Tędy do głównych drzwi :)
Joanna Lewandowska - Prywatne Strony
Znak autorki :)
     


Tomy przeczytane 2005

skala: od 1/10 - Katastrofa do 10/10 Rewelacja!

Rok 2005 to ciąg dalszy czytelniczych wędrówek po świecie - Europie, Afryce, Azji, Ameryce Południowej.. Parę dla zastanowienia nad życiem i trochę mniej ambitnych czytadeł dla rozrywki.

Zapraszam również do tomów przeczytanych w innych latach - archiwum w bocznej kolumnie.

 

Przerobione:

 

 
"Małe zbrodnie małżeńskie" Eric-Emmanuel Schmitt
6/10

Kolejna z małych książeczek Schmitta, tym razem napisana w formie dramatu. Akcja rozgrywa się jednego wieczora między francuskim małżeństwem z 15-letnim stażem - Lisą i Gilles'em. Wracają do domu ze szpitala, w którym Gilles dochodził do siebie po tajemniczym wydarzeniu sprzed dwóch tygodni i nadal cierpi na częściową amnezję. Lisa próbuje mu przywrócić jego tożsamość, przypomnieć jaki był. Ale czy na pewno Gilles nic nie pamięta? I czy na pewno Lisa jest wobec niego absolutnie szczera? Jak zmienił się ich związek przez te 15 lat? Gilles jest autorem książki pod tytułem "Małe zbrodnie małżeńskie", w której wygłasza teorię, że małżonkowie to dwójka walczących ze sobą i światem morderców...

Odsetek wolt i zwrotów akcji wyjątkowo wysoki jak na objętość książeczki. Może się nawet znudzić, bo przyzwyczajamy się, że za chwilę znów okaże się, że jednak nie jest tak, jak już zaczęliśmy podejrzewać że jest. Z racji niewielkiego czasu jaki tej książce się poświęca, można ją przeczytać, chociaż przyznaję, że nie poruszyła ani nie wzruszyła mnie specjalnie. Ale może małżeństwa z długim stażem odnajdą więcej z siebie w postaciach Lisy i Gilles'a.

 

 
"Liczy się każda sekunda" Lance Armstrong
8/10

Tę książkę Lance Armstrong napisał gdy zakończył już walkę z rakiem (parę lat wcześniej wykryto u niego raka jądra z przerzutami do głowy i płuc - wówczas nie dawano mu wielkich szans na przeżycie). Samej walce poświęcił swą inną książkę. Teraz pisze jak żyje po tym, gdy otrzymał dar powtórnego życia. Gdy uświadomił sobie wartość życia i cenność każdej chwili. Dla Armstronga takim dowodem na to, że pokonał raka i jednocześnie motywacją był start w Tour de France - najbardziej wymagającym wyścigu kolarskim. Gdzie liczy się każda sekunda zbierana jedna do drugiej przez cały wyścig. Wygrywa, dając tym samym milionom chorych dowód, że można tę walkę wygrać. A potem ten sukces powtarza kilkakrotnie (książka kończy się w 2003 roku gdy zdobywa piąte zwycięstwo w wyścigu, a wiemy że na tym nie poprzestał).

Lance pisze lekkim językiem, choć czasem bywa trochę chaotyczny. Przedstawia fascynujące kulisy przygotowań i układania strategii podczas wyścigu, który jest jak grupowa partia szachów, tylko w innym tempie. Podkreśla jak wielką rolę odgrywa w nim praca zespołu, w której nie ma miejsca na indywidualne ambicje, a wszystko musi być podporządkowane jednemu celowi - wygranej lidera. Opisuje każdy z wygranych wyścigów, jego dramatyczne i zabawne momenty..

Parę lat zajmuje mu też ciągłe udowadnianie komisji antydopingowej, że nigdy nie brał żadnych dopalaczy. Ale Francuzi nie tylko nie mogą pogodzić się z faktem, że ich narodowy wyścig wygrywa Amerykanin, ale i ciągle twierdzą, że coś bierze, tylko nie udaje się tego wykryć, bo przecież taka wydolność organizmu nie jest możliwa... Może po prostu nie wiedzą ile, prócz naturalnych predyspozycji, wkłada pracy i morderczych przygotowań w każdy z wyścigów, nie mając przerw pozasezonowych jak inni zawodnicy, wjeżdżając zimą kilkakrotnie w ciągu dnia na najwyższe alpejskie drogi i wzniesienia..

Z jednej strony Armstrong pisze, że rak był najwspanialszą rzeczą jaka mu się przydarzyła, bo tak go zmieniła. Z drugiej - ciągle mam wrażenie że jest takim amerykańskim golden boy'em, który niewiele z tej lekcji zrozumiał i nie docenia tego, co otrzymał. Poraziło mnie jak niesamowitą miał żonę. Stosunkowo niewiele o niej wiele, ale to co pisze wskazuje na jej niezwykłą życiową mądrość, dojrzałość, wyrozumiałość i wiarę. A mimo to gdy Lance kończy książkę nie potrafią się już porozumieć. Ciekawa jestem czy potem zmądrzał.

