Tomy
przeczytane 2005
skala:
od
do 
Rok 2005 to ciąg dalszy czytelniczych wędrówek
po świecie - Europie, Afryce, Azji, Ameryce Południowej.. Parę
dla zastanowienia nad życiem i trochę mniej ambitnych czytadeł
dla rozrywki.
Zapraszam
również do tomów przeczytanych w innych latach - archiwum w bocznej
kolumnie.
Przerobione:
|
|
| |
"Małe
zbrodnie małżeńskie" Eric-Emmanuel Schmitt |
|
Kolejna z małych książeczek Schmitta, tym
razem napisana w formie dramatu. Akcja rozgrywa się jednego
wieczora między francuskim małżeństwem z 15-letnim stażem
- Lisą i Gilles'em. Wracają do domu ze szpitala, w którym
Gilles dochodził do siebie po tajemniczym wydarzeniu sprzed
dwóch tygodni i nadal cierpi na częściową amnezję. Lisa
próbuje mu przywrócić jego tożsamość, przypomnieć jaki był.
Ale czy na pewno Gilles nic nie pamięta? I czy na pewno
Lisa jest wobec niego absolutnie szczera? Jak zmienił się
ich związek przez te 15 lat? Gilles jest autorem książki
pod tytułem "Małe zbrodnie małżeńskie", w której
wygłasza teorię, że małżonkowie to dwójka walczących ze
sobą i światem morderców...
Odsetek wolt i zwrotów akcji wyjątkowo wysoki jak na objętość
książeczki. Może się nawet znudzić, bo przyzwyczajamy się,
że za chwilę znów okaże się, że jednak nie jest tak, jak
już zaczęliśmy podejrzewać że jest. Z racji niewielkiego
czasu jaki tej książce się poświęca, można ją przeczytać,
chociaż przyznaję, że nie poruszyła ani nie wzruszyła mnie
specjalnie. Ale może małżeństwa z długim stażem odnajdą
więcej z siebie w postaciach Lisy i Gilles'a.
|
|
|
| |
"Liczy
się każda sekunda" Lance Armstrong |
|
Tę książkę Lance Armstrong napisał gdy zakończył
już walkę z rakiem (parę lat wcześniej wykryto u niego raka
jądra z przerzutami do głowy i płuc - wówczas nie dawano
mu wielkich szans na przeżycie). Samej walce poświęcił swą
inną książkę. Teraz pisze jak żyje po tym, gdy otrzymał
dar powtórnego życia. Gdy uświadomił sobie wartość życia
i cenność każdej chwili. Dla Armstronga takim dowodem na
to, że pokonał raka i jednocześnie motywacją był start w
Tour de France - najbardziej wymagającym wyścigu kolarskim.
Gdzie liczy się każda sekunda zbierana jedna do drugiej
przez cały wyścig. Wygrywa, dając tym samym milionom chorych
dowód, że można tę walkę wygrać. A potem ten sukces powtarza
kilkakrotnie (książka kończy się w 2003 roku gdy zdobywa
piąte zwycięstwo w wyścigu, a wiemy że na tym nie poprzestał).
Lance pisze lekkim językiem, choć czasem bywa trochę chaotyczny.
Przedstawia fascynujące kulisy przygotowań i układania strategii
podczas wyścigu, który jest jak grupowa partia szachów,
tylko w innym tempie. Podkreśla jak wielką rolę odgrywa
w nim praca zespołu, w której nie ma miejsca na indywidualne
ambicje, a wszystko musi być podporządkowane jednemu celowi
- wygranej lidera. Opisuje każdy z wygranych wyścigów, jego
dramatyczne i zabawne momenty..
Parę lat zajmuje mu też ciągłe udowadnianie komisji antydopingowej,
że nigdy nie brał żadnych dopalaczy. Ale Francuzi nie tylko
nie mogą pogodzić się z faktem, że ich narodowy wyścig wygrywa
Amerykanin, ale i ciągle twierdzą, że coś bierze, tylko
nie udaje się tego wykryć, bo przecież taka wydolność organizmu
nie jest możliwa... Może po prostu nie wiedzą ile, prócz
naturalnych predyspozycji, wkłada pracy i morderczych przygotowań
w każdy z wyścigów, nie mając przerw pozasezonowych jak
inni zawodnicy, wjeżdżając zimą kilkakrotnie w ciągu dnia
na najwyższe alpejskie drogi i wzniesienia..
Z jednej strony Armstrong pisze, że rak był najwspanialszą
rzeczą jaka mu się przydarzyła, bo tak go zmieniła. Z drugiej
- ciągle mam wrażenie że jest takim amerykańskim golden
boy'em, który niewiele z tej lekcji zrozumiał i nie docenia
tego, co otrzymał. Poraziło mnie jak niesamowitą miał żonę.
Stosunkowo niewiele o niej wiele, ale to co pisze wskazuje
na jej niezwykłą życiową mądrość, dojrzałość, wyrozumiałość
i wiarę. A mimo to gdy Lance kończy książkę nie potrafią
się już porozumieć. Ciekawa jestem czy potem zmądrzał.
