Tędy do głównych drzwi :)
Joanna Lewandowska - Prywatne Strony
Znak autorki :)
     


Tomy przeczytane 2008

skala: od 1/10 - Katastrofa do 10/10 Rewelacja!

Podsumowując rok 2008 - za mało w stosunku do tego co bym chciała przeczytać. Ciąg dalszy wizyt w różnych stronach świata i sięganie po klasykę - w tym wypadku głównie romansu, w końcu kiedyś trzeba ją poznać, a Austen jest tego warta :) Tradycyjnie mam nieustającą nadzieję, że kiedyś i notki uzupełnię...

Zapraszam również do tomów przeczytanych w innych latach - archiwum w bocznej kolumnie.

Przerobione:

 

 
"Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-36" Kazimierz Nowak
10/10

Perełka. Nie wiem czemu tak wielu wybitnych polskich podróżników i odkrywców jest nieznanych, albo dopiero teraz wiedza o nich się upowszechnia. Tylko dlatego, że ich przedsięwzięcia nie były finansowane przez kogokolwiek, kto popularyzowałby ich dokonania w zamian za reklamę? Kazimierz Nowak dokonał czegoś niebywałego, przebył samotnie całą Afrykę, od brzegów Morza Śródziemnego do Przylądka Igielnego. A potem... wrócił inną trasą z powrotem do Algieru. Ponad 40 tys. km. Podróż zajęła mu 5 lat. W jedną stronę przejechał całą trasę rowerem. W powrotnej musiał czasami radzić sobie tylko pieszo, miał też na różnych odcinkach konie, łódź i wielbłąda, a i parę tysięcy km na rower też się znalazło. Z wyprawy słał listy do domu i relacje dla prasy, aby w ten sposób znaleźć finanse na podróż. Relacje ze świata którego już nie ma, pisane w sposób, w jaki żaden kolonialista czy bogaty podróżnik go nie widział ani nie opisywał. Ilustrował je zdjęciami codziennego życia Afryki. Fotek zrobił tysiące, wywołując je po drodze - rzecz niepojęta, biorąc pod uwagę warunki podróży. Sprzedawane na miejscu dostarczały środków na najpilniejsze potrzeby.

W jego przekazie jest wiele rozgoryczenia zastaną sytuacją, tym jak biali narzucali tubylcom swoją "cywilizację", jak ich tym samym niszczyli. Nie zawsze jest politycznie poprawny, więc nie wiem czy jego książka mogłaby się ukazać w Stanach, skoro pisze że np. czarni to lenie... Może mniej jest w nim wyrozumiałości Kapuścińskiego dla obcego i jeśli coś mu się nie podoba, to pisze o tym wprost i bez ogródek. A może to i kwestia innej perspektywy, w końcu on swoją podróż odbywał w latach 1930., gdy ląd afrykański był o wiele mniej znany i na pewno inny niż w drugiej połowie stulecia. Ale równie trafnie jak Kapuściński Nowak obserwuje i przewiduje pewne tendencje, jak chociażby kiełkujące dążenia niepodległościowe ludów afrykańskich, które trzydzieści lat później zmieniły całkowicie mapę tego kontynentu. Dzieli się bogatą wiedzą antropologiczno-geograficzną, choć podobno nie miał specjalnego wykształcenia w tym kierunku, mówi wieloma językami, których w większości nauczył się po drodze (nie ma wśród nich o dziwo angielskiego!). Niezłomny, może trochę szalony, na pewno odważny. Taki co zarówno kilkaset km w ciągu paru dni bez wody przejdzie, wielokrotnie otrze się o śmierć, oszczepem zabije lwa albo samotnie, bez żadnego ekwipunku wdrapie się wśród śniegów na ponad 4 tys. m n.p.m.

W drugiej części, drodze powrotnej, jego relacja robi się jednak coraz bardziej smutna. Nowaka dręczą kolejne silne ataki malarii, jest coraz bardziej wyczerpany wieloletnią podróżą, droga coraz trudniejsza, spotkania z ludnością zachodniej części Afryki o wiele mniej przyjazne. Czujemy ten znój i ten wysiłek, więcej go jest niż pierwotnego entuzjazmu i zapału. Zastępują go wytrwałość i nieustępliwość.

Autor zmarł niestety w niecały rok po zakończeniu swej podróży, po operacji już w kraju, jego osłabiony organizm nie podołał zapaleniu płuc. Za swą zuchwałość zapłacił najwyższą cenę. Szkoda, bo planował wyprawy na ląd azjatycki...

Fani i wydawcy książki założyli stronę www.kazimierznowak.pl, gdzie na bieżąco informują o wydarzeniach promujących postać i osiągnięcia tego poznańskiego podróżnika. Zapisałam się do fanclubu :)

PS Czy ktoś proponował Stomilowi, którego opony rowerowe Nowak niejednokrotnie wspomina, aby objął patronatem akcję przybliżania dzieciom i młodzieży tej wiedzy albo organizację wystaw jego fotografii...?