Dla każdego, kto kiedykolwiek interesował się jakimkolwiek wyścigiem kolarskim - godna polecenia, wciągająca lektura.

 

 
"Jeszcze raz Prowansja" Peter Mayle
8/10

Tym razem Mayle wraca do Prowansji po... 4 latach pobytu w Stanach Zjednoczonych. Nie wspomina po co tam pojechał, ale decyzja wydaje się trochę dziwna po tym, jak zachwycał się tym rejonem Francji i jak dobrze tam się czuł.

W porównaniu z "Rokiem w Prowansji" pisanym 11 lat wcześniej, tym razem autor głębiej wchodzi w opisywane historie. Jeździ po regionie, zachwyca się miejscową kuchnią, opisuje zasłyszane opowieści, ustosunkowuje się do zagranicznych artykułów przedstawiających fałszywy obraz Prowansji i jednocześnie sam poleca najlepsze znane mu miejsca i wyroby. Stwarza swoją idealną wioskę jako zlepek rzeczy które mu się w okolicy podobały, opisuje Marsylię, szkołę perfumeryjną dla dzieci ociemniałych, tłocznię oliwek, targi truflowe czy próby tworzenia pięknych ogrodów na tak trudnych ziemiach. Szuka przyczyn dobrego zdrowia i samopoczucia prowansalczyków. Pocieszające jest, że przez te kilkanaście lat to, co najlepsze w Prowansji - zostało niezmienione.

PS pod koniec lektury zauważyłam, że coś za często ostatnio jem. Muszę skończyć książki pana Mayle'a, bo przy jego opisach posiłków czy choćby zwykłej oliwy nie można pozostać niewzruszonym ;)

 

 
"Zawsze Prowansja " Peter Mayle
7/10

Kolejna po "Roku w Prowansji" książka Anglika, który wybrał sobie nowe miejsce do życia. Z równym dowcipem i świetnym darem obserwacji przybliża nam ten francuski region. Znów pojawiają się wątki świetnego jedzenia, zbierania trufli, pośredników nieruchomości... w drugiej połowie książki tempo nieco spada, warto jednak przeczytać ją w całości i... sięgnąć po kolejną :)

 

 
"Numer 10" Sue Townsend
7/10

Pamiętacie "Sekretny dziennik Adriana Mole, lat 13 i 3/4"? Najpierw był serial (byłam wtedy niemal rówieśniczką Adriana), a dopiero parę lat temu przeczytałam w oryginale wszystkie książki Sue Townsend o Adrianie Mole od czasów wczesnomłodzieńczych po dorosłość. To w lekturze odkryłam prócz sercowych rozsterek Adriana również ostrą satyrę na sytuację polityczną w Wielkiej Brytanii lat 1980.

Ten ostry język Townsend demonstruje też w swej nowej książce. W "Numerze 10" w bezceremonialny sposób kpi sobie z premiera Tony'ego Blaira (w postaci Edwarda Clare) i jego rodziny. Clare zostaje oskarżony o to, że utracił kontakt z realnym światem, nie wie nawet ile kosztuje butelka mleka. Chcąc tę sytuację odmienić postanawia udać się w przebraniu na poznawanie swego własnego kraju. W przebraniu jako niezwykle kobieca Edwina. Towarzyszy mu gliniarz w cywilu Jack Sprat, praworządny, solidny, ale i znający ciemne strony życia biedniejszych obywateli (jako wyrodna policyjna czarna owca w przestępczej rodzinie z tradycjami). Każdy z nich coś w tej podróży odkryje, a i my dzięki nim poznamy trochę bliżej problemy wyspiarzy. Historia sama w sobie jest niewiarygodna, ale zabawna, z trafnymi odniesieniami do współczesnych bolączek Brytyjczyków. Dobrze się to czyta. Jeśli ktoś lubił klimat książek o Adrianie Mole - tu go z pewnością odnajdzie. Swoją drogą ciekawa jestem jak premier Blair i jego żona znieśli tę książkę...;)

 

 
"Rok w Prowansji" Peter Mayle
9/10

Rok z życia angielskiego małżeństwa, które postanowiło się przenieść w uroczy prowansalski region Francji i kupić tam dom. To moja pierwsza książka z tej serii, ale z kontekstu wynika iż nie są to ich początki w Prowansji. Autorowi zależy przede wszystkim na opisaniu zmieniających się pór roku, ich różnorodności, miejscowych zwyczajów i zabaw, sposobu pracy (mieli cierpliwość do tych ekip remontowych...;) i zamiłowania kulinarnego. Wielokrotnie przy lekturze wspominałam sobie ten kraj, z uśmiechem mówiąc "cała Francja..." i zaraz pędziłam przygotować coś dobrego do jedzenia ;)