Dla każdego, kto kiedykolwiek interesował się jakimkolwiek
wyścigiem kolarskim - godna polecenia, wciągająca lektura.
|
|
|
| |
"Jeszcze
raz Prowansja" Peter Mayle |
|
Tym razem Mayle wraca do Prowansji po...
4 latach pobytu w Stanach Zjednoczonych. Nie wspomina po
co tam pojechał, ale decyzja wydaje się trochę dziwna po
tym, jak zachwycał się tym rejonem Francji i jak dobrze
tam się czuł.
W porównaniu z "Rokiem
w Prowansji" pisanym 11 lat wcześniej,
tym razem autor głębiej wchodzi w opisywane historie. Jeździ
po regionie, zachwyca się miejscową kuchnią, opisuje zasłyszane
opowieści, ustosunkowuje się do zagranicznych artykułów
przedstawiających fałszywy obraz Prowansji i jednocześnie
sam poleca najlepsze znane mu miejsca i wyroby. Stwarza
swoją idealną wioskę jako zlepek rzeczy które mu się w okolicy
podobały, opisuje Marsylię, szkołę perfumeryjną dla dzieci
ociemniałych, tłocznię oliwek, targi truflowe czy próby
tworzenia pięknych ogrodów na tak trudnych ziemiach. Szuka
przyczyn dobrego zdrowia i samopoczucia prowansalczyków.
Pocieszające jest, że przez te kilkanaście lat to, co najlepsze
w Prowansji - zostało niezmienione.
PS pod koniec lektury zauważyłam, że coś za często ostatnio
jem. Muszę skończyć książki pana Mayle'a, bo przy jego opisach
posiłków czy choćby zwykłej oliwy nie można pozostać niewzruszonym
;)
|
|
|
| |
"Zawsze
Prowansja " Peter Mayle |
|
Kolejna po "Roku
w Prowansji" książka Anglika, który wybrał
sobie nowe miejsce do życia. Z równym dowcipem i świetnym
darem obserwacji przybliża nam ten francuski region. Znów
pojawiają się wątki świetnego jedzenia, zbierania trufli,
pośredników nieruchomości... w drugiej połowie książki tempo
nieco spada, warto jednak przeczytać ją w całości i... sięgnąć
po kolejną :)
|
|
|
| |
|
|
|
Pamiętacie "Sekretny dziennik Adriana
Mole, lat 13 i 3/4"? Najpierw był serial (byłam wtedy
niemal rówieśniczką Adriana), a dopiero parę lat temu przeczytałam
w oryginale wszystkie książki Sue Townsend o Adrianie Mole
od czasów wczesnomłodzieńczych po dorosłość. To w lekturze
odkryłam prócz sercowych rozsterek Adriana również ostrą
satyrę na sytuację polityczną w Wielkiej Brytanii lat 1980.
Ten ostry język Townsend demonstruje też w swej nowej książce.
W "Numerze 10" w bezceremonialny sposób kpi sobie
z premiera Tony'ego Blaira (w postaci Edwarda Clare) i jego
rodziny. Clare zostaje oskarżony o to, że utracił kontakt
z realnym światem, nie wie nawet ile kosztuje butelka mleka.
Chcąc tę sytuację odmienić postanawia udać się w przebraniu
na poznawanie swego własnego kraju. W przebraniu jako niezwykle
kobieca Edwina. Towarzyszy mu gliniarz w cywilu Jack Sprat,
praworządny, solidny, ale i znający ciemne strony życia
biedniejszych obywateli (jako wyrodna policyjna czarna owca
w przestępczej rodzinie z tradycjami). Każdy z nich coś
w tej podróży odkryje, a i my dzięki nim poznamy trochę
bliżej problemy wyspiarzy. Historia sama w sobie jest niewiarygodna,
ale zabawna, z trafnymi odniesieniami do współczesnych bolączek
Brytyjczyków. Dobrze się to czyta. Jeśli ktoś lubił klimat
książek o Adrianie Mole - tu go z pewnością odnajdzie. Swoją
drogą ciekawa jestem jak premier Blair i jego żona znieśli
tę książkę...;)
|
|
|
| |
"Rok
w Prowansji" Peter Mayle |
|
Rok z życia angielskiego małżeństwa, które
postanowiło się przenieść w uroczy prowansalski region Francji
i kupić tam dom. To moja pierwsza książka z tej serii, ale
z kontekstu wynika iż nie są to ich początki w Prowansji.
Autorowi zależy przede wszystkim na opisaniu zmieniających
się pór roku, ich różnorodności, miejscowych zwyczajów i
zabaw, sposobu pracy (mieli cierpliwość do tych ekip remontowych...;)
i zamiłowania kulinarnego. Wielokrotnie przy lekturze wspominałam
sobie ten kraj, z uśmiechem mówiąc "cała Francja..."
i zaraz pędziłam przygotować coś dobrego do jedzenia ;)
Mayle jest świetnym obserwatorem, pisze lekko, z cudownie
ironicznym poczuciem humoru i angielskim stoickim spokojem.