 

 
"Skafander i motyl" Jean-Dominique Bauby
8/10

Co czuje ktoś, kto z pana życia, miłośnika kobiet i dobrego jedzenia, dobrze ustawionego przystojniaczka, redaktora naczelnego "Elle" staje się kompletnie sparaliżowanym człowiekiem? Który na swoje (nie)szczęście zachował pełną świadomość i bystrość umysłu, a jedynym sposobem na komunikowanie się ze światem pozostaje mu lewe oko? Cielesna powłoka tworzy bolesny skafander, w którym łopoczą kolorowe motyle myśli i wspomnień. Dlaczego, żeby docenić co się ma trzeba to utracić? Jean-Do swoje kalectwo i bezsilność próbuje traktować z dystansem, ironią i wewnętrzną pogodą ducha. Tęskni za drobnymi przyjemnościami, na które nie zwracał wcześniej uwagi, a które teraz są nieosiągalne, wzruszają go własne dzieci, tak czule okazujące mu swą miłość. Dopiero teraz zaczyna żyć uważnie i cieszyć się każdą chwilą i każdym drobiazgiem.

Książka nie jest długa, bo i proces jej pisania był dość żmudny - literka po literce ze specjalnie przygotowanej tabliczki, każda sygnalizowana mrugnięciem powieki. Bez możliwości poprawek, zmian, całe zdania i paragrafy musiały być wpierw gotowe do wypowiedzenia nim zostały spisane. Na 3 dni przed ukazaniem się książki w druku, ten kolorowy motyl, którego przemienił bezwładny kokon, odleciał...

Na ekranach kin można oglądać ekranizację tej książki, nie wiem czemu o odwróconym w polskim tłumaczeniu tytule "Motyl i skafander", z podobno rewelacyjnymi zdjęciami Janusza Kamińskiego. Obrazy z tego filmu pojawiają się na okładce i jako ilustracje - może trochę szkoda, bo mimowolnie zastępują własne wyobrażenie o bohaterach. Ciekawa jestem jednak własnego porównania. A książkę po zakończeniu... przeczytałam jeszcze raz. Żeby nic z niej za szybko nie uleciało.

 

 
"Mruczę, więc jestem" Franciszek J. Klimek
7/10

Książka dla miłośników kotów. Oraz dla tych, którzy dopiero nimi się staną ;) Wiersze lekkie, właściwie fraszki, tworzone przez prawdziwego znawcę kocich zwyczajów i charakterów (mianowanego Kociarzem Roku 2006). O kocich specjalistach, kotach panach - zawsze słusznie bijących, czymś leżącym na żołądku...;) Obśmiałam się jak norka, mimo że takie to króciutkie. Nadaje się na jeden przytulny wieczór, z kotem na kolanach, nawet częstochowskie rymy za bardzo nie przeszkadzają.

 

 
"Prowadził nas los" Kinga Choszcz i Chopin (Radosław Siuda)
8/10

Pewnego dnia postanowili spełnić swe marzenia i objechać świat dookoła. "Nie mieli pieniędzy, ale mieli czas..." i wiarę, że wszystko jest możliwe, a marzenia się spełniają. Więc co wymarzyli, to zrobili. Objechali stopem obie Ameryki, Australię i Azję (Europę zaliczali wcześniej, a w kontynuacji podróży do Afryki przeszkodziła im choroba Chopina). Zajęło im to pięć lat. Swoją podróż opisywali po polsku i angielsku na stronie internetowej www.geocities.com/kingachopin. Właściwie opisywała Kinga, bo to jej pamiętnik, pisany dzień w dzień we wszystkich możliwych i niemożliwych miejscach, był przy każdej nadarzającej się okazji pieczołowicie (choć zapewne w skrócie) wklepywany na stronę. I uzupełniany jej zdjęciami.

To nie jest książka, z której można się wiele dowiedzieć o świecie. Bo na ile można dogłębnie poznać jakieś kraje, kultury, ludzi i obyczaje, kiedy przebywa się dziennie po kilkaset kilometrów? Nie jest też praktycznym przewodnikiem, który by doradzał podróżnikom jak sobie radzić z brakiem wody, jedzenia, niewygodami, jak znajdować kolejne noclegi, łapać stopa, skąd zdobywać niezbędne informacje. Kinga i Chopin zawsze są uśmiechnięci, prawie na każdej fotce w innych ciuchach, czyściutcy, jak na weekendowej wycieczce... Jak to robili, pozostanie ich tajemnicą.

To o czym jest ta książka? O spełnianiu marzeń, przeżywaniu życia tak jak się tego pragnie, na całego i do końca. O wolności i szczęściu. Pełna pozytywnej energii, która powoduje że chce się otworzyć okno i coś zmienić na lepsze w swoim życiu. Dziwnie było jednak czytać tę opowieść mając świadomość, że autorka... już nie żyje. Była moją rówieśniczką, pochodziła z Gdańska.