Mayle jest świetnym obserwatorem, pisze lekko, z cudownie ironicznym poczuciem humoru i angielskim stoickim spokojem. Dla naszych bohaterów pieniądze najwidoczniej nie stanowią problemu. Mogą nie tylko spokojnie żyć nie pracując, ale zatrudniając do pracy innych, a sami korzystają z życia i jego przyjemności. Hmm... w sumie nie wiem w jakim są wieku, ale tak powinno wyglądać życie na emeryturze..:) Książkę polecam, a sama idę się rozglądać za kolejnymi tomami :) O niebo francuskie lepsze od "Pod słońcem Toskanii" pani Mayes (coż za podobieństwo nazwisk..:)

 

 
"Gdzie przykazań brak dziesięciu" Joe Alex
8/10

A to druga z niżej wspomnianych. Tym razem Joe Alex udaje się ze swą narzeczoną Karoliną Beacon do Mandalay - posiadłości jej dziadka Johna Somerville leżącej w Devon. Dziadkowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, a po posiadłości oczywiście kręci się parę osób, z których każda, łącznie z wiernym hinduskim sługą Chandą, miałaby powód by go zabić. Mimo przedsięwzięcia wszelkich środków ostrożności stary generał ginie w niewytłumaczalny sposób... Joe Alex pierwszy raz zawiódł i teraz musi ostatecznie rozstrzygnąć kto jest winnym, a wobec kogo oskarżenia są niesłuszne...

Rozwiązanie bardzo nieprawdopodobne, ale całość dobrze się czyta.

 

 
"Cichym ścigałam go lotem" Joe Alex
7/10

Kolejne po Muminkach wspomnienie młodości ;) W późnej podstawówce zaczytywałam się różnymi kryminałami, również polskimi, a Joe Alex należał wówczas do najlepszych :) Kiedy więc ujrzałam w kiosku niedrogie wznowienia jego powieści, dwie od razu nabyłam :)

Jeden dom, dwóch braci z żonami, sekretarz, pokojówka, ćmy i tajemnicze morderstwo mające być samobójstwem. Kto zabił i dlaczego? Mordercą musiał być ktoś z obecnych, tylko jak go zdemaskować? Nieugięty Joe Alex oczywiście da radę rozwiązać tę zagadkę logiką i małym podstępem. W archiwach pamięci gdzieś mi się kołatała właściwa odpowiedź, co jednak nie zepsuło przyjemności wakacyjnej lektury. Nadal uważam, że Joe Alex był jednym z najlepszych polskich autorów kryminałów.

 

 
"Intymna teoria względności" Janusz Leon Wiśniewski
6/10

Zbiór felietonów pisanych przez Wiśniewskiego na łamach miesięcznika "Pani" w latach 2004-2005. O tym jak wszystko jest względne, a zwłaszcza przekazywana prawda i że nie możemy oceniać kogoś jedynie po jego czynach, nie znając jego motywacji i uwarunkowań, bo będzie to ocena krzywdząca. Wiele przykładów, najczęściej gorzkich i smutnych, ale wszystkich prawdziwych jak zapewnia autor. Historii mówiących o tym jak ktoś odebrał sobie życie, albo mu zostało odebrane, historii różnych wymiarów miłości - między małżonkami, kochankami, miłości matki, ojca, brata czy siostry. Historii, które zostały opowiedziane autorowi przez samych bohaterów. Uzupełnione wyjaśnieniami reakcji organizmu z poziomu chemii i biochemii oraz przykładami względności oceny tego, co dobre i przydatne a co złe i szkodliwe na przykładzie historii wprowadzania i upowszechniania heroiny oraz... aspiryny. Wiśniewski, będący naukowcem, lubi przybliżać czytelnikom ciekawostki ze swego "podwórka".

Lektura starcza raptem na parę godzin - na objętość książki "pracuje" grubszy papier i ilustracje. Polecam zwłaszcza tym, którzy uważają że człowiek jest tylko takim, jak widzą go inni. Dla uświadomienia sobie jak bardzo jest to względne.

PS a o "S@motności w sieci" tegoż autora pisałam 2 lata temu.

 

 
"Pociągi pod specjalnym nadzorem" Bohumil Hrabal
8/10

Mała stacyjka, przez którą przetaczają sie niemieckie pociągi pod specjalnym nadzorem, czasy wojny. Młody, niedoświadczony Miłosz, frywolne zabawy w pieczątkowaniem kobiecych pośladków.. ale gdy przyjdzie pora na pokazanie męstwa, spośród wszystkich pracowników stacji ten właśnie młokos okaże się największym bohaterem...

