Tędy do głównych drzwi :)
Joanna Lewandowska - Prywatne Strony
Znak autorki :)
     


Tomy przeczytane 2004

skala: od 1/10 - Katastrofa do 10/10 Rewelacja!

Jak tak patrzę na moje lektury w roku 2004 to wychodzi na to, że coraz bardziej interesują mnie inne narody i kultury oraz to dlaczego coś się dzieje tak, a nie inaczej. Tak sobie nawet myślę, że ta moja nauka kolejnych języków czy kolejnych tańców też ma temu służyć - spróbowania choć trochę tego jak żyją inne narody, poznania i zrozumienia w ten sposób jacy są. Hmm.. zaczynam żałować że ominęła mnie nauka oberka i mazura..;)

Z drugiej strony wygląda na to, że coraz częściej od lektury oczekuję po prostu relaksu.. chwili odetchnięcia i radosnego pośmiania.. bo po całych dniach pracy i nauki nie mam już siły na wiele więcej, a tym bardziej na ponure rozmyślania o sensie życia..

Zapraszam również do tomów przeczytanych w innych latach - archiwum w bocznej kolumnie.

Przerobione w 2004:

 

 
"Wytropić milion" Janet Evanovich
5/10

"Hot Six" w oryginale - ten milion dolców to chyba tylko po to, żeby było uzasadnienie dla "szóstki" w szóstej książce z serii. Babcia Mazurowa robi kurs prawa jazdy i chodzi na randki, Stephanie wpakowuje się w kolejne zagmatwane historie, rozwala kolejne samochody, nadal nie może się zdecydować między Morellim a Komandosem. Niestety przy podobnych przygodach powtarzalność zaczyna już nużyć i mniej bawi. Może należałoby sięgnąć do pierwszego tomu, który tak ją rozsławił?

Czysta rozrywka, taka kobieca sensacja, bez większych ambicji, na relaksacyjny wieczór nadaje się za to całkiem nieźle. A, przypomniała mi się z dzieciństwa taka książka o dziewczynce rozwiązującej w deszczowe wakacje zagadkę pewnego kapelusza. Nawet nie wiem czemu tak mi się z nią skojarzyła :)

 

 
"Przybić piątkę" Janet Evanovich
6/10

Skrzyżowanie Chmielewskiej z Bridget Jones. Wątek kryminalno-detektywistyczny w rodzinie i łowczyni nagród Stephanie Plum doprowadzająca przed sąd wypuszczonych za kaucją którzy nie stawili się na wezwanie. Ciągłe kłopoty z samochodami, słabość do batoników w środku nocy, pakowanie się w kłopoty i dwaj przystojni mężczyźni ubiegający się o jej względy i ona wahająca się ciągle między nimi dwoma.. Joe'm Morelli'm i Carlosem Manoso vel Komandosem..

Miła, lekka i zabawna rozrywka na jeden wieczór (uprzedzano mnie, że jak zacznę to tak szybko nie skończę i rzeczywiście do 3 w nocy zeszło ;) Jak mawiają fanki - babcia Mazurowa rulez!! :D dla niej jednej warto to czytac :)))

Angielskie tytuły nawiązują do numeru kolejnej powieści - "High five" jest ponoć piątym thrillerem o przygodach Stephanie. Tu dla uzasadnienia bohaterki co chwilę takowe skomplikowane gesty przybijania piątki wykonują.

PS i obowiązkowo wszystkich przydatnych w śledztwie zna ze szkoły ;)

 

 
"El Principito" Antoine de Saint-Exupéry

"Mały Książę" tym razem w wersji hiszpańskiej, ale też bez oceny. Zdecydowanie stwierdzam, że wolę pierwszą część książki o podróżach Małego Księcia po różnych planetach, później tracę zainteresowanie, a i język wydaje się bardziej skomplikowany.