Dla naszych bohaterów pieniądze najwidoczniej nie stanowią
problemu. Mogą nie tylko spokojnie żyć nie pracując, ale
zatrudniając do pracy innych, a sami korzystają z życia
i jego przyjemności. Hmm... w sumie nie wiem w jakim są
wieku, ale tak powinno wyglądać życie na emeryturze..:)
Książkę polecam, a sama idę się rozglądać za kolejnymi tomami
:) O niebo francuskie lepsze od "Pod
słońcem Toskanii" pani Mayes (coż za podobieństwo
nazwisk..:)
|
|
|
| |
"Gdzie
przykazań brak dziesięciu" Joe Alex |
|
A to druga z niżej wspomnianych. Tym razem
Joe Alex udaje się ze swą narzeczoną Karoliną Beacon do
Mandalay - posiadłości jej dziadka Johna Somerville leżącej
w Devon. Dziadkowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, a
po posiadłości oczywiście kręci się parę osób, z których
każda, łącznie z wiernym hinduskim sługą Chandą, miałaby
powód by go zabić. Mimo przedsięwzięcia wszelkich środków
ostrożności stary generał ginie w niewytłumaczalny sposób...
Joe Alex pierwszy raz zawiódł i teraz musi ostatecznie rozstrzygnąć
kto jest winnym, a wobec kogo oskarżenia są niesłuszne...
Rozwiązanie bardzo nieprawdopodobne, ale całość dobrze
się czyta.
|
|
|
| |
"Cichym
ścigałam go lotem" Joe Alex |
|
Kolejne po Muminkach wspomnienie młodości
;) W późnej podstawówce zaczytywałam się różnymi kryminałami,
również polskimi, a Joe Alex należał wówczas do najlepszych
:) Kiedy więc ujrzałam w kiosku niedrogie wznowienia jego
powieści, dwie od razu nabyłam :)
Jeden dom, dwóch braci z żonami, sekretarz, pokojówka,
ćmy i tajemnicze morderstwo mające być samobójstwem. Kto
zabił i dlaczego? Mordercą musiał być ktoś z obecnych, tylko
jak go zdemaskować? Nieugięty Joe Alex oczywiście da radę
rozwiązać tę zagadkę logiką i małym podstępem. W archiwach
pamięci gdzieś mi się kołatała właściwa odpowiedź, co jednak
nie zepsuło przyjemności wakacyjnej lektury. Nadal uważam,
że Joe Alex był jednym z najlepszych polskich autorów kryminałów.
|
|
|
| |
"Intymna
teoria względności" Janusz Leon Wiśniewski |
|
Zbiór felietonów pisanych przez Wiśniewskiego
na łamach miesięcznika "Pani" w latach 2004-2005.
O tym jak wszystko jest względne, a zwłaszcza przekazywana
prawda i że nie możemy oceniać kogoś jedynie po jego czynach,
nie znając jego motywacji i uwarunkowań, bo będzie to ocena
krzywdząca. Wiele przykładów, najczęściej gorzkich i smutnych,
ale wszystkich prawdziwych jak zapewnia autor. Historii
mówiących o tym jak ktoś odebrał sobie życie, albo mu zostało
odebrane, historii różnych wymiarów miłości - między małżonkami,
kochankami, miłości matki, ojca, brata czy siostry. Historii,
które zostały opowiedziane autorowi przez samych bohaterów.
Uzupełnione wyjaśnieniami reakcji organizmu z poziomu chemii
i biochemii oraz przykładami względności oceny tego, co
dobre i przydatne a co złe i szkodliwe na przykładzie historii
wprowadzania i upowszechniania heroiny oraz... aspiryny.
Wiśniewski, będący naukowcem, lubi przybliżać czytelnikom
ciekawostki ze swego "podwórka".
Lektura starcza raptem na parę godzin - na objętość książki
"pracuje" grubszy papier i ilustracje. Polecam
zwłaszcza tym, którzy uważają że człowiek jest tylko takim,
jak widzą go inni. Dla uświadomienia sobie jak bardzo jest
to względne.
PS a o "S@motności
w sieci" tegoż autora pisałam 2 lata temu.
|
|
|
| |
"Pociągi
pod specjalnym nadzorem" Bohumil Hrabal |
|
Mała stacyjka, przez którą przetaczają sie
niemieckie pociągi pod specjalnym nadzorem, czasy wojny.
Młody, niedoświadczony Miłosz, frywolne zabawy w pieczątkowaniem
kobiecych pośladków.. ale gdy przyjdzie pora na pokazanie
męstwa, spośród wszystkich pracowników stacji ten właśnie
młokos okaże się największym bohaterem...