Podobnie jak "Postrzyżyny", również to krótkie opowiadanie zekranizowal Jiri Menzel, doskonale oddając ducha Hrabala, nadając opowieści nawet więcej dramatyzmu.

 

 
"Ciekawe czasy" Terry Pratchett
7/10

Bohaterowie Świata Dysku tym razem wszyscy trafiają na drugi koniec świata, gdzie jest Wielki Mur i wielkie cesarstwo. Akurat tym razem trzymał w miarę wyrównany poziom przez całą książkę, a nie tylko do połowy :) Miłośnikom Azji i wschodnich kultur spodoba się tym bardziej.

 

 
"Postrzyżyny" Bohumil Hrabal
7/10

Dobra do poduszki. Ile razy zaczynałam czytać, nieodmiennie zasypiałam po paru stronach ;) Ale może to dlatego, że tak działają na wyobraźnię szczegółowe opisy drobiazgów z codziennego życia Nymburka - niewielkiego czeskiego miasteczka z pierwszego trzydziestolecia XX w. Po prostu się odpływa. Dla uzupełnienia lektury polecam koniecznie ekranizację Menzla (zobacz Postrzyżyny w filmach obejrzanych) - podkreśla mocne strony Hrabala, pomija słabsze.

 

 
"Opowiadania z Doliny Muminków"
8/10

Jako dziecko nie lubiłam Muminków. Pamiętam je z dobranocek i z niedzielnych poranków w kinie. Dziwiłam się jak dzieciaki mogą lubić takie koszmarne postacie i historie, których ja po prostu się bałam. Nie znałam ich w wersji pisanej. Dopiero parę lat temu z okazji uczenia kuzyna-cudzoziemca czytania po polsku wpadły mi w ręce krótkie opowiadania o Muminkach. I zupełnie zaskoczyły, bo znalazłam w nich więcej głębi i mądrości niż się spodziewałam. Teraz postanowiłam je sobie przypomnieć, bo chociaż wtedy przeczytałam parę książek z tej serii, to "Opowiadania z Doliny.." podobały mi się najbardziej. Nie są równe, ale dla historii o Paszczaku, który kochał ciszę oraz o Filifionce, która bała się katastrof, warto do nich sięgnąć.

 

 
"Rozbuchana wyobraźnia Olivii Joules" Helen Fielding
3/10

No dobra, w końcu są wakacje ;) A tytuł lojalnie uprzedza, że żadne zasady logiki nie obowiązują i wszystko jest możliwe. Twórczyni postaci Bridget Jones tym razem mniej się wysiliła - nie ma tu już trafnych obserwacji społecznych, nie ma nawet towarzyszącego Bridget humoru. Jest za to wiele nieprawdopodobnych historii - Olivia jako felietonistka kobiecego pisma marzy o bardziej ambitnych zadaniach. Wysłana zagranicę wplątuje się w międzynarodową aferę, której tropy jedynie ona odnajduje - wysadzanie statków, terrorystów powiązanych z Bin Ladenem, szmugiel narkotyków i dwóch przystojnych mężczyzn po różnych stronach barykady, którzy tracą dla niej głowę.

No, ale wszystko dobrze się kończy i można zapomnieć o lekturze :) Stephanie Plum z książek Janet Evanovich (patrz rok 2004) była jednak i bardziej wiarygodna i bardziej zabawna.

 

 
"Wszystkie języki świata" Zbigniew Mentzel
7/10

Leszek Kołakowski dał słowo, że to jest dobra książka. No to kupiłam, mówiąc sobie w duchu, że jak mi się nie spodoba to pretensje tylko do Pana Profesora.

Akcja powieści dzieje się w ciągu jednego dnia w Warszawie, pod sam koniec XX w. Ale w ciągu tego jednego dnia bohater przypomina sobie różne momenty z życia swego i swych rodziców, ich wzajemnych relacji, wszystko wpisując w obraz Polski drugiej połowy XX w. A do tego zastanawia się nad językami, ich różnorodnością i istotą oraz czemu mimo prób nie udało mu się ich nauczyć. Puenta skojarzyła mi się z pewną fraszką Leca "żeby być sobą trzeba być kimś", ale to całkiem luźne skojarzenie ;)

PS A, pretensji do Pana Profesora nie mam :)

 

 
"Blondynka śpiewa w Ukajali. Nowe przygody w Ameryce Południowej" Beata Pawlikowska
7/10

Ta książka o Blondynce podobała mi się bardziej niż "Blondynka u szamana", zapewne dlatego, że bliżej była normalnego, zrozumiałego świata, a jednocześnie świata bardzo ciekawego. Beata Pawlikowska jedzie z peruwiańskiej Limy przez Andy i dalej rzeką Ukajali (strasznie zanieczyszczoną) do położonego nad Amazonką Iquitos. Ale oczywiście zamiast wybrać najkrótszą podróż awionetką czy autobusami do miejsca docelowego, wybiera środki znacznie bardziej "interesujące". Po drodze opisuje miejscowe zwyczaje mieszkańców Ameryki Południowej, mijane miejscowości, rzeki, statki, zbiera lokalne przepisy (ich spis pod koniec książki) i przytacza relacje historyczne pierwszych odkrywców Amazonii.

