. Może należałoby sięgnąć do pierwszego
tomu, który tak ją rozsławił?
Czysta rozrywka, taka kobieca sensacja, bez większych ambicji,
na relaksacyjny wieczór nadaje się za to całkiem nieźle.
A, przypomniała mi się z dzieciństwa taka książka o dziewczynce
rozwiązującej w deszczowe wakacje zagadkę pewnego kapelusza.
Nawet nie wiem czemu tak mi się z nią skojarzyła :)
|
|
|
| |
"Przybić
piątkę" Janet Evanovich |
|
Skrzyżowanie Chmielewskiej z Bridget Jones.
Wątek kryminalno-detektywistyczny w rodzinie i łowczyni
nagród Stephanie Plum doprowadzająca przed sąd wypuszczonych
za kaucją którzy nie stawili się na wezwanie. Ciągłe kłopoty
z samochodami, słabość do batoników w środku nocy, pakowanie
się w kłopoty i dwaj przystojni mężczyźni ubiegający się
o jej względy i ona wahająca się ciągle między nimi dwoma..
Joe'm Morelli'm i Carlosem Manoso vel Komandosem..
Miła, lekka i zabawna rozrywka na jeden wieczór (uprzedzano
mnie, że jak zacznę to tak szybko nie skończę i rzeczywiście
do 3 w nocy zeszło ;) Jak mawiają fanki - babcia Mazurowa
rulez!! :D dla niej jednej warto to czytac :)))
Angielskie tytuły nawiązują do numeru kolejnej powieści
- "High five" jest ponoć piątym thrillerem o przygodach
Stephanie. Tu dla uzasadnienia bohaterki co chwilę takowe
skomplikowane gesty przybijania piątki wykonują.
PS i obowiązkowo wszystkich przydatnych w śledztwie zna
ze szkoły ;)
|
|
|
| |
"El
Principito" Antoine de Saint-Exupéry |
|
"Mały Książę" tym razem w wersji
hiszpańskiej, ale też bez oceny. Zdecydowanie stwierdzam,
że wolę pierwszą część książki o podróżach Małego Księcia
po różnych planetach, później tracę zainteresowanie, a i
język wydaje się bardziej skomplikowany.
Zaś to samo zdanie z moim ulubionym liskiem (el zorro :)
po hiszpańsku brzmi: .. si quieres un amigo, ¡domestícame!
|
|
|
| |
"Gringo
wśród dzikich plemion" Wojciech Cejrowski |
|
Rewelacja! :) Ok, nie czytałam wielu książek
podróżniczych, prędzej oglądam programy tego typu, ale po
książkę Cejrowskiego naprawdę warto sięgnąć. Niektórzy z
Was być może kojarzą go z "WC Kwadransem", wielkim
kubkiem, tępieniem oszołomów i kołtuństwa... był ciekawym
zjawiskiem, choć nie zawsze z jego poglądami się zgadzałam.
Cejrowskiego jako podróżnika nie znałam (jego kolejnych
programów w tv już nie widziałam), nie podejrzewałam że
jest fanem Pratchetta i ma podobne poczucie humoru, że jest
takim nieustraszonym wędrowcem, który dotarł gdzie żaden
biały nie postawił stopy, podziwianym przez innych podróżników.
W "Gringo.." opisuje swe podróże po Ameryce Południowej,
sięgające lat 1980. i czasów gdy sprzedał lodówkę by wyruszyć
w pierwszą drogę. Chronologia nie jest najistotniejsza,
ważniejsze jest poznawanie tego tak odmiennego świata, ich
filozofii i sposobu życia. Zaskoczyło mnie, że Indianie
tak bardzo bywają podobni do wschodnich mędrców, zwłaszcza
w spojrzeniu na upływający czas i samo życie. Spodobało
mi się w jaki mądry sposób Cejrowski opisuje np. rolę misjonarzy
i tego jakie ich działania są pozytywne, a jakie niszczą
Indian.
Książka skrzy się humorem, pomysłowością, niebezpiecznymi
przygodami i "tupetem jak taran", ktory pomaga
wychodzić z najgorszych opresji. Ubarwiona jest licznymi
fotografiami autora i wstawkami przybliżającymi takie zagadnienia,
jak np. sposób przyrządzania yerba mate czy pochodzenie
maczet.