Podobnie jak "Postrzyżyny",
również to krótkie opowiadanie zekranizowal Jiri Menzel,
doskonale oddając ducha Hrabala, nadając opowieści nawet
więcej dramatyzmu.
|
|
|
| |
"Ciekawe
czasy" Terry Pratchett |
|
Bohaterowie Świata Dysku tym razem wszyscy
trafiają na drugi koniec świata, gdzie jest Wielki Mur i
wielkie cesarstwo. Akurat tym razem trzymał w miarę wyrównany
poziom przez całą książkę, a nie tylko do połowy :) Miłośnikom
Azji i wschodnich kultur spodoba się tym bardziej.
|
|
|
| |
"Postrzyżyny"
Bohumil Hrabal |
|
Dobra do poduszki. Ile razy zaczynałam czytać,
nieodmiennie zasypiałam po paru stronach ;) Ale może to
dlatego, że tak działają na wyobraźnię szczegółowe opisy
drobiazgów z codziennego życia Nymburka - niewielkiego czeskiego
miasteczka z pierwszego trzydziestolecia XX w. Po prostu
się odpływa. Dla uzupełnienia lektury polecam koniecznie
ekranizację Menzla (zobacz Postrzyżyny
w filmach obejrzanych) - podkreśla mocne strony
Hrabala, pomija słabsze.
|
|
|
| |
"Opowiadania
z Doliny Muminków" |
|
Jako dziecko nie lubiłam Muminków. Pamiętam
je z dobranocek i z niedzielnych poranków w kinie. Dziwiłam
się jak dzieciaki mogą lubić takie koszmarne postacie i
historie, których ja po prostu się bałam. Nie znałam ich
w wersji pisanej. Dopiero parę lat temu z okazji uczenia
kuzyna-cudzoziemca czytania po polsku wpadły mi w ręce krótkie
opowiadania o Muminkach. I zupełnie zaskoczyły, bo znalazłam
w nich więcej głębi i mądrości niż się spodziewałam. Teraz
postanowiłam je sobie przypomnieć, bo chociaż wtedy przeczytałam
parę książek z tej serii, to "Opowiadania z Doliny.."
podobały mi się najbardziej. Nie są równe, ale dla historii
o Paszczaku, który kochał ciszę oraz o Filifionce, która
bała się katastrof, warto do nich sięgnąć.
|
|
|
| |
"Rozbuchana
wyobraźnia Olivii Joules" Helen Fielding |
|
No dobra, w końcu są wakacje ;) A tytuł lojalnie
uprzedza, że żadne zasady logiki nie obowiązują i wszystko
jest możliwe. Twórczyni postaci Bridget Jones tym razem
mniej się wysiliła - nie ma tu już trafnych obserwacji społecznych,
nie ma nawet towarzyszącego Bridget humoru. Jest za to wiele
nieprawdopodobnych historii - Olivia jako felietonistka
kobiecego pisma marzy o bardziej ambitnych zadaniach. Wysłana
zagranicę wplątuje się w międzynarodową aferę, której tropy
jedynie ona odnajduje - wysadzanie statków, terrorystów
powiązanych z Bin Ladenem, szmugiel narkotyków i dwóch przystojnych
mężczyzn po różnych stronach barykady, którzy tracą dla
niej głowę.
No, ale wszystko dobrze się kończy i można zapomnieć o
lekturze :) Stephanie Plum z książek Janet Evanovich (patrz
rok 2004)
była jednak i bardziej wiarygodna i bardziej zabawna.
|
|
|
| |
"Wszystkie
języki świata" Zbigniew Mentzel |
|
Leszek Kołakowski dał słowo, że to jest dobra
książka. No to kupiłam, mówiąc sobie w duchu, że jak mi
się nie spodoba to pretensje tylko do Pana Profesora.
Akcja powieści dzieje się w ciągu jednego dnia w Warszawie,
pod sam koniec XX w. Ale w ciągu tego jednego dnia bohater
przypomina sobie różne momenty z życia swego i swych rodziców,
ich wzajemnych relacji, wszystko wpisując w obraz Polski
drugiej połowy XX w. A do tego zastanawia się nad językami,
ich różnorodnością i istotą oraz czemu mimo prób nie udało
mu się ich nauczyć. Puenta skojarzyła mi się z pewną fraszką
Leca "żeby być sobą trzeba być kimś", ale to całkiem
luźne skojarzenie ;)
PS A, pretensji do Pana Profesora nie mam :)
|
|
|
| |
"Blondynka
śpiewa w Ukajali. Nowe przygody w Ameryce Południowej"
Beata Pawlikowska |
|
Ta książka o Blondynce podobała mi się bardziej
niż "Blondynka u szamana",
zapewne dlatego, że bliżej była normalnego, zrozumiałego
świata, a jednocześnie świata bardzo ciekawego. Beata Pawlikowska
jedzie z peruwiańskiej Limy przez Andy i dalej rzeką Ukajali
(strasznie zanieczyszczoną) do położonego nad Amazonką Iquitos.