Polecam, nie tylko miłośnikom tego regionu :) Jedyny zarzut, to wrażenie, że autorka nadmiernie dramatyzuje i ze szczegółami opisuje nawet jak nic specjalnie się nie dzieje. No ale w końcu jak tu pasjonująco opisywać świat gdy się czeka całymi dniami na statek albo potem tym statkiem płynie? ;)

 

 
"Blondynka u szamana. Magiczna wyprawa do świata amazońskich Indian" Beata Pawlikowska
6/10

Beatę Pawlikowską znałam głównie z jej radiowych opowieści o dżungli czy prognozy pogody w lokalnej TVP. Po lekturze Gringo wśród dzikich plemion Wojtka Cejrowskiego stwierdziłam, że ciekawie byłoby sprawdzić jak podróże po dżungli wyglądają z jej punktu widzenia. Z dwóch wymienionych tu książek o blondynce "Blondynka u szamana" (którą czytałam jako pierwszą) jest chronologicznie drugą - zaczyna się tam, gdzie kończy się "Blondynka śpiewa w Ukajali" - w Iquitos, z którego Beata Pawlikowska wyrusza w głąb prawdziwej dżungli.

Na początku zadziwiało mnie w tej książce jak bardzo roztrzepana autorka zdarza się być, jak nierozważna, nieprzewidująca... a zaraz potem uderzyło coś innego - niesamowita intuicja, zawierzanie jakimś pierwotnym, głęboko ukrytym instynktom, które w nas, ludziach cywilizacji już dawno zaginęły. Od połowy książka staje się niemal metafizyczna, trudniej zrozumiała, bo autorce przydarzają się rzeczy, których sama do końca nie rozumie, może je tylko opisać. Okazuje się że potrafi się obronić przed próbami uśmiercenia jej przez złe moce, potrafi rzucać tsentsaki i leczyć czy uchronić innych przed urokami. Niewiarygodne, nie wiem czy jakikolwiek inny biały dotarł tak daleko i tak głęboko pomiędzy Indian, żeby został tak prawdziwie przyjęty jak swój, a nawet więcej, bo obdarzony pełnym szacunkiem i czcią. W Blondynce jest kawałek indiańskiej duszy i jej podróże w dżunglę są o wiele bardziej duchowe i magiczne niż podróże Wojtka Cejrowskiego, choć on z kolei mniej szczegółowo, za to zabawniej je opisuje.

PS książkę wydał National Geographic. W wersji kieszonkowej w miękkiej oprawie zamiast zdjęć z wydania albumowego ilustracjami są małe, niemal dziecinne rysuneczki autorki.

 

 
"Wygrać życie" Kamil Durczok
7/10

Znany dziennikarz "Wiadomości" o nowotworze dowiedział się zupełnie przypadkiem, gdy przygotowywał się do wyścigu "Paryż-Dakar". Człowiek sukcesu, młody, zdrowy jak koń, pełen planów na przyszłość. Nigdy nie wiadomo kogo to spotka. I jak go zmieni. Nowotwór nietypowy, rzadko spotykany, groźny, na szczęście wykryty we wczesnym stadium. W książce opisuje jak to przyjął, jak reagowała żona, jak z tym walczyli, jak zaczął doceniać chwile spędzone z synem...

Rodziny, które dotyka choroba nowotworowa, zaczynają szukać wszystkich możliwych informacji: o rokowaniach, o leczeniu, o tym jak pomóc, od tych którzy już przez to przeszli pomyślnie. Dobrze, że ostatnio coraz więcej mówi się o raku, że osoby których dotyka i ich bliscy mogą znaleźć wsparcie, dzielić się emocjami, doświadczeniem. Mnie ta książka trochę przygnębiła zamiast dawać siły. Mam wrażenie, że pan Kamil nie do końca chciał dopuścić do siebie bliskość śmierci, jakby uważał że przynależy do jakiejś lepszej grupy, tych którzy mają szanse wyjść z choroby. Tych, którym medycyna już szans nie daje lepiej nawet nie oglądać, zamknąć oczy i zapomnieć że są... Zabrakło mi trochę głębszej refleksji nad życiem.