Po lekturze pożyczonej książki (mama wciągnęła się w nią
z równym zainteresowaniem, mimo że Cejrowskiego wcześniej
nie lubiła) widziałam w Empiku wydanie.. 'pachnące dżunglą'
;) Jeśli ktoś lubi zapach butwiejącego drzewa przy lekturze
- polecam ;)) Cejrowski ma też własną stronę w internecie,
na której można zapoznać się z jego twórczością czy wziąć
udział w dyskusjach na forum z samym autorem. A ja na pewno
sięgnę po kolejne jego książki, choć niekoniecznie te nawiązujące
do polityki ;)
|
|
|
| |
"Dziewczynka
w czerwonym płaszczyku" Roma Ligocka |
|
Roma Ligocka - kobieta, która w filmie "Lista
Schindlera" zobaczyła siebie w postaci małej dziewczynki
w czerwonym płaszczyku. Taki płaszczyk nosiła przez większą
część wojny, będąc właśnie w wieku filmowej bezimiennej
bohaterki, która ginie.. To jej własna fotografia zdobi
okładkę książki.
Po obejrzeniu filmu postanowiła zebrać swoje wspomnienia
z koszmaru wojny, gdy ukrywała się wraz z mamą po domach
przyjaznych i nieprzyjaznych ludzi.. i okresu powojennego
gdy jako dwudziestolatka wygrała organizowany przez "Film"
konkurs "Piękne dziewczęta na ekrany!" i pojechała
po raz pierwszy na Zachód, i późniejszych lat kariery artystycznej,
poznawania krakowskiej bohemy z Piotrem Skrzyneckim i Ryszardem
Horowitzem na czele, życia zagranicą, kłopotów z uzależnieniami..
Czytałam kiedyś biografię Romana Polańskiego, tam Romka
Ligocka też się pojawiała (razem się wychowywali jako dzieci),
jednak jego spojrzenie na ten czas było zupełnie inne, Polański
jakby nie dopuszczał do siebie tego koszmaru, był typem
"małego cwaniaczka" który zawsze sobie da radę...
Ona odbierała świat zupełnie inaczej, dojrzalej i mocniej.
I chyba mocniej to w niej zostało.
Książkę ilustrują fotografie autorki (bardzo pięknej dziewczyny
i kobiety) i jej obrazy - w których przebija melancholia,
smutek i przygnębienie. Warto poznać wojnę widzianą oczami
dziecka.
|
|
|
| |
"Wakacjuszka"
Zofia Mierzyńska |
|
Niedawno z monodramem "Wakacjuszka"
odwiedziła nasze miasto Zofia Kucówna. Podobno była świetna.
Na przedstawienie się nie wybrałam, ale dostałam książkę
z dedykacją dla mnie, żebym nigdy nie musiała być 'wakacjuszką'.
Więc musiałam przeczytać kto zacz. I teraz już wiem - nie
będę :) Nie ta mentalność, nie te cele i priorytety w życiu.
To historia 'prostej baby z Podlasia', która wyjeżdża w
czasach kryzysu do 'Hameryki' zarabiać na traktor, czyli
'za chlebem'. Niby tylko na wakacje, a tak właściwie na
dobre i na dłużej. Jak tysiące jej podobnych. Opisuje życie
polonii w Chicago, w sposób zabawny i 'zdrowochłopski',
ale tak, że nie potrafię się identyfikować z bohaterką.
W tym jak zbiera grosz do grosza, rozwiązuje kolejne dylematy
moralne, układa sobie życie. Na ile słyszałam o polonii
w Stanach, to myślę że jest to obraz prawdziwy, choć z lekkim
przymrużeniem oka. Ale tylko potwierdza me przekonanie,
że jeśli kiedyś zawitam do Stanów, to Jackowo będzie ostatnim
miejscem jakie będę chciała odwiedzić.
|
|
|
| |
"Pracowałem
dla cesarza" Krzysztof J.M. Czerkawski |
|
Prof. Czerkawski trafił na japoński uniwersytet
w 1993, jako jeden z pierwszych zatrudnianych na stałe (czyli
do emerytury) cudzoziemców. Znał już trochę ten kraj, ale
dopiero życie w nim nie jako turysta czy tymczasowo pracujący
cudzoziemiec, który docelowo i tak wróci do swoich rodzinnych
stron, pokazało mu zupełnie inne oblicze Kraju Kwitnącej
Wiśni.