Ale oczywiście zamiast wybrać najkrótszą podróż awionetką
czy autobusami do miejsca docelowego, wybiera środki znacznie
bardziej "interesujące". Po drodze opisuje miejscowe
zwyczaje mieszkańców Ameryki Południowej, mijane miejscowości,
rzeki, statki, zbiera lokalne przepisy (ich spis pod koniec
książki) i przytacza relacje historyczne pierwszych odkrywców
Amazonii.
Polecam, nie tylko miłośnikom tego regionu :) Jedyny zarzut,
to wrażenie, że autorka nadmiernie dramatyzuje i ze szczegółami
opisuje nawet jak nic specjalnie się nie dzieje. No ale
w końcu jak tu pasjonująco opisywać świat gdy się czeka
całymi dniami na statek albo potem tym statkiem płynie?
;)
|
|
|
| |
"Blondynka
u szamana. Magiczna wyprawa do świata amazońskich Indian"
Beata Pawlikowska |
|
Beatę Pawlikowską znałam głównie z jej radiowych
opowieści o dżungli czy prognozy pogody w lokalnej TVP.
Po lekturze Gringo
wśród dzikich plemion Wojtka Cejrowskiego stwierdziłam,
że ciekawie byłoby sprawdzić jak podróże po dżungli wyglądają
z jej punktu widzenia. Z dwóch wymienionych tu książek o
blondynce "Blondynka u szamana" (którą czytałam
jako pierwszą) jest chronologicznie drugą - zaczyna się
tam, gdzie kończy się "Blondynka
śpiewa w Ukajali" - w Iquitos, z którego
Beata Pawlikowska wyrusza w głąb prawdziwej dżungli.
Na początku zadziwiało mnie w tej książce jak bardzo roztrzepana
autorka zdarza się być, jak nierozważna, nieprzewidująca...
a zaraz potem uderzyło coś innego - niesamowita intuicja,
zawierzanie jakimś pierwotnym, głęboko ukrytym instynktom,
które w nas, ludziach cywilizacji już dawno zaginęły. Od
połowy książka staje się niemal metafizyczna, trudniej zrozumiała,
bo autorce przydarzają się rzeczy, których sama do końca
nie rozumie, może je tylko opisać. Okazuje się że potrafi
się obronić przed próbami uśmiercenia jej przez złe moce,
potrafi rzucać tsentsaki i leczyć czy uchronić
innych przed urokami. Niewiarygodne, nie wiem czy jakikolwiek
inny biały dotarł tak daleko i tak głęboko pomiędzy Indian,
żeby został tak prawdziwie przyjęty jak swój, a nawet więcej,
bo obdarzony pełnym szacunkiem i czcią. W Blondynce jest
kawałek indiańskiej duszy i jej podróże w dżunglę są o wiele
bardziej duchowe i magiczne niż podróże Wojtka Cejrowskiego,
choć on z kolei mniej szczegółowo, za to zabawniej je opisuje.
PS książkę wydał National Geographic. W wersji kieszonkowej
w miękkiej oprawie zamiast zdjęć z wydania albumowego ilustracjami
są małe, niemal dziecinne rysuneczki autorki.
|
|
|
| |
"Wygrać
życie" Kamil Durczok |
|
Znany dziennikarz "Wiadomości"
o nowotworze dowiedział się zupełnie przypadkiem, gdy przygotowywał
się do wyścigu "Paryż-Dakar". Człowiek sukcesu,
młody, zdrowy jak koń, pełen planów na przyszłość. Nigdy
nie wiadomo kogo to spotka. I jak go zmieni. Nowotwór nietypowy,
rzadko spotykany, groźny, na szczęście wykryty we wczesnym
stadium. W książce opisuje jak to przyjął, jak reagowała
żona, jak z tym walczyli, jak zaczął doceniać chwile spędzone
z synem...
Rodziny, które dotyka choroba nowotworowa, zaczynają szukać
wszystkich możliwych informacji: o rokowaniach, o leczeniu,
o tym jak pomóc, od tych którzy już przez to przeszli pomyślnie.
Dobrze, że ostatnio coraz więcej mówi się o raku, że osoby
których dotyka i ich bliscy mogą znaleźć wsparcie, dzielić
się emocjami, doświadczeniem. Mnie ta książka trochę przygnębiła
zamiast dawać siły. Mam wrażenie, że pan Kamil nie do końca
chciał dopuścić do siebie bliskość śmierci, jakby uważał
że przynależy do jakiejś lepszej grupy, tych którzy mają
szanse wyjść z choroby. Tych, którym medycyna już szans
nie daje lepiej nawet nie oglądać, zamknąć oczy i zapomnieć
że są... Zabrakło mi trochę głębszej refleksji nad życiem.
Zgadzam się z nim, że każdy chory inny rodzaj wiadomości
o swym stanie i chorobie potrzebuje, a dobry onkolog jest
jednocześnie dobrym psychologiem (jak pan profesor, który
go leczył) i potrafi zastosować odpowiednią dawkę wiedzy,
aby pacjenta zmobilizować do walki. Mało znalazłam porad
dotyczących samej terapii czy wspomagania leczenia, ale
jedną zapamiętałam - żeby nie stosować samodzielnie żadnych
alternatywnych ziołowych terapii bez wiedzy lekarzy, bo
skorelowane z chemią potrafią zabić.