Zaś to samo zdanie z moim ulubionym liskiem (el zorro :) po hiszpańsku brzmi: .. si quieres un amigo, ¡domestícame!

 

 
"Gringo wśród dzikich plemion" Wojciech Cejrowski
10/10

Rewelacja! :) Ok, nie czytałam wielu książek podróżniczych, prędzej oglądam programy tego typu, ale po książkę Cejrowskiego naprawdę warto sięgnąć. Niektórzy z Was być może kojarzą go z "WC Kwadransem", wielkim kubkiem, tępieniem oszołomów i kołtuństwa... był ciekawym zjawiskiem, choć nie zawsze z jego poglądami się zgadzałam. Cejrowskiego jako podróżnika nie znałam (jego kolejnych programów w tv już nie widziałam), nie podejrzewałam że jest fanem Pratchetta i ma podobne poczucie humoru, że jest takim nieustraszonym wędrowcem, który dotarł gdzie żaden biały nie postawił stopy, podziwianym przez innych podróżników.

W "Gringo.." opisuje swe podróże po Ameryce Południowej, sięgające lat 1980. i czasów gdy sprzedał lodówkę by wyruszyć w pierwszą drogę. Chronologia nie jest najistotniejsza, ważniejsze jest poznawanie tego tak odmiennego świata, ich filozofii i sposobu życia. Zaskoczyło mnie, że Indianie tak bardzo bywają podobni do wschodnich mędrców, zwłaszcza w spojrzeniu na upływający czas i samo życie. Spodobało mi się w jaki mądry sposób Cejrowski opisuje np. rolę misjonarzy i tego jakie ich działania są pozytywne, a jakie niszczą Indian.

Książka skrzy się humorem, pomysłowością, niebezpiecznymi przygodami i "tupetem jak taran", ktory pomaga wychodzić z najgorszych opresji. Ubarwiona jest licznymi fotografiami autora i wstawkami przybliżającymi takie zagadnienia, jak np. sposób przyrządzania yerba mate czy pochodzenie maczet.

Po lekturze pożyczonej książki (mama wciągnęła się w nią z równym zainteresowaniem, mimo że Cejrowskiego wcześniej nie lubiła) widziałam w Empiku wydanie.. 'pachnące dżunglą' ;) Jeśli ktoś lubi zapach butwiejącego drzewa przy lekturze - polecam ;)) Cejrowski ma też własną stronę w internecie, na której można zapoznać się z jego twórczością czy wziąć udział w dyskusjach na forum z samym autorem. A ja na pewno sięgnę po kolejne jego książki, choć niekoniecznie te nawiązujące do polityki ;)

 

 
"Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" Roma Ligocka
9/10

Roma Ligocka - kobieta, która w filmie "Lista Schindlera" zobaczyła siebie w postaci małej dziewczynki w czerwonym płaszczyku. Taki płaszczyk nosiła przez większą część wojny, będąc właśnie w wieku filmowej bezimiennej bohaterki, która ginie.. To jej własna fotografia zdobi okładkę książki.

Po obejrzeniu filmu postanowiła zebrać swoje wspomnienia z koszmaru wojny, gdy ukrywała się wraz z mamą po domach przyjaznych i nieprzyjaznych ludzi.. i okresu powojennego gdy jako dwudziestolatka wygrała organizowany przez "Film" konkurs "Piękne dziewczęta na ekrany!" i pojechała po raz pierwszy na Zachód, i późniejszych lat kariery artystycznej, poznawania krakowskiej bohemy z Piotrem Skrzyneckim i Ryszardem Horowitzem na czele, życia zagranicą, kłopotów z uzależnieniami..

Czytałam kiedyś biografię Romana Polańskiego, tam Romka Ligocka też się pojawiała (razem się wychowywali jako dzieci), jednak jego spojrzenie na ten czas było zupełnie inne, Polański jakby nie dopuszczał do siebie tego koszmaru, był typem "małego cwaniaczka" który zawsze sobie da radę... Ona odbierała świat zupełnie inaczej, dojrzalej i mocniej. I chyba mocniej to w niej zostało.

