Tomy
przeczytane 2008
skala:
od
do 
Podsumowując rok 2008 - za mało w stosunku do
tego co bym chciała przeczytać. Ciąg dalszy wizyt w różnych stronach
świata i sięganie po klasykę - w tym wypadku głównie romansu,
w końcu kiedyś trzeba ją poznać, a Austen jest tego warta :) Tradycyjnie
mam nieustającą nadzieję, że kiedyś i notki uzupełnię...
Zapraszam
również do tomów przeczytanych w innych latach - archiwum w bocznej
kolumnie.
Przerobione:
|
|
| |
"Rowerem
i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej
z lat 1931-36" Kazimierz Nowak |
|
Perełka. Nie wiem czemu tak wielu wybitnych
polskich podróżników i odkrywców jest nieznanych, albo dopiero
teraz wiedza o nich się upowszechnia. Tylko dlatego, że
ich przedsięwzięcia nie były finansowane przez kogokolwiek,
kto popularyzowałby ich dokonania w zamian za reklamę? Kazimierz
Nowak dokonał czegoś niebywałego, przebył samotnie całą
Afrykę, od brzegów Morza Śródziemnego do Przylądka Igielnego.
A potem... wrócił inną trasą z powrotem do Algieru. Ponad
40 tys. km. Podróż zajęła mu 5 lat. W jedną stronę przejechał
całą trasę rowerem. W powrotnej musiał czasami radzić sobie
tylko pieszo, miał też na różnych odcinkach konie, łódź
i wielbłąda, a i parę tysięcy km na rower też się znalazło.
Z wyprawy słał listy do domu i relacje dla prasy, aby w
ten sposób znaleźć finanse na podróż. Relacje ze świata
którego już nie ma, pisane w sposób, w jaki żaden kolonialista
czy bogaty podróżnik go nie widział ani nie opisywał. Ilustrował
je zdjęciami codziennego życia Afryki. Fotek zrobił tysiące,
wywołując je po drodze - rzecz niepojęta, biorąc pod uwagę
warunki podróży. Sprzedawane na miejscu dostarczały środków
na najpilniejsze potrzeby.
W jego przekazie jest wiele rozgoryczenia zastaną sytuacją,
tym jak biali narzucali tubylcom swoją "cywilizację",
jak ich tym samym niszczyli. Nie zawsze jest politycznie
poprawny, więc nie wiem czy jego książka mogłaby się ukazać
w Stanach, skoro pisze że np. czarni to lenie... Może mniej
jest w nim wyrozumiałości Kapuścińskiego dla obcego i jeśli
coś mu się nie podoba, to pisze o tym wprost i bez ogródek.
A może to i kwestia innej perspektywy, w końcu on swoją
podróż odbywał w latach 1930., gdy ląd afrykański był o
wiele mniej znany i na pewno inny niż w drugiej połowie
stulecia. Ale równie trafnie jak Kapuściński Nowak obserwuje
i przewiduje pewne tendencje, jak chociażby kiełkujące dążenia
niepodległościowe ludów afrykańskich, które trzydzieści
lat później zmieniły całkowicie mapę tego kontynentu. Dzieli
się bogatą wiedzą antropologiczno-geograficzną, choć podobno
nie miał specjalnego wykształcenia w tym kierunku, mówi
wieloma językami, których w większości nauczył się po drodze
(nie ma wśród nich o dziwo angielskiego!). Niezłomny, może
trochę szalony, na pewno odważny. Taki co zarówno kilkaset
km w ciągu paru dni bez wody przejdzie, wielokrotnie otrze
się o śmierć, oszczepem zabije lwa albo samotnie, bez żadnego
ekwipunku wdrapie się wśród śniegów na ponad 4 tys. m n.p.m.
W drugiej części, drodze powrotnej, jego relacja robi się
jednak coraz bardziej smutna. Nowaka dręczą kolejne silne
ataki malarii, jest coraz bardziej wyczerpany wieloletnią
podróżą, droga coraz trudniejsza, spotkania z ludnością
zachodniej części Afryki o wiele mniej przyjazne. Czujemy
ten znój i ten wysiłek, więcej go jest niż pierwotnego entuzjazmu
i zapału. Zastępują go wytrwałość i nieustępliwość.
Autor zmarł niestety w niecały rok po zakończeniu swej
podróży, po operacji już w kraju, jego osłabiony organizm
nie podołał zapaleniu płuc. Za swą zuchwałość zapłacił najwyższą
cenę. Szkoda, bo planował wyprawy na ląd azjatycki...