W swej książce Czerkawski pokazuje od środka jak wygląda
praca w Japonii, kraju zamkniętym i niechętnym wszelkiej
obcości i odmienności. Koncentruje się na bliżej sobie znanym
środowisku uniwersyteckim i otoczeniu wielkich firm. Mówi
o znaczeniu koneksji (kone), systemie zależności
typu przełożony-podwładny (sempai-kohai), nadrzędnym
celu utrzymywania dobrych stosunków międzyludzkich (ningen-kankei),
w ramach których należy się przede wszystkim nie wychylać
z grupy aby nie sprawiać problemów, nie rywalizować z członkami
tej samej grupy (kyoso), konsultować wszystkie
decyzje (dango), korzystać z pośredników do przedstawiania
swego stanowiska lub zawierania znajomości (chukai-sha),
nie zapominając o podarunkach, spotkaniach integracyjnych,
braku bezpośredniej krytyki, czy wielkiej sile skruchy i
przeprosin.
Zaskakujący może być aż tak silny podział klasowy i przynależność
do różnych grup - np. absolwentów tego samego uniwersytetu
(gakubatsu i nenbatsu), do końca swej
kariery związanych ze sobą i swymi profesorami. Wynika z
tego również ostracyzm społeczny, gdy się nie postępuje
zgodnie z wymogami grupy - ostracyzm, który prowadzi czasem
i do samobójstw. Zaskakujące może być i to, że właściwie
cała kariera zawodowa determinowana jest już we wczesnym
dzieciństwie, gdyż wybór odpowiedniego przedszkola decyduje
o późniejszych szkołach i uczelni, a zatrudnienie w określonych
firmach czy zawodach nie zależy bynajmniej od indywidualnych
predyspozycji, ale od ukończenia odpowiedniej szkoły i posiadania
odpowiednich koneksji. Kobiety właściwie nie mają po co
studiować, bo i tak oczekuje się od nich zakończenia pracy
w momencie wyjścia za mąż.
Autor opisuje jak wygląda system pięcia się po szczeblach
stanowisk w określonej organizacji, zaplanowany i niezależny
znów od cech indywidualnych, a jedynie od... wieku. Podkreśla,
że pracując w danej firmie należy przyjąć wszystkie jej
zasady i filozofię, zapominając o własnym pojęciu dobra
i zła - one są nieistotne. Jednocześnie obala mit japońskiej
pracowitości, przynajmniej wyżej wykwalifikowanych kadr.
Cała gospodarka opiera się na ciężko pracujących klasach
niższych.
Dla niektórych ten obraz Japonii, znanej dotychczas bardziej
z propagandowych lukrowanych obrazków może być szokujący.
Ale można go również odbierać z dystansem, jakby się poznawało
inny rodzaj savoir-vivre'u w biznesie - ot, nieco odmienne
reguły i zasady, nie podlegające ocenie, akceptowane przez
tworzące je grupy. Dla chętnych autor przedstawia amerykański
test na dopasowanie emocjonalne z Japończykami. Jakoś nie
zdziwił mnie mój wynik "zupełnego niedostosowania charakterologicznego''
;) Mogę się jedynie pocieszać, że wobec mnie, jako wysokiej,
białej Europejki i tak będą mieli kompleksy ;)
Książka zdecydowanie warta poznania, a ja chętnie przeczytałabym
również o innych aspektach życia Japończyków (o ile na takie
w ogóle zostaje miejsce..)
|
|
|
| |
"Dlaczego
mężczyźni kłamią, a kobiety płaczą" Allan i Barbara
Pease |
|
Parę książek tego typu już powstało - m.in.
cała seria Kobiet z Wenus i Mężczyzn z Marsa. Sami małżonkowie
Pease napisali też, wznowione niedawno "Dlaczego
mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map"
oraz "Dlaczego mężczyźni nie potrafią robić dwóch rzeczy
równocześnie, a kobiety na moment nie przestają gadać"
(BTW, czemu Amerykanie lubują się w takich długich tytułach?).
Jeśli ktoś ma już na swym koncie parę z powyższych lektur,
tym mniej zaskoczenia towarzyszy kolejnym. Ale mimo wszystko
może znaleźć dla siebie coś ciekawego, co być może sprawi,
że inaczej spojrzy na swoje relacje z drugą płcią, a zwłaszcza
na sposoby komunikacji z nią.