Ta historia ma dalszy ciąg. Po powrocie i wydaniu "Prowadził nas los", Kinga postanowiła wyruszyć w samotną podróż do Afryki. Chopin zajął się innymi, dla niego ważniejszymi rzeczami, w ośrodku buddyjskim. Nieraz już się w podróżach rozstawali, byli pięknym przykładem miłości dwojga w pełni wolnych ludzi. Wyruszyła pod koniec 2005 roku, jej relację i zdjęcia mozna znaleźć na stronie www.kingafreespirit.pl. Wszystko szło dobrze, spotykała przyjaznych ludzi i podróżowała stopem po Afryce. Nieraz zastana sytuacja ją szokowała, jednak na niczyją krzywdę Kinga nie pozostała obojętna. Na Wybrzeżu Kości Słoniowej... wykupiła z niewoli 11-letnią dziewczynkę i zabrała do jej rodzinnego domu w Ghanie. Niestety wkrótce potem Kinga zapadła na ciężką odmianę malarii mózgowej i, mimo wysiłków lekarzy, zmarła w czerwcu 2006 roku.

Fundacja FreeSpirit, którą założyli rodzice Kingi, kontynuuje jej dzieło, opiekując się uratowaną dziewczynką i innymi afrykańskimi dziećmi. Wolny duch Kingi na pewno nad nimi czuwa i inspiruje nadal. A jej grób pełen jest motyli...

 

 
"Sędzia Di i złote morderstwa" Robert van Gulik
5/10

Sherlock Holmes w wydaniu chińskim, z akcją dziejącą się w VII w. n.e. Historie oparte na autentycznej postaci - bohaterze starych chińskich opowieści kryminalnych, które autor zebrał, sfabularyzował i postanowił przybliżyć czytelnikowi zachodniemu. Szkoda że przez takie wstawki: "Chińczycy nie mają w zwyczaju wzruszać ramionami. Autor często używa tego gestu, żeby przybliżyć emocje bohaterów czytelnikowi zachodniemu".

To pierwsza z 11 książek poświęconych sędziemu Di, gdy ten obejmuje urząd sędziego pokoju w okręgu Peng-lai, dobiera sobie współpracowników i od razu rozwiązuje parę spraw, kierując się czystą dedukcją, bo metody badawcze wówczas były ograniczone... Niestety widać, że zostały na siłę połączone różne historie i spróbowano im nadać spójne logiczne wytłumaczenie i zależności. Strzelba jak wisi, to na pewno wystrzeli, czyli wiadomo że żaden szczegół nie dzieje się bez przyczyny. Conan-Doyle robił to subtelniej, nawet jeśli jeden ze sposobów morderstwa też zapożyczył ze starochińskiej opowieści kryminalnej. A wtręty europejskie mi przeszkadzały. Więc w sumie bez zachwytów, nie wiem czy po kolejne z serii sięgnę, może gdyby od kogoś pożyczyć... Na plus rysunki z epoki, wymienione na wstępie postacie z opisem i mapki sytuacyjne, baaardzo dawno takich w książkach nie widziałam :)

 

 
"Kafka nad morzem" Haruki Murakami
7/10

Haruki Murakami robi ostatnio u nas furorę. W końcu uległam artykułom, programom i pełnym zachwytu opiniom znalezionym w necie. Na zasadzie, że jeśli jest to jakieś nowe zjawisko w kulturze, to wypadałoby się z nim bliżej zapoznać. Zaczęłam więc od najnowszej "Kafki nad morzem", właściwie nie kierując się niczym szczególnym przy wyborze. Coż, przyznać trzeba, że pochłania, można się w niej doszukiwać wielu warstw, realizm miesza się z nierzeczywistością, teraźniejszość z przeszłością, świat żywych ze światem umarłych, marzenia z tęsknotą i przeznaczeniem. Jednak nie zawsze jest to lektura na dobranoc.

Z jednej strony uciekający z domu nad wiek dojrzały 15-latek, z drugiej staruszek umiejący rozmawiać z kotami, z trzeciej tajemnicza pani Saeki prowadząca bibliotekę, z pracownikiem o nieokreślonej płci, a nocami duch młodej dziewczyny... Wydarzenia z czasów drugiej wojny światowej odbijają się w teraźniejszości, a do otwartego przejścia podąża zły duch... To jedynie wyrywki. Seks kazirodczy (przypuszczalnie) też jest, aby wypełnić klątwę rodzinną, a paskudztwa padające z nieba przypominają klątwy egipskie. A tak naprawdę chodzi o poszukiwanie drugiej połowy swojego cienia... a może osiągnięcia szeroko pojmowanej równowagi i wewnętrznego spokoju? Choć we mnie jej wspomnienie zostawiło więcej niepokoju niż pogody ducha. Dla tych, którzy lubią książki niejednoznaczne i z pełną dowolnością interpretacji.

 

 

 

Archiwum:
Joanna Lewandowska © 2003-2011