Książkę ilustrują fotografie autorki (bardzo pięknej dziewczyny i kobiety) i jej obrazy - w których przebija melancholia, smutek i przygnębienie. Warto poznać wojnę widzianą oczami dziecka.

 

 
"Wakacjuszka" Zofia Mierzyńska
5/10

Niedawno z monodramem "Wakacjuszka" odwiedziła nasze miasto Zofia Kucówna. Podobno była świetna. Na przedstawienie się nie wybrałam, ale dostałam książkę z dedykacją dla mnie, żebym nigdy nie musiała być 'wakacjuszką'. Więc musiałam przeczytać kto zacz. I teraz już wiem - nie będę :) Nie ta mentalność, nie te cele i priorytety w życiu.

To historia 'prostej baby z Podlasia', która wyjeżdża w czasach kryzysu do 'Hameryki' zarabiać na traktor, czyli 'za chlebem'. Niby tylko na wakacje, a tak właściwie na dobre i na dłużej. Jak tysiące jej podobnych. Opisuje życie polonii w Chicago, w sposób zabawny i 'zdrowochłopski', ale tak, że nie potrafię się identyfikować z bohaterką. W tym jak zbiera grosz do grosza, rozwiązuje kolejne dylematy moralne, układa sobie życie. Na ile słyszałam o polonii w Stanach, to myślę że jest to obraz prawdziwy, choć z lekkim przymrużeniem oka. Ale tylko potwierdza me przekonanie, że jeśli kiedyś zawitam do Stanów, to Jackowo będzie ostatnim miejscem jakie będę chciała odwiedzić.

 

 
"Pracowałem dla cesarza" Krzysztof J.M. Czerkawski
9/10

Prof. Czerkawski trafił na japoński uniwersytet w 1993, jako jeden z pierwszych zatrudnianych na stałe (czyli do emerytury) cudzoziemców. Znał już trochę ten kraj, ale dopiero życie w nim nie jako turysta czy tymczasowo pracujący cudzoziemiec, który docelowo i tak wróci do swoich rodzinnych stron, pokazało mu zupełnie inne oblicze Kraju Kwitnącej Wiśni.

W swej książce Czerkawski pokazuje od środka jak wygląda praca w Japonii, kraju zamkniętym i niechętnym wszelkiej obcości i odmienności. Koncentruje się na bliżej sobie znanym środowisku uniwersyteckim i otoczeniu wielkich firm. Mówi o znaczeniu koneksji (kone), systemie zależności typu przełożony-podwładny (sempai-kohai), nadrzędnym celu utrzymywania dobrych stosunków międzyludzkich (ningen-kankei), w ramach których należy się przede wszystkim nie wychylać z grupy aby nie sprawiać problemów, nie rywalizować z członkami tej samej grupy (kyoso), konsultować wszystkie decyzje (dango), korzystać z pośredników do przedstawiania swego stanowiska lub zawierania znajomości (chukai-sha), nie zapominając o podarunkach, spotkaniach integracyjnych, braku bezpośredniej krytyki, czy wielkiej sile skruchy i przeprosin.

Zaskakujący może być aż tak silny podział klasowy i przynależność do różnych grup - np. absolwentów tego samego uniwersytetu (gakubatsu i nenbatsu), do końca swej kariery związanych ze sobą i swymi profesorami. Wynika z tego również ostracyzm społeczny, gdy się nie postępuje zgodnie z wymogami grupy - ostracyzm, który prowadzi czasem i do samobójstw. Zaskakujące może być i to, że właściwie cała kariera zawodowa determinowana jest już we wczesnym dzieciństwie, gdyż wybór odpowiedniego przedszkola decyduje o późniejszych szkołach i uczelni, a zatrudnienie w określonych firmach czy zawodach nie zależy bynajmniej od indywidualnych predyspozycji, ale od ukończenia odpowiedniej szkoły i posiadania odpowiednich koneksji. Kobiety właściwie nie mają po co studiować, bo i tak oczekuje się od nich zakończenia pracy w momencie wyjścia za mąż.