O nieuleczalnych chorobach i śmierci wolimy nie myśleć,
aż okazuje się że to jest tak blisko, dotyka nas lub kogoś
bliskiego, a my jesteśmy bezradni. Jest to strasznie ciężkie,
teraz już wiem, nie tylko z książek.
|
|
|
| |
"Heban"
Ryszard Kapuściński |
|
Fascynująca podróż po Afryce, jakiej nie
oglądają turyści. Pokazująca jak bardzo zróżnicowany jest
to kontynent, przybliżający nam historię poszczególnych
krajów, dramatyczne wydarzenia jakie miały tam miejsce zwłaszcza
w XX wieku, wieku odzyskiwania niepodległości po epoce kolonializmu
i tworzenia się tożsamości narodowych. Każdy rozdział poświęcony
jest innemu krajowi. Poznajemy historię i mieszkańców m.in.
Ghany, Zanzibaru, Ugandy, Sudanu, Etiopii, Liberii, Tanganiki
czy walczących w Ruandzie kast Tutsi i Hutu. Spojrzenie
reportera "od środka", który żył pośród Afrykańczyków,
poznającego przez 40 lat swych afrykańskich wypraw obyczaje
i mentalność tambylców. Prezentuje powszechny głód, biedę
oraz okrutne wojny i to jak kraje bogatsze nieudolnie próbują
temu zaradzić. Bo czy można pomóc Afryce? Kapuściński, mimo
swego umiłowania do tego kontynentu, zdaje się w to nie
wierzyć...
"Heban" to zbiór reportaży, do których można
sięgać wielokrotnie, zwłaszcza że przez nie niemal namacalnie
czuje się Afrykę.. Sam autor twierdzi, że nie sposób opisać
tak złożonego kontynentu, można co najwyżej opisać niektóre
osoby czy wydarzenia. Ale jeśli jest to zrobione z tak herodotowską
rzetelnością i ciekawością świata jaką prezentuje Kapuściński,
to można stwierdzić, że to niewykonalne zadanie mu się udało.
Lektura obowiązkowa.
|
|
|
| |
"Cesarz"
Ryszard Kapuściński |
|
Najkrócej można by określić "Cesarza"
jako uniwersalne studium władzy. W tym przypadku władzy
cesarskiej w Etiopii cesarza Hajle Sellasje, koronowanego
w 1930 i zdetronizowanego dopiero w 1974 roku (zmarłego
rok później). Cesarza, który przez lata władzy doprowadził
swój kraj na skraj ruiny. Kapuściński, docierając do zachowujących
anonimowość współpracowników Sellasje, odtwarza rytuał jego
dnia, zwyczaje panujące w pałacu i obowiązki poszczególnych
podwładnych. Pokazuje nam mechanizmy sprawowania władzy,
walkę zaufanych cesarza o dostęp do jego "ucha",
zasady rozdawania przywilejów i rodzinnego z nich korzystania.
Opowiada o wielkich bogactwach, pałacach utrzymywanych
przez cały rok po to tylko, by przez jedną noc mogły gościć
cesarza, gdyby ten zechciał udać się w podróż po kraju.
Przedstawia też wielką nędzę Etiopii, śmierci głodowe którym
można było zapobiec i pomoc z zewnątrz, nie trafiającą do
potrzebujących, ale przechwytywaną przez armię. Poznajemy
historię dyktatora - jego świetności, ale i upadku.
Zadziwiające, że po 30 latach od śmierci Sellasje młodzi
ludzie tworzą jego fan cluby, a rastafarianie (od imienia
Ras Tafari - późniejszego cesarza Sellasje) nadal uznają
go za.. Boga, który ma zjednoczyć czarny naród wybrany i
wyprowadzić z powrotem do Afryki jako ziemi obiecanej. Jednym
z jego najbardziej znanych wyznawców i popularyzatorów poprzez
swą muzykę był... Bob Marley.
|
|
|
| |
"Podróże
z Herodotem" Ryszard Kapuściński |
|
Wstyd przyznać, ale to dopiero pierwsza moja
książka Kapuścińskiego. I podobno jak na niego książka nietypowa,
a nawet niektórzy zarzucają że nudnawa. A mi się podobała.
Kapuściński przeplata w niej relacje ze swych podróży -
zaczynając od pierwszych w latach 1950. do Indii i Chin
a na Afryce kończąc - fragmentami "Dziejów" Herodota.
Autor jest zafascynowany tym żyjącym cztery wieki przed
Chrystusem podróżnikiem, odkrywcą, historykiem i geografem
jak byśmy go teraz zaszeregowali. W czasach gdy tradycja
jest jedynie przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenia,
podejmuje się spisania historii całego znanego mu świata.