Autorzy, opierając się na licznych badaniach przeprowadzonych
w wielu krajach, odpowiadają na pytania typu: czemu mężczyźni
unikają zobowiązań, kobiety zrzędzą, na czym polega szantaż
emocjonalny, jakie męskie zachowania doprowadzają kobiety
do szału, co pociąga mężczyzn, a co kobiety, jak rozpoznać
kłamcę, albo jak panie podświadomie punktują swoich partnerów
i dlaczego nigdy nie zapominają... Niektóre wyniki wydają
się nieco podejrzane, jak np. że 96% asystentów na świecie
to kobiety - bo nie sądzę aby przeprowadzali badania rzeczywiście
w każdym kraju aby podać tak dokładny odsetek. Ciekawe też,
że rysunki z rezonansu magnetycznego mózgu mężczyzny parkującego
samochód w zadziwiający sposób pokrywają się z mózgiem mówiącej
kobiety..
Książka jest dość nierówna - zdarzają się strasznie marketingowe,
napuszone wstępy czy podsumowania w stylu "nie wiedziałeś
jak żyć, nasz podręcznik sprawi, że zrozumiesz przeciwną
płeć i będziesz szczęśliwym człowiekiem" - nimi proszę
się nie zrażać. Jakby dla nabicia objętości dodali też cały
rozdział o tym, jak trudno mężczyznom przejść na emeryturę
i jak powinni sobie ten czas zaplanować (nijak się to ma
do tematu). Poruszony został również temat innej książki
Allana Pease dotyczący mowy ciała oraz cech charakterystycznych
kłamcy (na pocieszenie - podobno panowie jednak nie kłamią
więcej, tylko łatwiej "wpadają", bo panie są za
dobre w dostrzeganiu szczegółów i wielotorowym sprawdzaniu
podejrzanego osobnika).
Jest napisana lekko, z dużą liczbą przykładów zachowań
(nieco sztuczne co niektóre dialogi) wraz z proponowanymi
rozwiązaniami, są obrazki, fotki, żartobliwe cytaty i przerywniki.
Ponad trzysta stron zajęło mi jedno popołudnie i wieczór.
Podobno panowie takich książek nie lubią, a to całkiem miły
relaks, miejscami zastanawiający, a miejscami po prostu
zabawna lektura.
PS Aha, zdziwiło mnie jak wielkim problemem amerykańskich
par są.. mokre ręczniki zostawiane na podłodze łazienki
:0 Biją na głowę nawet deskę sedesową i niewyrzucanie śmieci..
Nie wpadłabym na to, że ktoś mógłby zostawiać w domu na
podłodze łazienki swój mokry ręcznik, po co?? żeby go stamtąd
o poranku podnieść??. No to rzeczywiście, z domu wyniosłam
zupełnie inne męskie wzorce, również jeśli chodzi o trzy
powyższe.. :)
|
|
|
| |
| "Poradnik ksenofoba.
Włosi" Martin Solly |
|
Podobno Polacy lubią Włochów. Ja jakoś nie
mogę się do nich przekonać. A jak sobie jeszcze przeczytałam
trochę o włoskich mężczyznach, to niestety zupełnie się
zniechęciłam (wyobrażacie sobie dorosłego, żonatego faceta,
który chodzi do mamusi, żeby mu ta zrobiła pranie??).
Ale książeczkę, jak i inne tej serii warto sobie przeczytać.
Można dojść do wniosku, że może jednak ci Polacy nie są
aż tacy źli? ;)
|
|
|
| |
| "Il Piccolo Principe"
Antoine de Saint-Exupéry |
|
Tym razem nie zamieszczę oceny. Bo jak można
oceniać "Małego Księcia"? A żeby oceniać włoskie
tłumaczenie muszę się jeszcze trochę pouczyć ;) Nie będę
też pisać o czym jest, bo to każdy sam powinien przeczytać.