Autor opisuje jak wygląda system pięcia się po szczeblach stanowisk w określonej organizacji, zaplanowany i niezależny znów od cech indywidualnych, a jedynie od... wieku. Podkreśla, że pracując w danej firmie należy przyjąć wszystkie jej zasady i filozofię, zapominając o własnym pojęciu dobra i zła - one są nieistotne. Jednocześnie obala mit japońskiej pracowitości, przynajmniej wyżej wykwalifikowanych kadr. Cała gospodarka opiera się na ciężko pracujących klasach niższych.

Dla niektórych ten obraz Japonii, znanej dotychczas bardziej z propagandowych lukrowanych obrazków może być szokujący. Ale można go również odbierać z dystansem, jakby się poznawało inny rodzaj savoir-vivre'u w biznesie - ot, nieco odmienne reguły i zasady, nie podlegające ocenie, akceptowane przez tworzące je grupy. Dla chętnych autor przedstawia amerykański test na dopasowanie emocjonalne z Japończykami. Jakoś nie zdziwił mnie mój wynik "zupełnego niedostosowania charakterologicznego'' ;) Mogę się jedynie pocieszać, że wobec mnie, jako wysokiej, białej Europejki i tak będą mieli kompleksy ;)

Książka zdecydowanie warta poznania, a ja chętnie przeczytałabym również o innych aspektach życia Japończyków (o ile na takie w ogóle zostaje miejsce..)

 

 
"Dlaczego mężczyźni kłamią, a kobiety płaczą" Allan i Barbara Pease
7/10

Parę książek tego typu już powstało - m.in. cała seria Kobiet z Wenus i Mężczyzn z Marsa. Sami małżonkowie Pease napisali też, wznowione niedawno "Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map" oraz "Dlaczego mężczyźni nie potrafią robić dwóch rzeczy równocześnie, a kobiety na moment nie przestają gadać" (BTW, czemu Amerykanie lubują się w takich długich tytułach?). Jeśli ktoś ma już na swym koncie parę z powyższych lektur, tym mniej zaskoczenia towarzyszy kolejnym. Ale mimo wszystko może znaleźć dla siebie coś ciekawego, co być może sprawi, że inaczej spojrzy na swoje relacje z drugą płcią, a zwłaszcza na sposoby komunikacji z nią.

Autorzy, opierając się na licznych badaniach przeprowadzonych w wielu krajach, odpowiadają na pytania typu: czemu mężczyźni unikają zobowiązań, kobiety zrzędzą, na czym polega szantaż emocjonalny, jakie męskie zachowania doprowadzają kobiety do szału, co pociąga mężczyzn, a co kobiety, jak rozpoznać kłamcę, albo jak panie podświadomie punktują swoich partnerów i dlaczego nigdy nie zapominają... Niektóre wyniki wydają się nieco podejrzane, jak np. że 96% asystentów na świecie to kobiety - bo nie sądzę aby przeprowadzali badania rzeczywiście w każdym kraju aby podać tak dokładny odsetek. Ciekawe też, że rysunki z rezonansu magnetycznego mózgu mężczyzny parkującego samochód w zadziwiający sposób pokrywają się z mózgiem mówiącej kobiety..

Książka jest dość nierówna - zdarzają się strasznie marketingowe, napuszone wstępy czy podsumowania w stylu "nie wiedziałeś jak żyć, nasz podręcznik sprawi, że zrozumiesz przeciwną płeć i będziesz szczęśliwym człowiekiem" - nimi proszę się nie zrażać. Jakby dla nabicia objętości dodali też cały rozdział o tym, jak trudno mężczyznom przejść na emeryturę i jak powinni sobie ten czas zaplanować (nijak się to ma do tematu). Poruszony został również temat innej książki Allana Pease dotyczący mowy ciała oraz cech charakterystycznych kłamcy (na pocieszenie - podobno panowie jednak nie kłamią więcej, tylko łatwiej "wpadają", bo panie są za dobre w dostrzeganiu szczegółów i wielotorowym sprawdzaniu podejrzanego osobnika).