Zgadzam się z nim, że każdy chory inny rodzaj wiadomości o swym stanie i chorobie potrzebuje, a dobry onkolog jest jednocześnie dobrym psychologiem (jak pan profesor, który go leczył) i potrafi zastosować odpowiednią dawkę wiedzy, aby pacjenta zmobilizować do walki. Mało znalazłam porad dotyczących samej terapii czy wspomagania leczenia, ale jedną zapamiętałam - żeby nie stosować samodzielnie żadnych alternatywnych ziołowych terapii bez wiedzy lekarzy, bo skorelowane z chemią potrafią zabić.

O nieuleczalnych chorobach i śmierci wolimy nie myśleć, aż okazuje się że to jest tak blisko, dotyka nas lub kogoś bliskiego, a my jesteśmy bezradni. Jest to strasznie ciężkie, teraz już wiem, nie tylko z książek.

 

 
"Heban" Ryszard Kapuściński

Fascynująca podróż po Afryce, jakiej nie oglądają turyści. Pokazująca jak bardzo zróżnicowany jest to kontynent, przybliżający nam historię poszczególnych krajów, dramatyczne wydarzenia jakie miały tam miejsce zwłaszcza w XX wieku, wieku odzyskiwania niepodległości po epoce kolonializmu i tworzenia się tożsamości narodowych. Każdy rozdział poświęcony jest innemu krajowi. Poznajemy historię i mieszkańców m.in. Ghany, Zanzibaru, Ugandy, Sudanu, Etiopii, Liberii, Tanganiki czy walczących w Ruandzie kast Tutsi i Hutu. Spojrzenie reportera "od środka", który żył pośród Afrykańczyków, poznającego przez 40 lat swych afrykańskich wypraw obyczaje i mentalność tambylców. Prezentuje powszechny głód, biedę oraz okrutne wojny i to jak kraje bogatsze nieudolnie próbują temu zaradzić. Bo czy można pomóc Afryce? Kapuściński, mimo swego umiłowania do tego kontynentu, zdaje się w to nie wierzyć...

"Heban" to zbiór reportaży, do których można sięgać wielokrotnie, zwłaszcza że przez nie niemal namacalnie czuje się Afrykę.. Sam autor twierdzi, że nie sposób opisać tak złożonego kontynentu, można co najwyżej opisać niektóre osoby czy wydarzenia. Ale jeśli jest to zrobione z tak herodotowską rzetelnością i ciekawością świata jaką prezentuje Kapuściński, to można stwierdzić, że to niewykonalne zadanie mu się udało. Lektura obowiązkowa.

 

 
"Cesarz" Ryszard Kapuściński

Najkrócej można by określić "Cesarza" jako uniwersalne studium władzy. W tym przypadku władzy cesarskiej w Etiopii cesarza Hajle Sellasje, koronowanego w 1930 i zdetronizowanego dopiero w 1974 roku (zmarłego rok później). Cesarza, który przez lata władzy doprowadził swój kraj na skraj ruiny. Kapuściński, docierając do zachowujących anonimowość współpracowników Sellasje, odtwarza rytuał jego dnia, zwyczaje panujące w pałacu i obowiązki poszczególnych podwładnych. Pokazuje nam mechanizmy sprawowania władzy, walkę zaufanych cesarza o dostęp do jego "ucha", zasady rozdawania przywilejów i rodzinnego z nich korzystania.

Opowiada o wielkich bogactwach, pałacach utrzymywanych przez cały rok po to tylko, by przez jedną noc mogły gościć cesarza, gdyby ten zechciał udać się w podróż po kraju. Przedstawia też wielką nędzę Etiopii, śmierci głodowe którym można było zapobiec i pomoc z zewnątrz, nie trafiającą do potrzebujących, ale przechwytywaną przez armię. Poznajemy historię dyktatora - jego świetności, ale i upadku.

Zadziwiające, że po 30 latach od śmierci Sellasje młodzi ludzie tworzą jego fan cluby, a rastafarianie (od imienia Ras Tafari - późniejszego cesarza Sellasje) nadal uznają go za.. Boga, który ma zjednoczyć czarny naród wybrany i wyprowadzić z powrotem do Afryki jako ziemi obiecanej. Jednym z jego najbardziej znanych wyznawców i popularyzatorów poprzez swą muzykę był... Bob Marley.

 

 
"Podróże z Herodotem" Ryszard Kapuściński
8/10

Wstyd przyznać, ale to dopiero pierwsza moja książka Kapuścińskiego. I podobno jak na niego książka nietypowa, a nawet niektórzy zarzucają że nudnawa. A mi się podobała.