Fani i wydawcy książki założyli stronę www.kazimierznowak.pl,
gdzie na bieżąco informują o wydarzeniach promujących postać
i osiągnięcia tego poznańskiego podróżnika. Zapisałam się
do fanclubu :)
PS Czy ktoś proponował Stomilowi, którego opony rowerowe
Nowak niejednokrotnie wspomina, aby objął patronatem akcję
przybliżania dzieciom i młodzieży tej wiedzy albo organizację
wystaw jego fotografii...?
|
|
|
| |
"Skafander
i motyl" Jean-Dominique Bauby |
|
Co czuje ktoś, kto z pana życia, miłośnika
kobiet i dobrego jedzenia, dobrze ustawionego przystojniaczka,
redaktora naczelnego "Elle" staje się kompletnie
sparaliżowanym człowiekiem? Który na swoje (nie)szczęście
zachował pełną świadomość i bystrość umysłu, a jedynym sposobem
na komunikowanie się ze światem pozostaje mu lewe oko? Cielesna
powłoka tworzy bolesny skafander, w którym łopoczą kolorowe
motyle myśli i wspomnień. Dlaczego, żeby docenić co się
ma trzeba to utracić? Jean-Do swoje kalectwo i bezsilność
próbuje traktować z dystansem, ironią i wewnętrzną pogodą
ducha. Tęskni za drobnymi przyjemnościami, na które nie
zwracał wcześniej uwagi, a które teraz są nieosiągalne,
wzruszają go własne dzieci, tak czule okazujące mu swą miłość.
Dopiero teraz zaczyna żyć uważnie i cieszyć się każdą chwilą
i każdym drobiazgiem.
Książka nie jest długa, bo i proces jej pisania był dość
żmudny - literka po literce ze specjalnie przygotowanej
tabliczki, każda sygnalizowana mrugnięciem powieki. Bez
możliwości poprawek, zmian, całe zdania i paragrafy musiały
być wpierw gotowe do wypowiedzenia nim zostały spisane.
Na 3 dni przed ukazaniem się książki w druku, ten kolorowy
motyl, którego przemienił bezwładny kokon, odleciał...
Na ekranach kin można oglądać ekranizację tej książki,
nie wiem czemu o odwróconym w polskim tłumaczeniu tytule
"Motyl i skafander", z podobno rewelacyjnymi zdjęciami
Janusza Kamińskiego. Obrazy z tego filmu pojawiają się na
okładce i jako ilustracje - może trochę szkoda, bo mimowolnie
zastępują własne wyobrażenie o bohaterach. Ciekawa jestem
jednak własnego porównania. A książkę po zakończeniu...
przeczytałam jeszcze raz. Żeby nic z niej za szybko nie
uleciało.
|
|
|
| |
"Mruczę,
więc jestem" Franciszek J. Klimek |
|
Książka dla miłośników kotów. Oraz dla tych,
którzy dopiero nimi się staną ;) Wiersze lekkie, właściwie
fraszki, tworzone przez prawdziwego znawcę kocich zwyczajów
i charakterów (mianowanego Kociarzem Roku 2006). O kocich
specjalistach, kotach panach - zawsze słusznie bijących,
czymś leżącym na żołądku...;) Obśmiałam się jak norka, mimo
że takie to króciutkie. Nadaje się na jeden przytulny wieczór,
z kotem na kolanach, nawet częstochowskie rymy za bardzo
nie przeszkadzają.
|
|
|
| |
"Prowadził
nas los" Kinga Choszcz i Chopin (Radosław Siuda) |
|
Pewnego dnia postanowili spełnić swe marzenia
i objechać świat dookoła. "Nie mieli pieniędzy, ale
mieli czas..." i wiarę, że wszystko jest możliwe, a
marzenia się spełniają. Więc co wymarzyli, to zrobili. Objechali
stopem obie Ameryki, Australię i Azję (Europę zaliczali
wcześniej, a w kontynuacji podróży do Afryki przeszkodziła
im choroba Chopina). Zajęło im to pięć lat. Swoją podróż
opisywali po polsku i angielsku na stronie internetowej
www.geocities.com/kingachopin. Właściwie opisywała Kinga,
bo to jej pamiętnik, pisany dzień w dzień we wszystkich
możliwych i niemożliwych miejscach, był przy każdej nadarzającej
się okazji pieczołowicie (choć zapewne w skrócie) wklepywany
na stronę. I uzupełniany jej zdjęciami.
To nie jest książka, z której można się wiele dowiedzieć
o świecie. Bo na ile można dogłębnie poznać jakieś kraje,
kultury, ludzi i obyczaje, kiedy przebywa się dziennie po
kilkaset kilometrów? Nie jest też praktycznym przewodnikiem,
który by doradzał podróżnikom jak sobie radzić z brakiem
wody, jedzenia, niewygodami, jak znajdować kolejne noclegi,
łapać stopa, skąd zdobywać niezbędne informacje. Kinga i
Chopin zawsze są uśmiechnięci, prawie na każdej fotce w
innych ciuchach, czyściutcy, jak na weekendowej wycieczce...
Jak to robili, pozostanie ich tajemnicą.
To o czym jest ta książka? O spełnianiu marzeń, przeżywaniu
życia tak jak się tego pragnie, na całego i do końca. O
wolności i szczęściu. Pełna pozytywnej energii, która powoduje
że chce się otworzyć okno i coś zmienić na lepsze w swoim
życiu. Dziwnie było jednak czytać tę opowieść mając świadomość,
że autorka... już nie żyje. Była moją rówieśniczką, pochodziła
z Gdańska.