Jest napisana lekko, z dużą liczbą przykładów zachowań (nieco sztuczne co niektóre dialogi) wraz z proponowanymi rozwiązaniami, są obrazki, fotki, żartobliwe cytaty i przerywniki. Ponad trzysta stron zajęło mi jedno popołudnie i wieczór. Podobno panowie takich książek nie lubią, a to całkiem miły relaks, miejscami zastanawiający, a miejscami po prostu zabawna lektura.

PS Aha, zdziwiło mnie jak wielkim problemem amerykańskich par są.. mokre ręczniki zostawiane na podłodze łazienki :0 Biją na głowę nawet deskę sedesową i niewyrzucanie śmieci.. Nie wpadłabym na to, że ktoś mógłby zostawiać w domu na podłodze łazienki swój mokry ręcznik, po co?? żeby go stamtąd o poranku podnieść??. No to rzeczywiście, z domu wyniosłam zupełnie inne męskie wzorce, również jeśli chodzi o trzy powyższe.. :)

 

 
"Poradnik ksenofoba. Włosi" Martin Solly
7/10

Podobno Polacy lubią Włochów. Ja jakoś nie mogę się do nich przekonać. A jak sobie jeszcze przeczytałam trochę o włoskich mężczyznach, to niestety zupełnie się zniechęciłam (wyobrażacie sobie dorosłego, żonatego faceta, który chodzi do mamusi, żeby mu ta zrobiła pranie??).

Ale książeczkę, jak i inne tej serii warto sobie przeczytać. Można dojść do wniosku, że może jednak ci Polacy nie są aż tacy źli? ;)

 

 
"Il Piccolo Principe" Antoine de Saint-Exupéry

Tym razem nie zamieszczę oceny. Bo jak można oceniać "Małego Księcia"? A żeby oceniać włoskie tłumaczenie muszę się jeszcze trochę pouczyć ;) Nie będę też pisać o czym jest, bo to każdy sam powinien przeczytać.

Mam taki mały zwyczaj - czytam "Małego Księcia" w każdym nowo poznawanym języku.. jest na tyle nieduży żeby się nie zniechęcić na początku nauki, a z drugiej strony znajomość treści ułatwia rozumienie tego, co najistotniejsze bez słownika. Najbardziej lubię jeden kawałek, długi jest, ale czytam go dość często, zacytuję jedno zdanie, powinniście zgadnąć, nawet nie znając włoskiego... la volpe disse: 'se tu vuoi un amico addomesticami'.

 

 
"Poradnik ksenofoba. Francuzi"
Nick Yapp, Michel Syrett
6/10

Jakby ktoś miał wątpliwości czym jest ksenofobia, autorzy serii podają na okładce definicję: to "irracjonalny strach przed cudzoziemcami, czasami nawet uzasadniony, a na pewno zawsze zrozumiały". Seria poradników ksenofoba to niewielkie książeczki, które można przeczytać podczas jednej, krótkiej podróży. Opisują cechy charakterystyczne różnych narodów - ich zachowanie, maniery, sposoby spędzania wolnego czasu, pracy, poczucie humoru, język, przekonania, wartości, działanie państwa - słowem to wszystko, co potem tworzy stereotypy. Nie zaszkodzi ich poznać przed/po podróży do danego kraju i skonfrontować z własnymi obserwacjami.