Mam taki mały zwyczaj - czytam "Małego Księcia"
w każdym nowo poznawanym języku.. jest na tyle nieduży żeby
się nie zniechęcić na początku nauki, a z drugiej strony
znajomość treści ułatwia rozumienie tego, co najistotniejsze
bez słownika. Najbardziej lubię jeden kawałek, długi jest,
ale czytam go dość często, zacytuję jedno zdanie, powinniście
zgadnąć, nawet nie znając włoskiego... la volpe disse: 'se
tu vuoi un amico addomesticami'.
|
|
|
| |
"Poradnik
ksenofoba. Francuzi"
Nick Yapp, Michel Syrett |
|
Jakby ktoś miał wątpliwości czym jest ksenofobia,
autorzy serii podają na okładce definicję: to "irracjonalny
strach przed cudzoziemcami, czasami nawet uzasadniony, a
na pewno zawsze zrozumiały". Seria poradników ksenofoba
to niewielkie książeczki, które można przeczytać podczas
jednej, krótkiej podróży. Opisują cechy charakterystyczne
różnych narodów - ich zachowanie, maniery, sposoby spędzania
wolnego czasu, pracy, poczucie humoru, język, przekonania,
wartości, działanie państwa - słowem to wszystko, co potem
tworzy stereotypy. Nie zaszkodzi ich poznać przed/po podróży
do danego kraju i skonfrontować z własnymi obserwacjami.
Zawsze mnie fascynowało co wpływa na takie, a nie inne
zachowanie ludzi żyjących w danym regionie świata, skąd
się biorą ich drobne przyzwyczajenia, uprzedzenia, co jest
dla nich ważne, a co zupełnie ignorują. Poradniki ksenofoba
w żartobliwy sposób to przybliżają. Piszą je na ogół cudzoziemcy
od lat mieszkający w danym kraju - stąd odbierają dany naród
oczami kogoś z zewnątrz, kogo pewne rzeczy zaskakują lub
dziwią. Sporo się dowiedziałam o Chińczykach, a na dodatek
nieźle ubawiłam, rozbawił mnie też poradnik o Szwajcarach,
bo odnajdywałam w nim wiele z tego, co sama zaobserwowałam
żyjąc wśród nich.
Książeczka o Francuzach najmniej mnie z tych trzech poruszyła
- może przez sposób pisania, nieporuszenie kilku całkiem
charakterystycznych kwestii (czy gdzieś jeszcze na świecie
tak popularny jest lizol??), poczucie humoru autorów i porównywanie
prawie wyłącznie z Brytyjczykami. Niemniej jak ktoś nie
miał do czynienia z filozofowaniem Francuzów i ich przekonaniem
o własnej wielkości albo chciałby się dowiedzieć jak wygląda
kwadrans po przyjściu do pracy każdego żabojada - może zacząć
od tego właśnie poradnika ;)
|
|
|
| |
| "Kod Leonarda da
Vinci" Dan Brown |
|
W kategorii czystej sensacji należy książkę
Browna ocenić całkiem wysoko - wszak akcja wciąga od pierwszych
dramatycznych wydarzeń i trzyma całkiem nieźle przez kolejne
kilkaset stron. Ale ci, którzy zwiedzeni reklamą będą poszukiwać
dzieła na miarę "Imienia Róży", srodze się zawiodą
- to zupełnie nie ten kaliber. Podobno krytyka strasznie
tę powieść zjechała - może właśnie za te naukowo-filozoficzne
pretensje?
W skrócie - z rąk bezwzględnego mordercy ginie kustosz
Luwru, który przed śmiercią przekazuje swą najcenniej strzeżoną
tajemnicę wnuczce - kryptolożce Sophie. Ale że nie ma okazji
doczekać jej przybycia, przekazuje w sposób, który tylko
ona będzie mogła odczytać, korzystając z pomocy słynnego
amerykańskiego znawcy symboli Roberta Langdona (bohatera
poprzedniej książki Browna "Anioły i demony").
Przed nimi długa noc, tym cięższa, że ściga ich esencja
paryskiej policji i tajemniczy morderca-albinos (Rutger
Hauer by się nadawał ;).
Teorie spisków mnie specjalnie nie interesują, mordercze
instynkty Kościoła i różnych jego odłamów też mnie nie przekonują,
natomiast zaciekawiły mnie interpretacje obrazów da Vinci
(przy najbliższej okazji przyjrzę się oryginałowi "Ostatniej
Wieczerzy", nie tym niby zafałszowanym wersjom), parę
słów o znaczeniu symboli, o poszukiwaniach Świętego Graala
czy świętości kobiecej. Zainteresowała mnie też kwestia
doświadczania boskości przez kobiety (bo jak doświadczają
jej panowie to jasne ;) i w ogóle dlaczego wszelkie gdybanie
na temat alternatywnej wizji historii Kościoła są bluźnierstwem?