Spisuje zasłyszane historie udając się w najdalsze zakątki,
ale spisuje bardzo krytycznie, starając się weryfikować,
sprawdzać na miejscu ich prawdziwość i znajdując potwierdzenie
w podobnych opowieściach innych osób. Jest w nim niewiarygodna
ciekawość świata i otwartość na ludzi. A jednocześnie odwaga
nieustraszonego, który podejmuje się rzeczy zdawałoby się
niemożliwej - opisania nie tylko zastanego świata, zwyczajów
różnych plemion, ale spisania całych ich dziejów tak daleko
jak sięga zbiorowa pamięć narodów.
"Dzieje" Herodota towarzyszą Kapuścińskiemu przez
wiele lat, lubi do nich wracać i zagłębiać się w lekturze
o odległych czasach, zwłaszcza gdy codzienność jest niezbyt
optymistyczna. Cytuje i nam obszerne fragmenty, dzięki którym
poznajemy zarys opowiedzianej historii Herodota, historii
rozwoju państwa perskiego przede wszystkim. Przybliża i
tłumaczy, tak aby Herodot stał się zrozumiały nawet dla
laika nieznającego historii.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Herodot stał się dla autora
wzorem do naśladowania - wzorem rzetelnego reportera, który
próbuje dociec prawdy, przekazać i zachować to, co odkrywa,
ciekawego, życzliwego ludziom, obiektywnego, nie osądzającego.
Mam zamiar poznać jego pozostałe książki, również dlatego,
że spodobało mi się jego pragnienie przekraczania granic,
ciekawość jak żyją inni, podejście do ludzi i pytania jakie
stawia gdy próbuje sobie wyobrazić jak coś się wydarzyło.
A wierzę, że mając Herodota za wzór - będzie to lektura
pasjonująca i wzbogacająca.
|
|
|
| |
"Pan
Ibrahim i kwiaty Koranu" Eric-Emmanuel Schmitt |
|
Najpierw zobaczyłam film, ciepłą opowieść
o przyjaźni starego sklepikarza Ibrahima zwanego Arabem
(Omar Shariff) i młodego żydowskiego chłopca Momo. Spodobał
mi się na tyle, że sięgnęłam i po książkę.
W tej jak zwykle u Schmitta niewielkiej książeczce, autor
stara się powiedzieć to, co najistotniejsze. Stary Ibrahim
przekazuje małemu chłopcu życiową mądrość, cytując obcy
jego żydowskiej religii Koran. Uczy go wiary w siebie, tolerancji
i tego, że sam może decydować o swoim losie, może być szczęśliwy.
Uczy dostrzegania wokół piękna i cieszenia się drobiazgami,
uczy dobrego życia. Starczyłoby na o wiele grubszą powieść.
Zajrzyjcie do niej, zanim Schmitt stanie się modny..
PS dopisek z września - za późno, Schmitt już jest modny
;) jest już polski film o Oskarku
(którego spopularyzowała nasza pływaczka Otylka), jest i
kolejna książka tego autora, tym razem o zbrodniach
małżeńskich...
|
|
|
| |
"Pamięć
i tożsamość" Jan Paweł II |
|
W tych smutnych dniach po odejściu Ojca Świętego
przeczytałam Jego ostatnią książkę. Śledząc powtórki z Jego
różnych wypowiedzi na przestrzeni całego pontyfikatu dopiero
przez książkę zrozumiałam jak bardzo konsekwentne i spójne
było to, co głosił.. elementy tego w różnych latach i w
różnym stopniu do mnie docierały, teraz dopiero spojrzałam
na to jako na całość, plan i przemyślaną drogę. "Nie
ma wolności bez prawdy", "pamięć tworzy tożsamość
narodu", "miarę złu wyznacza miłosierdzie Boże"..
a cierpienie budzi miłość, skłania do wyzbycia sie egoizmu
i pochylenia nad cierpiącym.. - o tym nam mówił i o tym
przypomina też w swej ostatniej książce. Nie jest to może
łatwa lektura, ale warto ją poznać.
Książka, oprócz filozoficznych definicji pojęć takich jak
ojczyzna, naród, patriotyzm daje też podsumowanie historii
Europy i Polski, od czasów Mojżesza, poprzez ewangelizację
rozprzestrzeniającą się na wszystkie kontynenty, po czasy
współczesne. Mówi o Kościele od jego początków i o roli
Chrystusa i Maryi w Boskim planie.
Podkreśla, że w krajach naszego regionu Kościół miał za
zadanie m.in. budzić narody do odważnego stawania w obronie
swojej tożsamości, zwłaszcza narody, które poznały niszczycielską
siłę nazizmu i komunizmu. Taką misję miał też Papież-Polak,
wyrastający głęboko z polskiego dziedzictwa, dający na każdym
kroku wyraz swemu patriotyzmowi i umiłowaniu Ojczyzny. W
tej książce, tłumaczonej na wiele języków, szerzy też wiedzę
o naszym dorobku kulturowym, o najistotniejszych wydarzeniach
z naszej historii, jest dumny z tego, że jest Polakiem,
tak jak Polacy dumni są z Niego.