Zawsze mnie fascynowało co wpływa na takie, a nie inne zachowanie ludzi żyjących w danym regionie świata, skąd się biorą ich drobne przyzwyczajenia, uprzedzenia, co jest dla nich ważne, a co zupełnie ignorują. Poradniki ksenofoba w żartobliwy sposób to przybliżają. Piszą je na ogół cudzoziemcy od lat mieszkający w danym kraju - stąd odbierają dany naród oczami kogoś z zewnątrz, kogo pewne rzeczy zaskakują lub dziwią. Sporo się dowiedziałam o Chińczykach, a na dodatek nieźle ubawiłam, rozbawił mnie też poradnik o Szwajcarach, bo odnajdywałam w nim wiele z tego, co sama zaobserwowałam żyjąc wśród nich.

Książeczka o Francuzach najmniej mnie z tych trzech poruszyła - może przez sposób pisania, nieporuszenie kilku całkiem charakterystycznych kwestii (czy gdzieś jeszcze na świecie tak popularny jest lizol??), poczucie humoru autorów i porównywanie prawie wyłącznie z Brytyjczykami. Niemniej jak ktoś nie miał do czynienia z filozofowaniem Francuzów i ich przekonaniem o własnej wielkości albo chciałby się dowiedzieć jak wygląda kwadrans po przyjściu do pracy każdego żabojada - może zacząć od tego właśnie poradnika ;)

 

 
"Kod Leonarda da Vinci" Dan Brown
7/10

W kategorii czystej sensacji należy książkę Browna ocenić całkiem wysoko - wszak akcja wciąga od pierwszych dramatycznych wydarzeń i trzyma całkiem nieźle przez kolejne kilkaset stron. Ale ci, którzy zwiedzeni reklamą będą poszukiwać dzieła na miarę "Imienia Róży", srodze się zawiodą - to zupełnie nie ten kaliber. Podobno krytyka strasznie tę powieść zjechała - może właśnie za te naukowo-filozoficzne pretensje?

W skrócie - z rąk bezwzględnego mordercy ginie kustosz Luwru, który przed śmiercią przekazuje swą najcenniej strzeżoną tajemnicę wnuczce - kryptolożce Sophie. Ale że nie ma okazji doczekać jej przybycia, przekazuje w sposób, który tylko ona będzie mogła odczytać, korzystając z pomocy słynnego amerykańskiego znawcy symboli Roberta Langdona (bohatera poprzedniej książki Browna "Anioły i demony"). Przed nimi długa noc, tym cięższa, że ściga ich esencja paryskiej policji i tajemniczy morderca-albinos (Rutger Hauer by się nadawał ;).

Teorie spisków mnie specjalnie nie interesują, mordercze instynkty Kościoła i różnych jego odłamów też mnie nie przekonują, natomiast zaciekawiły mnie interpretacje obrazów da Vinci (przy najbliższej okazji przyjrzę się oryginałowi "Ostatniej Wieczerzy", nie tym niby zafałszowanym wersjom), parę słów o znaczeniu symboli, o poszukiwaniach Świętego Graala czy świętości kobiecej. Zainteresowała mnie też kwestia doświadczania boskości przez kobiety (bo jak doświadczają jej panowie to jasne ;) i w ogóle dlaczego wszelkie gdybanie na temat alternatywnej wizji historii Kościoła są bluźnierstwem? :0

A propos pierwiastkow, to troche dziwne mi sie wydało, że kolor biały i jasność Brown przyporządkował pierwiastkowi kobiecemu, bo według wschodnich ustaleń yin (czyli pierwiastek kobiecy) wiąże się z kolorem czarnym, ciemnością, pasywnością i tym co mniej fajne. No ale może w bractwach chrześcijanskich te pierwiastki mają na odwrót niż na Wschodzie? ;) Zreszta Chińczycy to szowiniści i to oni wymyślili, więc trudno, aby sobie te gorsze cechy przyporządkowali..;)

Co mnie irytowało? momentami zbyt łopatologiczne tłumaczenie, można się poczuć jak niewyedukowany nastolatek. Takie niby skomplikowane te zaszyfrowane zagadki miały być, a niektóre odgadłam nim bohaterowie na to wpadli, hmm.. to chyba nie świadczy o nich najlepiej, nie? ;) Ale poza tym jak mówiłam - sensacja to niezła i miło się ją pochłania w jakiś wieczór.