:0
A propos pierwiastkow, to troche dziwne mi sie wydało,
że kolor biały i jasność Brown przyporządkował pierwiastkowi
kobiecemu, bo według wschodnich ustaleń yin (czyli pierwiastek
kobiecy) wiąże się z kolorem czarnym, ciemnością, pasywnością
i tym co mniej fajne. No ale może w bractwach chrześcijanskich
te pierwiastki mają na odwrót niż na Wschodzie? ;) Zreszta
Chińczycy to szowiniści i to oni wymyślili, więc trudno,
aby sobie te gorsze cechy przyporządkowali..;)
Co mnie irytowało? momentami zbyt łopatologiczne tłumaczenie,
można się poczuć jak niewyedukowany nastolatek. Takie niby
skomplikowane te zaszyfrowane zagadki miały być, a niektóre
odgadłam nim bohaterowie na to wpadli, hmm.. to chyba nie
świadczy o nich najlepiej, nie? ;) Ale poza tym jak mówiłam
- sensacja to niezła i miło się ją pochłania w jakiś wieczór.
|
|
|
| |
| "Paradyzja"
Janusz A. Zajdel |
|
"Paradyzja" może stanowić uzupełnienie
świata z "Limes inferior" - tym razem zakłamany
świat stworzono na zbuntowanej kolonii orbitalnej, która
nie utrzymuje już kontaktów z Ziemią i której mieszkańcy
stworzyli własny, idealny system społeczny.
Na Paradyzję zostaje wysłany z Ziemi pisarz i inspektor
Rinah, który ma opisać prawdziwy obraz planety. Znajduje
świat w pełni stechnicyzowany, ludzi żyjących w małych pomieszczeniach
z przezroczystymi ścianami, zmuszanych do oglądania propagandowych
programów w telewizji. Świat, w którym donosicieli zastąpił
wszechwidzący i wszechkontrolujący komputer, a ludzie zmuszeni
zostali do wynalezienia metod na oszukanie systemu i języka,
którego maszyny nie odszyfrują.
Tym razem akcji jest mniej niż w "Limes inferior",
w czasie wycieczek Rinaha opisywane jest głównie społeczeństwo
Paradyzji. Sam system jest opisany równiż bardziej jednostronnie,
jakby głównym celem było pokazanie cenzury i tego jak ludzie
spragnieni wolności kpią sobie z niej. Podobnie jak w poprzedniej
książce, tak i tu jest wątek pięknej kobiety, która zna
ten system od podszewki - tym razem jest to dziennikarka
Zina, która bardzo pragnie się wydostać z Paradyzji...
Ta powieść Zajdla mniej mnie poruszyła, mniej zaskoczyła
i mniej zapadła w pamięć. Co nie znaczy, że nie warto jej
poznać.
|
|
|
| |
| "Limes inferior"
Janusz A. Zajdel |
|
Ta książka mogłaby się znaleźć na liście
lektur maturzysty piszącego o człowieku żyjącym w zniewoleniu
systemu totalitarnego. Powieści opisujących takowe społeczeństwo,
ale niosących i nutkę nadziei. Powstała na początku lat
1980. i uchodzi za jedną z ważniejszych powieści tego nieżyjącego
już pisarza, którego imieniem uhonorowano doroczną nagrodę
literacką w dziedzinie fantastyki.
W świecie stworzonym przez Zajdla panuje system klasowy,
a o pozycji w społeczeństwie decyduje posiadany iloraz inteligencji.
Według niego przyznawany jest zakres możliwych do wykonywania
prac oraz określone środki finansowe zapewniające życie
na założonym poziomie - pozornie jest to model idealnego
społeczeństwa, gdzie każdy pracuje według swych możliwości
i otrzymuje według swych potrzeb. Cały system identyfikacji
i zasobów finansowych danej osoby spoczywa w jej osobistym
Kluczu - bardziej zaawansowanej wersji obecnej karty kredytowej
- bez którego trudno przeżyć choćby dzień.
W Argolandzie najwyżej w hierarchii są zerowcy, niżej jedynki,
dwojaki itd. Od osób poniżej czwórki nawet nie oczekuje
się za wiele. A wszyscy dążą od dołu do zera. Cały świat
Argolandu funkcjonuje w swych sztywnych zasadach dzięki
całej rzeszy krętaczy, m.in. handlarzy prowadzących wymianę
różnokolorowych punktów (ekwiwalentów pieniędzy przysługujących
w różnych kolorach i ilości poszczególnym klasom), lifterów
(podciągających czyjąś klasę) i downerów (obniżających klasę
tych, którzy nie chcieli za dużo pracować) tworzących razem
coś na kształt wolnego rynku.