Kapuściński przeplata w niej relacje ze swych podróży - zaczynając od pierwszych w latach 1950. do Indii i Chin a na Afryce kończąc - fragmentami "Dziejów" Herodota. Autor jest zafascynowany tym żyjącym cztery wieki przed Chrystusem podróżnikiem, odkrywcą, historykiem i geografem jak byśmy go teraz zaszeregowali. W czasach gdy tradycja jest jedynie przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenia, podejmuje się spisania historii całego znanego mu świata. Spisuje zasłyszane historie udając się w najdalsze zakątki, ale spisuje bardzo krytycznie, starając się weryfikować, sprawdzać na miejscu ich prawdziwość i znajdując potwierdzenie w podobnych opowieściach innych osób. Jest w nim niewiarygodna ciekawość świata i otwartość na ludzi. A jednocześnie odwaga nieustraszonego, który podejmuje się rzeczy zdawałoby się niemożliwej - opisania nie tylko zastanego świata, zwyczajów różnych plemion, ale spisania całych ich dziejów tak daleko jak sięga zbiorowa pamięć narodów.

"Dzieje" Herodota towarzyszą Kapuścińskiemu przez wiele lat, lubi do nich wracać i zagłębiać się w lekturze o odległych czasach, zwłaszcza gdy codzienność jest niezbyt optymistyczna. Cytuje i nam obszerne fragmenty, dzięki którym poznajemy zarys opowiedzianej historii Herodota, historii rozwoju państwa perskiego przede wszystkim. Przybliża i tłumaczy, tak aby Herodot stał się zrozumiały nawet dla laika nieznającego historii.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Herodot stał się dla autora wzorem do naśladowania - wzorem rzetelnego reportera, który próbuje dociec prawdy, przekazać i zachować to, co odkrywa, ciekawego, życzliwego ludziom, obiektywnego, nie osądzającego. Mam zamiar poznać jego pozostałe książki, również dlatego, że spodobało mi się jego pragnienie przekraczania granic, ciekawość jak żyją inni, podejście do ludzi i pytania jakie stawia gdy próbuje sobie wyobrazić jak coś się wydarzyło. A wierzę, że mając Herodota za wzór - będzie to lektura pasjonująca i wzbogacająca.

 

 
"Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" Eric-Emmanuel Schmitt
7/10

Najpierw zobaczyłam film, ciepłą opowieść o przyjaźni starego sklepikarza Ibrahima zwanego Arabem (Omar Shariff) i młodego żydowskiego chłopca Momo. Spodobał mi się na tyle, że sięgnęłam i po książkę.

W tej jak zwykle u Schmitta niewielkiej książeczce, autor stara się powiedzieć to, co najistotniejsze. Stary Ibrahim przekazuje małemu chłopcu życiową mądrość, cytując obcy jego żydowskiej religii Koran. Uczy go wiary w siebie, tolerancji i tego, że sam może decydować o swoim losie, może być szczęśliwy. Uczy dostrzegania wokół piękna i cieszenia się drobiazgami, uczy dobrego życia. Starczyłoby na o wiele grubszą powieść. Zajrzyjcie do niej, zanim Schmitt stanie się modny..

PS dopisek z września - za późno, Schmitt już jest modny ;) jest już polski film o Oskarku (którego spopularyzowała nasza pływaczka Otylka), jest i kolejna książka tego autora, tym razem o zbrodniach małżeńskich...

 

 
"Pamięć i tożsamość" Jan Paweł II

W tych smutnych dniach po odejściu Ojca Świętego przeczytałam Jego ostatnią książkę. Śledząc powtórki z Jego różnych wypowiedzi na przestrzeni całego pontyfikatu dopiero przez książkę zrozumiałam jak bardzo konsekwentne i spójne było to, co głosił.. elementy tego w różnych latach i w różnym stopniu do mnie docierały, teraz dopiero spojrzałam na to jako na całość, plan i przemyślaną drogę. "Nie ma wolności bez prawdy", "pamięć tworzy tożsamość narodu", "miarę złu wyznacza miłosierdzie Boże".. a cierpienie budzi miłość, skłania do wyzbycia sie egoizmu i pochylenia nad cierpiącym.. - o tym nam mówił i o tym przypomina też w swej ostatniej książce. Nie jest to może łatwa lektura, ale warto ją poznać.

Książka, oprócz filozoficznych definicji pojęć takich jak ojczyzna, naród, patriotyzm daje też podsumowanie historii Europy i Polski, od czasów Mojżesza, poprzez ewangelizację rozprzestrzeniającą się na wszystkie kontynenty, po czasy współczesne. Mówi o Kościele od jego początków i o roli Chrystusa i Maryi w Boskim planie.

Podkreśla, że w krajach naszego regionu Kościół miał za zadanie m.in. budzić narody do odważnego stawania w obronie swojej tożsamości, zwłaszcza narody, które poznały niszczycielską siłę nazizmu i komunizmu. Taką misję miał też Papież-Polak, wyrastający głęboko z polskiego dziedzictwa, dający na każdym kroku wyraz swemu patriotyzmowi i umiłowaniu Ojczyzny. W tej książce, tłumaczonej na wiele języków, szerzy też wiedzę o naszym dorobku kulturowym, o najistotniejszych wydarzeniach z naszej historii, jest dumny z tego, że jest Polakiem, tak jak Polacy dumni są z Niego.