Zakończenie to relacja Papieża i abpa Dziwisza z wydarzeń
z dnia zamachu 13 maja 1981 r. i późniejszego spotkania
z Ali Agcą. Tego zawodowego zabójcę zainteresowała jedynie
jedna myśl - co to była za tajemnica fatimska i siła, która
sprawiła że perfekcyjnie wyprowadzona kula, która miała
zabić jednak nie zabiła...
|
|
|
| |
"Dlaczego
mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map"
Allan i Barbara Pease |
|
Tę książkę przeglądałam parę lat temu i wtedy
to nabrałam ochoty na jej przeczytanie. Niestety, nakład
rozszedł się dość szybko, a wznowienie udało mi się znaleźć
dopiero w tym roku. Przy niej Dlaczego
mężczyźni kłamią, a kobiety płaczą tych samych
autorów wydają się być wtórną pozycją, powtarzającą te same
zagadnienia różnic między płciami - ale co się dziwić, w
końcu powstała po sukcesie niniejszej.
Możemy się z niej dowiedzieć skąd biorą się kłopoty kobiet
z parkowaniem i czytaniem map, dlaczego panie lubią mówić
i mówią nie wprost, albo dlaczego panowie tak nie lubią
porad i wolą rywlizować niż współpracować, nie dostrzegają
szczegółów, nie słuchają i unikają zobowiązań. Pouczająca,
a jednocześnie przyjemna i zabawna lektura :)
|
|
|
| |
"Oskar
i Pani Róża" Eric-Emmanuel Schmitt |
|
Porównują go do Małego Księcia, mówiąc że
prawdziwszy i mniej ckliwy. Umierający 10-letni chłopiec
i opiekująca się nim starsza Pani Róża, która nakłania go
aby zaczął pisać listy do Pana Boga. Oskar w Boga nie wierzy,
ale zaczyna pisać, prosząc aby go odwiedził. Pisze, opowiada
co mu się przydarzło, a jednocześnie w tych ostatnich swoich
dniach przeżywa całe swoje życie, starając się je przeżyć
jak najpełniej, ucząc i nas jak należy żyć i jak cenić ten
dar życia jaki otrzymaliśmy. Piękna książka, choć trochę
za krótka.. jak i życie Oskarka..
Autor napisał też równie króciutką książeczkę "Pan
Ibrahim i kwiaty Koranu" - widziałam niedawno
jej ekranizację z Omarem Sharifem w tytułowej roli. Tam
z kolei starszy mężczyzna, uznawany za Araba przekazuje
małemu żydowskiemu chłopcu mądrości zaczerpnięte z Koranu.
Ponadczasowy i ponadreligijny przekaz o tym, co jest w życiu
najistotniejsze, w sumie podobnie jak i w "Oskarze..".
|
|
|
| |
"Achaja
(tom III)" Andrzej Ziemiański |
|
Oj, tym razem było ciężko, z trzy miesiące
męczyłam ten tom (przypominam, że pierwszy mi jakieś 2 dni
zajął...). Biorąc pod uwagę, że za szybko zapominam czytane
książki, to nie pamiętałam już dokładnie kto z kim i przeciw
komu wyruszył na wojnę. A od pierwszych stron do prawie
końca towarzyszą nam sceny bitew, rozgrywek taktycznych
i strategicznych w wielkej wojnie Arkach i innych sprzymierzonych
przeciwko Luan. Nuda panie. W akcji dominuje Achaja, pozostali
bohaterowie wprowadzani w tomie pierwszym zeszli do postaci
marginalnych, pojawiają się gdzieś pod koniec przed wielkim
finałem, ale wszystko to nie ma już składu, sensu i głębszego
przesłania. Niby nawiązania do historii współczesnej, niby
zagłada świata, który nigdy już nie będzie taki sam od czasu
jak wynaleziono broń palną, ale szyte bardzo grubymi nićmi.
Pojawiają się wszyscy zapomniani bohaterowie, żeby pokazać
jak potoczył się i dokonał ich los, wraca Wirus który ma
doprowadzić do spotkania dwóch czarowników, a samo spotkanie
przebiega tak, że można go przeoczyć (hmm... a po co ono
właściwie było??). Wiarygodność i logika postępowania bohaterów
spada do zera (np. Sirius się nagle ze wzajemnością zakochuje
w Achai, acz długo to nie trwa bo ginie, Achaja tuli po
śmierci Zaana bo ceniła go jako prawdziwego mężczyznę..).
Nie podobało mi się, nic na to nie poradzę. Jakby autorowi
zabrakło pomysłów co zrobić z tak rozpętaną historią i łatał
czym i jak mógł. I jeszcze sobie jakąś furtkę zostawił na
wypadek gdyby chciał kontynuować sagę.. Rozczarowało mnie
to zakończenie tak fajnie się zapowiadającej trylogii (patrz
Achaja tom I,
Achaja tom II).
|
|
|
|