 

 
"Paradyzja" Janusz A. Zajdel
7/10

"Paradyzja" może stanowić uzupełnienie świata z "Limes inferior" - tym razem zakłamany świat stworzono na zbuntowanej kolonii orbitalnej, która nie utrzymuje już kontaktów z Ziemią i której mieszkańcy stworzyli własny, idealny system społeczny.

Na Paradyzję zostaje wysłany z Ziemi pisarz i inspektor Rinah, który ma opisać prawdziwy obraz planety. Znajduje świat w pełni stechnicyzowany, ludzi żyjących w małych pomieszczeniach z przezroczystymi ścianami, zmuszanych do oglądania propagandowych programów w telewizji. Świat, w którym donosicieli zastąpił wszechwidzący i wszechkontrolujący komputer, a ludzie zmuszeni zostali do wynalezienia metod na oszukanie systemu i języka, którego maszyny nie odszyfrują.

Tym razem akcji jest mniej niż w "Limes inferior", w czasie wycieczek Rinaha opisywane jest głównie społeczeństwo Paradyzji. Sam system jest opisany równiż bardziej jednostronnie, jakby głównym celem było pokazanie cenzury i tego jak ludzie spragnieni wolności kpią sobie z niej. Podobnie jak w poprzedniej książce, tak i tu jest wątek pięknej kobiety, która zna ten system od podszewki - tym razem jest to dziennikarka Zina, która bardzo pragnie się wydostać z Paradyzji...

Ta powieść Zajdla mniej mnie poruszyła, mniej zaskoczyła i mniej zapadła w pamięć. Co nie znaczy, że nie warto jej poznać.

 

 
"Limes inferior" Janusz A. Zajdel
9/10

Ta książka mogłaby się znaleźć na liście lektur maturzysty piszącego o człowieku żyjącym w zniewoleniu systemu totalitarnego. Powieści opisujących takowe społeczeństwo, ale niosących i nutkę nadziei. Powstała na początku lat 1980. i uchodzi za jedną z ważniejszych powieści tego nieżyjącego już pisarza, którego imieniem uhonorowano doroczną nagrodę literacką w dziedzinie fantastyki.

W świecie stworzonym przez Zajdla panuje system klasowy, a o pozycji w społeczeństwie decyduje posiadany iloraz inteligencji. Według niego przyznawany jest zakres możliwych do wykonywania prac oraz określone środki finansowe zapewniające życie na założonym poziomie - pozornie jest to model idealnego społeczeństwa, gdzie każdy pracuje według swych możliwości i otrzymuje według swych potrzeb. Cały system identyfikacji i zasobów finansowych danej osoby spoczywa w jej osobistym Kluczu - bardziej zaawansowanej wersji obecnej karty kredytowej - bez którego trudno przeżyć choćby dzień.

W Argolandzie najwyżej w hierarchii są zerowcy, niżej jedynki, dwojaki itd. Od osób poniżej czwórki nawet nie oczekuje się za wiele. A wszyscy dążą od dołu do zera. Cały świat Argolandu funkcjonuje w swych sztywnych zasadach dzięki całej rzeszy krętaczy, m.in. handlarzy prowadzących wymianę różnokolorowych punktów (ekwiwalentów pieniędzy przysługujących w różnych kolorach i ilości poszczególnym klasom), lifterów (podciągających czyjąś klasę) i downerów (obniżających klasę tych, którzy nie chcieli za dużo pracować) tworzących razem coś na kształt wolnego rynku.