Zakończenie to relacja Papieża i abpa Dziwisza z wydarzeń z dnia zamachu 13 maja 1981 r. i późniejszego spotkania z Ali Agcą. Tego zawodowego zabójcę zainteresowała jedynie jedna myśl - co to była za tajemnica fatimska i siła, która sprawiła że perfekcyjnie wyprowadzona kula, która miała zabić jednak nie zabiła...

 

 
"Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map" Allan i Barbara Pease
8/10

Tę książkę przeglądałam parę lat temu i wtedy to nabrałam ochoty na jej przeczytanie. Niestety, nakład rozszedł się dość szybko, a wznowienie udało mi się znaleźć dopiero w tym roku. Przy niej Dlaczego mężczyźni kłamią, a kobiety płaczą tych samych autorów wydają się być wtórną pozycją, powtarzającą te same zagadnienia różnic między płciami - ale co się dziwić, w końcu powstała po sukcesie niniejszej.

Możemy się z niej dowiedzieć skąd biorą się kłopoty kobiet z parkowaniem i czytaniem map, dlaczego panie lubią mówić i mówią nie wprost, albo dlaczego panowie tak nie lubią porad i wolą rywlizować niż współpracować, nie dostrzegają szczegółów, nie słuchają i unikają zobowiązań. Pouczająca, a jednocześnie przyjemna i zabawna lektura :)

 

 
"Oskar i Pani Róża" Eric-Emmanuel Schmitt
8/10

Porównują go do Małego Księcia, mówiąc że prawdziwszy i mniej ckliwy. Umierający 10-letni chłopiec i opiekująca się nim starsza Pani Róża, która nakłania go aby zaczął pisać listy do Pana Boga. Oskar w Boga nie wierzy, ale zaczyna pisać, prosząc aby go odwiedził. Pisze, opowiada co mu się przydarzło, a jednocześnie w tych ostatnich swoich dniach przeżywa całe swoje życie, starając się je przeżyć jak najpełniej, ucząc i nas jak należy żyć i jak cenić ten dar życia jaki otrzymaliśmy. Piękna książka, choć trochę za krótka.. jak i życie Oskarka..

Autor napisał też równie króciutką książeczkę "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" - widziałam niedawno jej ekranizację z Omarem Sharifem w tytułowej roli. Tam z kolei starszy mężczyzna, uznawany za Araba przekazuje małemu żydowskiemu chłopcu mądrości zaczerpnięte z Koranu. Ponadczasowy i ponadreligijny przekaz o tym, co jest w życiu najistotniejsze, w sumie podobnie jak i w "Oskarze..".

 

 
"Achaja (tom III)" Andrzej Ziemiański
4/10

Oj, tym razem było ciężko, z trzy miesiące męczyłam ten tom (przypominam, że pierwszy mi jakieś 2 dni zajął...). Biorąc pod uwagę, że za szybko zapominam czytane książki, to nie pamiętałam już dokładnie kto z kim i przeciw komu wyruszył na wojnę. A od pierwszych stron do prawie końca towarzyszą nam sceny bitew, rozgrywek taktycznych i strategicznych w wielkej wojnie Arkach i innych sprzymierzonych przeciwko Luan. Nuda panie. W akcji dominuje Achaja, pozostali bohaterowie wprowadzani w tomie pierwszym zeszli do postaci marginalnych, pojawiają się gdzieś pod koniec przed wielkim finałem, ale wszystko to nie ma już składu, sensu i głębszego przesłania. Niby nawiązania do historii współczesnej, niby zagłada świata, który nigdy już nie będzie taki sam od czasu jak wynaleziono broń palną, ale szyte bardzo grubymi nićmi.

Pojawiają się wszyscy zapomniani bohaterowie, żeby pokazać jak potoczył się i dokonał ich los, wraca Wirus który ma doprowadzić do spotkania dwóch czarowników, a samo spotkanie przebiega tak, że można go przeoczyć (hmm... a po co ono właściwie było??). Wiarygodność i logika postępowania bohaterów spada do zera (np. Sirius się nagle ze wzajemnością zakochuje w Achai, acz długo to nie trwa bo ginie, Achaja tuli po śmierci Zaana bo ceniła go jako prawdziwego mężczyznę..). Nie podobało mi się, nic na to nie poradzę. Jakby autorowi zabrakło pomysłów co zrobić z tak rozpętaną historią i łatał czym i jak mógł. I jeszcze sobie jakąś furtkę zostawił na wypadek gdyby chciał kontynuować sagę.. Rozczarowało mnie to zakończenie tak fajnie się zapowiadającej trylogii (patrz Achaja tom I, Achaja tom II).

 

 

 

Archiwum:
Joanna Lewandowska © 2003-2011