Idealna jest sytuacja prawdziwego zerowca, oficjalnie czwartaka,
który dorabiając sobie w "szarej strefie' zachowuje
przyzwoite dochody i wolność półgłówka, niezmuszanego do
wytężonej pracy. Kimś takim jest Sneer. Jego spojrzenie
na świat ulegnie znacznej zmianie, gdy dowie się jak naprawdę
to wszystko wygląda i jak wielką utopią i zakłamaniem jest
ten jego świat o narzuconym systemie społeczeństwa... Gdy
pozna Alicję.
Czytałam tę książkę drugi raz, więc być może nie była już
dla mnie takim odkryciem i nowością. Ale nadal uważam ją
za jedną z lepszych w polskiej fantastyce i cieszę się,
że na nią trafiłam.
|
|
|
| |
| "Królowa Południa"
Arturo Pérez-Reverte |
|
To mój pierwszy kontakt z tym autorem, podobno
ostatnio dość popularnym u nas. I pierwsze wrażenia całkiem
pozytywne. Mimo że książkę czytałam po kawałeczku, wieczorami
i dość długo - nie straciłam wątku i wszystko ciągle było
jasne, barwne i zrozumiałe. A to dobrze świadczy o umiejętnościach
autora.
Historia Teresy Mendozy, zwanej Królową Południa, rządzącej
transportem narkotyków w rejonie Morza Śródziemnego. Meksykanki,
która niemal przypadkiem została wplątana w świat narkobiznesu,
a dzięki głowie na karku, umiejętności szybkiego kalkulowania
i zimnej krwi uchodziła niejednokrotnie z życiem i doszła
do wielomilionowej fortuny. Dramatyczne wydarzenia i krótki
pobyt w więzieniu ukształtowały z niej odpowienio silną
kobietę, która dopiero miała w pełni rozwinąć swe umiejętności...
Opowieść toczy się dwoma torami: autor zbiera materiały
do powieści, spotyka się z ludźmi, którzy mieli styczność
z Meksykanką, ze skrawków informacji budując pełny obraz
- który potem równolegle opisuje. I właściwie nie wiadomo
do końca co jest prawdą, a co jego wymysłem. Wygląda jakby
była to prawdziwa biografia prawdziwej Królowej Południa,
która do końca potrafi zaskakiwać...
|
|
|
| |
| "Achaja"
(tom II) Andrzej Ziemiański |
|
Jak na drugi tom przyzwoicie, choć niestety
nie tak dobrze jak za pierwszym razem (patrz Achaja
tom I). Historia nie jest już tak zrównoważona
między trójką postaci - teraz na pierwszy plan wybija się
Achaja, poszukująca kraju, w którym mogłaby szczęśliwie
żyć, a jak już znajduje miejsce, gdzie wolność jest dla
wszystkich, to gotowa za tę krainę oddać życie. Prawie znika
z opowieści Meredith, Sirius schodzi też na kolejny plan,
pojawia się za to całe wojska kuso odzianych kobiet o pięknych
kształtach, wredny Biafra i natchniony szermierz Virion
w akcji. Bliżej poznajemy królestwo Arkach, mieszkańców
Wielkiego Lasu i Chorych Ludzi. Więcej się biją, rany bardziej
groźne, a broń coraz bardziej rozwinięta.
Irytowało mnie trochę, że autor coraz bardziej skręca w
kierunku schlebiania gustom męskich nastolatków - bohaterki
jeśli nie w seksownie krótkich sukieneczkach czy równie
seksownie podartych odzieniach, to biegają nago - ilustracje
stały się wręcz monotematyczne, a szkoda. Tak czy inaczej
zdarzało mi się ocknąć nagle w czasie lektury i ze zdziwieniem
stwierdzić, że od ostatniej przerwy upłynęły dwie-trzy godziny.
Rzadko mi się coś takiego przytrafia, co może być chyba
najlepszą moją rekomendacją. Pozostaje liczyć na to, że
tom trzeci będzie jakością nawiązywał bardziej do początków
i stanie się doskonalszym zakończeniem tej historii.
|
|
|
|