Idealna jest sytuacja prawdziwego zerowca, oficjalnie czwartaka, który dorabiając sobie w "szarej strefie' zachowuje przyzwoite dochody i wolność półgłówka, niezmuszanego do wytężonej pracy. Kimś takim jest Sneer. Jego spojrzenie na świat ulegnie znacznej zmianie, gdy dowie się jak naprawdę to wszystko wygląda i jak wielką utopią i zakłamaniem jest ten jego świat o narzuconym systemie społeczeństwa... Gdy pozna Alicję.

Czytałam tę książkę drugi raz, więc być może nie była już dla mnie takim odkryciem i nowością. Ale nadal uważam ją za jedną z lepszych w polskiej fantastyce i cieszę się, że na nią trafiłam.

 

 
"Królowa Południa" Arturo Pérez-Reverte
7/10

To mój pierwszy kontakt z tym autorem, podobno ostatnio dość popularnym u nas. I pierwsze wrażenia całkiem pozytywne. Mimo że książkę czytałam po kawałeczku, wieczorami i dość długo - nie straciłam wątku i wszystko ciągle było jasne, barwne i zrozumiałe. A to dobrze świadczy o umiejętnościach autora.

Historia Teresy Mendozy, zwanej Królową Południa, rządzącej transportem narkotyków w rejonie Morza Śródziemnego. Meksykanki, która niemal przypadkiem została wplątana w świat narkobiznesu, a dzięki głowie na karku, umiejętności szybkiego kalkulowania i zimnej krwi uchodziła niejednokrotnie z życiem i doszła do wielomilionowej fortuny. Dramatyczne wydarzenia i krótki pobyt w więzieniu ukształtowały z niej odpowienio silną kobietę, która dopiero miała w pełni rozwinąć swe umiejętności...

Opowieść toczy się dwoma torami: autor zbiera materiały do powieści, spotyka się z ludźmi, którzy mieli styczność z Meksykanką, ze skrawków informacji budując pełny obraz - który potem równolegle opisuje. I właściwie nie wiadomo do końca co jest prawdą, a co jego wymysłem. Wygląda jakby była to prawdziwa biografia prawdziwej Królowej Południa, która do końca potrafi zaskakiwać...

 

 
"Achaja" (tom II) Andrzej Ziemiański
8/10

Jak na drugi tom przyzwoicie, choć niestety nie tak dobrze jak za pierwszym razem (patrz Achaja tom I). Historia nie jest już tak zrównoważona między trójką postaci - teraz na pierwszy plan wybija się Achaja, poszukująca kraju, w którym mogłaby szczęśliwie żyć, a jak już znajduje miejsce, gdzie wolność jest dla wszystkich, to gotowa za tę krainę oddać życie. Prawie znika z opowieści Meredith, Sirius schodzi też na kolejny plan, pojawia się za to całe wojska kuso odzianych kobiet o pięknych kształtach, wredny Biafra i natchniony szermierz Virion w akcji. Bliżej poznajemy królestwo Arkach, mieszkańców Wielkiego Lasu i Chorych Ludzi. Więcej się biją, rany bardziej groźne, a broń coraz bardziej rozwinięta.

Irytowało mnie trochę, że autor coraz bardziej skręca w kierunku schlebiania gustom męskich nastolatków - bohaterki jeśli nie w seksownie krótkich sukieneczkach czy równie seksownie podartych odzieniach, to biegają nago - ilustracje stały się wręcz monotematyczne, a szkoda. Tak czy inaczej zdarzało mi się ocknąć nagle w czasie lektury i ze zdziwieniem stwierdzić, że od ostatniej przerwy upłynęły dwie-trzy godziny. Rzadko mi się coś takiego przytrafia, co może być chyba najlepszą moją rekomendacją. Pozostaje liczyć na to, że tom trzeci będzie jakością nawiązywał bardziej do początków i stanie się doskonalszym zakończeniem tej historii.

 

 

Archiwum:
Joanna Lewandowska © 2003-2011