Ta historia ma dalszy ciąg. Po powrocie i wydaniu "Prowadził
nas los", Kinga postanowiła wyruszyć w samotną podróż
do Afryki. Chopin zajął się innymi, dla niego ważniejszymi
rzeczami, w ośrodku buddyjskim. Nieraz już się w podróżach
rozstawali, byli pięknym przykładem miłości dwojga w pełni
wolnych ludzi. Wyruszyła pod koniec 2005 roku, jej relację
i zdjęcia mozna znaleźć na stronie www.kingafreespirit.pl.
Wszystko szło dobrze, spotykała przyjaznych ludzi i podróżowała
stopem po Afryce. Nieraz zastana sytuacja ją szokowała,
jednak na niczyją krzywdę Kinga nie pozostała obojętna.
Na Wybrzeżu Kości Słoniowej... wykupiła z niewoli 11-letnią
dziewczynkę i zabrała do jej rodzinnego domu w Ghanie. Niestety
wkrótce potem Kinga zapadła na ciężką odmianę malarii mózgowej
i, mimo wysiłków lekarzy, zmarła w czerwcu 2006 roku.
Fundacja FreeSpirit, którą założyli rodzice Kingi, kontynuuje
jej dzieło, opiekując się uratowaną dziewczynką i innymi
afrykańskimi dziećmi. Wolny duch Kingi na pewno nad nimi
czuwa i inspiruje nadal. A jej grób pełen jest motyli...
|
|
|
| |
"Sędzia
Di i złote morderstwa" Robert van Gulik |
|
Sherlock Holmes w wydaniu chińskim, z akcją
dziejącą się w VII w. n.e. Historie oparte na autentycznej
postaci - bohaterze starych chińskich opowieści kryminalnych,
które autor zebrał, sfabularyzował i postanowił przybliżyć
czytelnikowi zachodniemu. Szkoda że przez takie wstawki:
"Chińczycy nie mają w zwyczaju wzruszać ramionami.
Autor często używa tego gestu, żeby przybliżyć emocje bohaterów
czytelnikowi zachodniemu".
To pierwsza z 11 książek poświęconych sędziemu Di, gdy
ten obejmuje urząd sędziego pokoju w okręgu Peng-lai, dobiera
sobie współpracowników i od razu rozwiązuje parę spraw,
kierując się czystą dedukcją, bo metody badawcze wówczas
były ograniczone... Niestety widać, że zostały na siłę połączone
różne historie i spróbowano im nadać spójne logiczne wytłumaczenie
i zależności. Strzelba jak wisi, to na pewno wystrzeli,
czyli wiadomo że żaden szczegół nie dzieje się bez przyczyny.
Conan-Doyle robił to subtelniej, nawet jeśli jeden ze sposobów
morderstwa też zapożyczył ze starochińskiej opowieści kryminalnej.
A wtręty europejskie mi przeszkadzały. Więc w sumie bez
zachwytów, nie wiem czy po kolejne z serii sięgnę, może
gdyby od kogoś pożyczyć... Na plus rysunki z epoki, wymienione
na wstępie postacie z opisem i mapki sytuacyjne, baaardzo
dawno takich w książkach nie widziałam :)
|
|
|
| |
"Kafka
nad morzem" Haruki Murakami |
|
Haruki Murakami robi ostatnio u nas furorę.
W końcu uległam artykułom, programom i pełnym zachwytu opiniom
znalezionym w necie. Na zasadzie, że jeśli jest to jakieś
nowe zjawisko w kulturze, to wypadałoby się z nim bliżej
zapoznać. Zaczęłam więc od najnowszej "Kafki nad morzem",
właściwie nie kierując się niczym szczególnym przy wyborze.
Coż, przyznać trzeba, że pochłania, można się w niej doszukiwać
wielu warstw, realizm miesza się z nierzeczywistością, teraźniejszość
z przeszłością, świat żywych ze światem umarłych, marzenia
z tęsknotą i przeznaczeniem. Jednak nie zawsze jest to lektura
na dobranoc.
Z jednej strony uciekający z domu nad wiek dojrzały 15-latek,
z drugiej staruszek umiejący rozmawiać z kotami, z trzeciej
tajemnicza pani Saeki prowadząca bibliotekę, z pracownikiem
o nieokreślonej płci, a nocami duch młodej dziewczyny...
Wydarzenia z czasów drugiej wojny światowej odbijają się
w teraźniejszości, a do otwartego przejścia podąża zły duch...
To jedynie wyrywki. Seks kazirodczy (przypuszczalnie) też
jest, aby wypełnić klątwę rodzinną, a paskudztwa padające
z nieba przypominają klątwy egipskie. A tak naprawdę chodzi
o poszukiwanie drugiej połowy swojego cienia... a może osiągnięcia
szeroko pojmowanej równowagi i wewnętrznego spokoju? Choć
we mnie jej wspomnienie zostawiło więcej niepokoju niż pogody
ducha. Dla tych, którzy lubią książki niejednoznaczne i
z pełną dowolnością interpretacji.
|
|
|
|